Było jasne, że Drogi Przywódca, czyli Kim Dzong Il, syn Kim Ir Sena, przygotuje z tej okazji jakąś niespodziankę dla świata.
I rzeczywiście. Korea Płn. dokonała fuzji jądra atomowego, czyli "decydującego kroku na drodze rozwoju technologii nuklearnej" - poinformował w środę dziennik "Rodong Sinmun", oficjalny organ władz. Dziennik nie wspomniał o ewentualnym militarnym wykorzystaniu tej technologii, umożliwiającej budowę bomb termonuklearnych.
Dotychczas Korea Płn. przyznawała się jedynie do posiadania broni atomowej opartej na zasadzie rozszczepiania, a nie fuzji jąder atomowych. "Sukces fuzji to wielkie wydarzenie, które wykazuje szybki i zdecydowany postęp nauki i technologii w naszym kraju" - uważa dziennik.
Nie można tego wykluczyć. Ale czytając to inaczej, można też dojść do wniosku, że kolejny Kim idzie od A do H, czyli od bomby A, którą już dysponuje, do bomby H, o której od zawsze marzy.
Osiągnięć technologicznych Korei Płn,, uzyskanych raczej wykradaniem tajemnic za granicą albo nielegalnym ich kupowaniem niż własnym wysiłkiem, nie należy lekceważyć. To potężny środek międzynarodowego szantażu i wewnętrznej patriotycznej dumy ofiarowanej niszczonej głodem ludności.
Wiadomość o fuzji poszła więc w świat i zrobiła wrażenie. Niektóre gazety potraktowały ją poważnie. Ale dotarła i do ekspertów. A ci grymaszą, nie są wrażliwi na urodziny Kim Ir Sena i wątpią w roztrąbiony sukces. Amerykańscy naukowcy wydają miliardy dolarów, pracując nad fuzją jąder atomowych od dziesięcioleci z nadzieją, że jak się uda, to świat otrzyma dostęp do nieograniczonych rezerw czystej energii bez radioaktywnych odpadów. Ale na razie się nie udało.
Siedem największych potęg naukowych - UE, Japonia, Chiny, Rosja, USA, Korea Płd. i Indie - zrzeszonych wokół wielkiego międzynarodowego programu ITER (doświadczalny reaktor fuzji termonuklearnej), pracuje od wielu lat nad tą technologią. Naukowcy liczą na zbudowanie takiego reaktora w roku 2015, a na osiągnięcie fuzji w reaktorze i możliwość produkcji czystej elektryczności w roku 2030.
Zobaczymy.Ufajmy, że się uda. Na razie eksperci pocieszają się, że jakaś sensacja naukowa lub wojskowa towarzyszy z reguły urodzinom Kim Ir Sena lub innym dynastycznym fajerwerkom. Kilka lat temu Kim Dżong Il ujawnił, że udało mu się przeprowadzić równanie Einsteina «stosując jednak zupełnie inną metodę » . Niedługo przedtem ogłosił, że pobił rekord świata na 100 m motylkiem «za pierwszą próbą » . Zapewne także „na swój sposób”.
PS. Pokornie przepraszam władze Rosji, które w poprzednim felietonie skrytykowałem za lekkomyślne, pod pretekstem niedoskonałości prawa morskiego, wypuszczenie na wolność somalijskich piratów. Jak się dowiadujemy, żaden z uwolnionych piratów nie wrócił do domu. Jak się można domyślać, niedoskonała była raczej łódka, na której ich wypuszczono. Może była dziurawa?
Źródło: Gazeta Wyborcza