"Wschód to Wschód, Zachód to Zachód, nigdy się ze sobą nie spotkają" - powiedział Kipling, ale się mylił. Nie znał Krynicy. Tegoroczne Forum Krynickie osiągnęło pełnoletność. Jego osiemnasta sesja i 115 paneli ściągnęły tu ponad 1500 gości ze wszystkich stron Europy i nawet spoza.
Temat ogólny zawarty był w pytaniu: "Europa Środkowa - partner czy statysta?". Pytanie retoryczne, no bo naturalnie i jedno, i drugie. Znamienne jednak, że termin "Europa Środkowa" lub w niemieckiej wersji "Mitteleuropa" pojawił się nie tylko w haśle głównym, ale także w tytułach co najmniej kilkunastu paneli. To zabieg nieostrożny. Skąd taka moda? Nikt przecież nie wie, co to, gdzie i jaka jest ta Europa Środkowa.
Historycznie biorąc, trzeba by zacząć od Karola Wielkiego albo od cesarza moich przodków Franciszka Józefa. Semantycznie nie wiadomo, co ten termin określa: Europę Środkową czy Europę środka, "Między-Europę" czy "Rodzinną (po francusku "tamtą") Europę" Czesława Miłosza, "Młodą Europę" Rumsfelda, jeszcze "Młodszą ("cadette") Europę" Jerzego Kłoczowskiego czy "Porwaną Europę" Kundery. Polska np. leży w środkowej Europie. Czyli nigdzie. Według Mrożka Polska to "kraj na wschód od Zachodu i na zachód od Wschodu", Liebert zaś powiada, że "Ani tu Zachód, ani Wschód. Coś tak, jak gdybyś stanął w drzwiach".
No a geograficznie? Mitteleuropa to przecież obszar bez precyzyjnie wyrysowanych granic: Wiedeń, Kraków, Wrocław, Bratysława i Budapeszt, no a gdzie mój Lwów? Inni idą znacznie dalej, włączając Bałtów, Ukrainę, część Niemiec i Rosji. Niezależnie, choć równolegle do Krynicy, bo w "Gazecie Świątecznej", Andrzej Mencwel rozpoczął właśnie druk swoich wątpliwości na ten sam temat.
Jeżeli więc rodowód Mitteleuropy jest niejasny, nazwa niewyraźna, a obszar nieprecyzyjny, to czym jest ten dziwny twór? Odpowiada mi definicja Kundery, który marzył, aby "Europa środkowa była zminiaturyzowanym modelem Europy narodów w myśl zasady: maksimum różnorodności na minimum przestrzeni". Ładnie, ale nierealnie. Począwszy od Wyszehradu, poprzez rozmaite wielokąty, nie udała się przecież żadna próba środkowo-europejskiego prawdziwego dogadania się.
Z jednym wyjątkiem. Dogadujemy się... ze strachu. Jest taka Europa, inna od reszty kontynentu. Jest Mitteleuropa pamięci i doświadczenia, ta z wyprzedaży Czechosłowacji w Monachium 1938, podziału Europy przez Hitlera i Stalina, ta między Auschwitz a Gułagiem, ta Europa, która po Jałcie została po złej stronie mapy, jest Hinterland Rzeszy i są satelici ZSRR, no i jest Europa byłych dysydentów, opozycjonistów, ta, która dziś, uparta, nie uznaje prymatu dostaw gazu nad wiernością zasadom.
To ta Mitteleuropa stanęła najpierw w obronie rewolucji na Ukrainie i w Gruzji, kazała nam być na majdanie w Kijowie, a dziś, zbrojna w zbiorowe sowieckie doświadczenie i zakodowaną nieufność wobec imperialnych ambicji nowego państwa rosyjskiego, występuje razem - we dwójkę w sprawie tarczy, a w szóstkę w obronie tak poplątanej Gruzji. Chce ściągnąć, jak kiedyś Europę do Kijowa, tak dziś NATO do Tbilisi. Budzić, z większym czy mniejszym sukcesem, rozum i sumienie reszty Europy wobec moskiewskiej próby resatelizacji "bliskich sąsiadów", protestować przeciw wymuszonej zgodzie na zmianę siłą knuta granic suwerennego państwa. Taka Mitteleuropa istnieje. Takiej Europy jeszcze nie ma.
PS W Krynicy, naturalnie na deptaku, kilka osób pytało mnie, dlaczego Adam Michnik napisał artykuł wychwalający prezydenta Lecha Kaczyńskiego za jego postawę w dramacie Gruzji. Nie wiedziałem. Ale w niedzielę Michnik był akurat pod ręką w Brukseli i go o to zapytałem. Odpowiedział: "Napisałem tak, bo tak myślałem". No i już.
Źródło: Gazeta Wyborcza