http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Dziennikarze >  Leopold Unger

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Mój kat doktor Aue

Leopold Unger
2008-04-01, ostatnia aktualizacja 2008-04-01 01:57

Habent sua fata libelli Nie tylko książki, czytelnicy także. Półtora roku temu pisałem w "Gazecie", że miałem dużo szczęścia, albowiem udało mi się nie spotkać podczas drugiej wojny światowej dr. Maksa Aue, sturmbannfhürera SS

Leopold Unger
Leopold Unger
Dr Aue jest główną postacią porażającej przez wszystkie 900 stronic książki, napisanej po francusku przez Amerykanina Jonathana Littella, pod tytułem "Les Bienveillantes", po polsku "Łaskawe" (ma wyjść w październiku w Wydawnictwie Literackim), w aluzji do ironicznego pseudonimu Erynii, boginek kary i zemsty za zbrodnie.

Miałem szczęście, pisałem, albowiem mogłem spotkać dr. Aue w moim Lwowie, pierwszym mieście zajętym przez Hitlera po najeździe na ZSRR. I mogłem, gdybym tam spotkał dr. Aue, być jednym z publicznie powieszonych lwowskich Żydów. To wydarzenie, o którym dr Aue szczegółowo opowiada.

Powieść Littella zrobiła na mnie kolosalne wrażenie. Każdy epizod, choć a priori przecież powieściowy, przywoływał bowiem natychmiast mój własny los. Do dziś prześladuje mnie obezwładniająca, beznamiętna analiza, zimna, szczegółowa kronika, w której dr Aue, intelektualista, amator Bacha, kazirodca, homoseksualista, zamknął swój opis (w pierwszej osobie) zagłady Żydów na froncie wschodnim.

Pokonując połączone w moim odczuciu podziw i odrazę, byłem przekonany, że "Les Bienveillantes" uruchomią sumienia tak jak kiedyś "Gułag" Sołżenicyna. Byłem przekonany, że ciężar zgrozy tej powieści nigdy mnie nie opuści. Podobnie jak nie opuszcza mnie pamięć o tych, którzy - jak mówi dr Aue - nie pozostawili nikogo, kto by nosił po nich żałobę.

Dziś już jest mi lżej. Książka Littella nie nazywa się już "Les Bienveillantes", ale "Die Wohlgesinnten". Wyszła bowiem z wielkim hukiem i w wielkim nakładzie po niemiecku, jest w centrum ogólnoniemieckiej debaty.

Niemcy, to nic dziwnego, przeczytali ją inaczej niż ja. Ich lektura idzie szerokim frontem: od uznania dla "książki wielkiej i zimnej", aż po kpiny z kolejnego kiczu "w literackim Hitler-businessie". Poprzez zarzut sztucznej intrygi i pustych postaci, po poważną krytykę zarówno formy artystycznej, jak i merytorycznej treści książki.

Niemcy próbują odpowiedzieć na pytanie, co "Łaskawe" wnoszą nowego do literatury Holocaustu, jak i czym należy tłumaczyć sukces książki, w jakim stopniu niesłychanie urozmaicona, intelektualnie wyśrubowana postać dr Aue jest realistyczna, odpowiada portretowi nazisty, tak jak go Niemcy widzieli z bardzo bliska, bo u siebie w domu, na swojej ulicy, w mundurze i w akcji.

Krótko mówiąc, Niemcy odbrązowili "mojego" dr. Aue, uwolnili mnie od niego, zrelatywizowali i przenieśli mój odbiór "Łaskawych" ze sfery fascynacji do strefy pamięci, z fazy szoku do fazy namysłu. Czyli tam, gdzie "Łaskawe" Littella, tak jak, toute proportion gardée, "Strach" Grossa w Polsce, powinny się były od początku znaleźć.

"Łaskawe" na pewno nie są kiczem, to wielka i ważna powieść. Pozostaje pytanie, w jakim stopniu kat może mówić głosem swoich ofiar? Niemieckiemu wydaniu "Łaskawych" towarzyszy dyskusja nad możliwością przywrócenia w niemieckim wojsku rozdawanego hojnie przez Hitlera Krzyża Żelaznego. Dr Aue stale go nosił.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

  • Mój kat doktor Aue jerzy.n19 01.04.08, 09:36

    Oceniać artykułu nie będę. Marka komentatora mówi za siebie.Dodam tylko drobne życzenie:Oby zechcieli go przeczytać i zrozumieć obecni krytycy i "demaskatorzy" Grossa!Choć widzi mi się, że »

  • Mój kat doktor Aue temeko1 01.04.08, 14:46

    czy naprawdę wszystko musi być "porażające"? może wstrząsające, szokujące, itd? gazeto, proszę, dbaj o styl i bogactwo języka polskiego!»