http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sojusznicy prezydenta Asada

Leopold Unger
2011-08-22, ostatnia aktualizacja 2011-08-22 17:52

Libia nie powtórzy się w przypadku Syrii - powiada Moskwa. Nie powtórzy się zachodnia intryga, która sprawiła, że wstrzymując się od głosu w Radzie Bezpieczeństwa, Rosja zalegalizowała operację libijską

Leopold Unger
Fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta
Leopold Unger
- Dyktatorzy nie mają prawdziwego przeciwnika, dopóki naród nie podejmie wyzwania - powiedział François Mitterrand. Nieżyjący były prezydent Francji odczułby sporo satysfakcji, gdyby mógł śledzić wydarzenia arabskiej wiosny.

Wyjątkiem jest Syria, gdzie naród podjął wyzwanie, ale na razie dyktator z narodem sobie radzi. Starcie nie jest skończone, ale cena pierwszej rundy (w toku) jest wysoka: według najbardziej kompetentnych źródeł 2 tys. Syryjczyków już zapłaciło życiem za bunt przeciw dyktaturze, nie licząc dziesiątków tysięcy rannych czy torturowanych w więzieniach.

Świat był ostrożny. Dziś akurat widać wyraźniej niż kiedykolwiek, że Syria to nie Libia. Wystarczyło po pierwszych masakrach spojrzeć na mapę, aby zrozumieć trwożne i dyskretne pytanie zachodnich polityków: co po Baszarze al-Asadzie? Wokół Syrii toczyła się delikatna gra, w której stawką była stabilność sąsiadów, Libanu czy Izraela, a za nimi - jak w dominie - Iranu i całego naftowego Bliskiego Wschodu.

Ale Asad przesadził. Wygłasza orędzia w telewizji, ale represje przekształca w masakry. Wojsko strzela na oślep. Czołgi po kolei biorą siłą zbuntowane miasta. W końcu jednak brutalność represji naruszyła subtelności geopolityki i delikatnych rozważań: co dalej?

"Syryjski wyjątek", to znaczy międzynarodowa bezkarność, z której nie korzystali ani tunezyjski prezydent Ben Ali, ani władca Egiptu Hosni Mubarak, powoli przestaje obowiązywać także Asada.

Międzynarodowy Trybunał Karny wszczął dochodzenia w sprawie zbrodni wojennych Syrii. Prezydent Barack Obama, Unia Europejska, wszystkie wielkie państwa ogłosiły embargo na dostawy broni, zablokowały syryjskie konta zagraniczne. Krótko mówiąc, potępiły Asada za brutalne tłumienie demonstracji i wezwały go do ustąpienia.

Wszystkie z wyjątkiem Chin i przede wszystkim Rosji. Te najpierw zablokowały próbę wniesienia sprawy - choćby w postaci komunikatu - na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ. Libia się nie powtórzy - powiada Moskwa. Nie powtórzy się zachodnia intryga, która sprawiła, że wstrzymując się od głosu w Radzie Bezpieczeństwa, Rosja zalegalizowała operację libijską. Teraz - Rada mądra po szkodzie - wróciła do swej tradycyjnej zasady obrony autokratów w ogóle.

Tym razem jednak kontra jest sprytniejsza. Rosyjski MSZ wysunął mianowicie interesującą tezę, oznajmiając - jak donosi agencja AFP - że "Rosja sprzeciwia się apelom USA i Unii Europejskiej o ustąpienie prezydenta Syrii Baszara al-Asada".

Moskwa zapowiedziała także, że nie zamierza przerywać dostaw broni do Syrii, bo takie są umowy, a umowy trzeba szanować (zwłaszcza że to dobry klient). W najbliższych dniach Kreml wyśle do Damaszku delegację polityków, "aby wyjaśnić, co się dzieje w Syrii" - powiedział członek komisji spraw zagranicznych rady federacji Asłambek Asłachanow.

Dziwne. Widocznie do tej pory pan Asłachanow o wydarzeniach w Syrii nie wiedział, choć - jak twierdzi - Asada zna dobrze i wielokrotnie z nim rozmawiał. Zdaniem Asłachanowa relacje światowych mediów z Syrii są sprzeczne i stronnicze. W konkluzji Moskwa oznajmia, że "nie popiera apeli o ustąpienie Asada, gdyż uważa, że trzeba dać mu czas na wdrożenie zapowiedzianych reform".

Argument maczuga. Nowa teoria w dyplomacji: arytmetyczna. Oznacza bowiem - jak wyliczyła Moskwa - że potrzeba 2 tys. ofiar, aby dyktator mógł zacząć reformy. Aż strach spytać, ile ofiar pociągnie próba realizacji tych reform.

Może byłoby lepiej, gdyby licząc ewentualne koszty w ludziach, pan Asłachanow, który dobrze zna Asada, ale nie wie, co się dzieje w Syrii, bo czyta złe gazety, poradził prezydentowi, żeby żadnych reform już nie przeprowadzał.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    26 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':