Wschodnie Partnerstwo (Eastern Partnership) - tak według informacji "Gazety" będzie nazywała się inicjatywa, którą polski premier przedstawi za miesiąc na szczycie w Brukseli. Polska chce jeszcze bardziej wciągnąć Unię w coraz głębszą współpracę ze wschodnimi sąsiadami - Ukrainą, Mołdawią, Azerbejdżanem, Armenią, Gruzją oraz warunkowo z rządzoną dziś przez autorytarny reżim Białorusią.
Polski dokument nie będzie mówił o "unijnej perspektywie" dla tych krajów - w Europie nie ma dobrego klimatu dla rozszerzenia, więc takie sugestie skazywałyby projekt na fiasko. Nasi rozmówcy z kręgów rządowych przekonują jednak, że jeśli UE "kupi" polską inicjatywę, szanse na wejście do UE przynajmniej dwóch krajów - Ukrainy i Mołdawii - znacznie wzrosną.
Partnerstwo zakłada, że współpraca UE z krajami Wschodu odbywałaby się w kilku obszarach - gospodarczym, ekologicznym, społecznym, itd. Rząd zrezygnował z dołączenia grubego aneksu z konkretnymi projektami, bo jest ryzyko, że dyskusja będzie przedłużać się w nieskończoność, bo każdy kraj UE będzie chciał wtrącić swoje trze grosze.
Polski projekt nie będzie wymierzony w Rosję, o czym zapewniał kilka dni temu w telewizji szef MSZ. - To są bardzo praktyczne rzeczy, z których Rosja też może skorzystać - tłumaczył Sikorski. Nasi rozmówcy dodają, że do polskiej inicjatywy będzie można wciągnąć np. obwód kaliningradzki, jeśli Moskwa będzie tym zainteresowana.
Wschodnie Partnerstwo to trzeci europejski projekt Warszawy po nowatorskim, ale źle rozegranym "pakcie energetycznym" premiera Kazimierza Marcinkiewicza i desperackiej próbie zmiany systemu głosowania w Radzie UE na "pierwiastkowy" za rządów Jarosława Kaczyńskiego w 2007 roku. W odróżnieniu od poprzednich ten ma szansę na realizację.
Przede wszystkim w lansowanie inicjatywy zaangażowana jest cała nasza dyplomacja. Tusk postawił na szali swój polityczny autorytet i autorytet Polski.
Projekt przygotowywany jest od wielu miesięcy, a od kilku tygodni konsultowany z partnerami z UE. Poparli go wstępnie Niemcy, Szwedzi, Brytyjczycy, Duńczycy. Rozmowy z niechętną na razie Komisją Europejską mają się właśnie rozpocząć.
Jak się dowiadujemy, dokument, który premier zawiezie do Brukseli, będzie miał dwie-trzy strony. Tusk chce, by polska inicjatywa została zapisana we wnioskach z czerwcowego szczytu. To zobowiązywałoby unijne instytucje do jej realizacji. Potem mogłyby się rozpocząć szczegółowe prace w Brukseli i pod koniec roku polska idea współpracy ze Wschodem przełożyłaby się na konkretny.
O Wschodnim Partnerstwie Tusk będzie rozmawiał w przyszłym tygodniu w Warszawie z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym. Zapewne powtórzy mu to, że jeśli Francja chce mieć Unię Śródziemnomorską, czyli program szerszej współpracy UE z krajami basenu Morza Śródziemnego, musi poprzeć polski wschodni plan.
Problem mogą stwarzać Hiszpanie i Włosi niechętni zbliżaniu się Unii ze Wschodem. Trzeba też przekonać Ukrainę, że Wschodnie Partnerstwo to coś więcej niż oferowana jej przez Unię polityka sąsiedztwa. Premier chce, by tu pomógł prezydent Kaczyński mający dobre kontakty z prezydentem Wiktorem Juszczenką.
Źródło: Gazeta Wyborcza