Nominacje ambasadorów podpisuje prezydent, ale realizują oni politykę rządu. Pierwszy w protokole rozbieżności jest właśnie Sadoś, były rzecznik, a potem zastępca szefowej MSZ Anny Fotygi.
Minister powierzyła mu ochronę wizerunku Polski za granicą. Sadoś organizował spotkania z zagranicznymi mediami oraz ledwie zauważoną kampanię promocyjną Polski w CNN i BBC pt. "Wielkie umysły myślą podobnie".
Już sam fakt wskazania Sadosia był prowokacją wobec ekipy Donalda Tuska. Minister Fotyga zrobiła to rzutem na taśmę - już po wyborach; premier Jarosław Kaczyński nominację podpisał. Nieoficjalnie wiadomo, że uczynił to również prezydent, ale w MSZ kopii tej nominacji nie ma.
Jarosław Kaczyński tłumaczył potem, że decyzja o nominacji zapadła dużo wcześniej.
Wczoraj próbowaliśmy zapytać Andrzeja Sadosia, czy i kiedy jedzie do Wiednia, ale miał wyłączony telefon i nie odpowiedział na SMS. Zapewne jednak wie, że zbierają się nad nim czarne chmury. Według źródeł "Gazety" kierownictwo MSZ nie chce, by tak ważną placówkę objął zaufany Fotygi.
Nie jest jasne, czy Sadoś musi stanąć przed komisją spraw zagranicznych Sejmu. Nawet jeśliby stanął i otrzymał negatywną opinię, nie powstrzyma to jego wyjazdu. Opinia komisji nie jest wiążąca.
Minister Sikorski i wiceministrowie nie cenią Sadosia. Jeden z naszych rozmówców w MSZ twierdzi, że byłby z niego słaby merytorycznie ambasador.
- Przedstawicielstwo przy OBWE to zbyt ważna placówka, szczególnie teraz, kiedy Rosja wprowadziła moratorium na CFE, traktat o konwencjonalnych siłach zbrojnych w OBWE - uważa wysoko postawiony urzędnik MSZ. - Trzeba znać się na rzeczy, mieć doświadczenie i wsparcie resortu.
Ale Sadoś ma już nominację w kieszeni. MSZ niewiele może zrobić, by go zatrzymać. - Można chwytać się administracyjnych kruczków, np. nie podpisywać delegacji, ale to gra na czas - mówi nam doświadczony dyplomata.
Jedyny poważny sposób to przekonać prezydenta, by wycofał nominację. To jednak mało prawdopodobne, bo pierwsze skrzypce w Pałacu Prezydenckim gra Fotyga, niezwykle wpływowa i ceniona przez prezydenta.
Niewykluczone, że jednym z tematów wczorajszej rozmowy Radka Sikorskiego z Lechem Kaczyńskim była właśnie przyszłość Sadosia.
Natomiast przeszłość wysokiego, zwalistego wiceministra z twarzą dziecka może służyć za przykład szybkiej kariery w IV RP.
Pracę w MSZ zaczął jeszcze w III RP, w 1998 r., od stałego przedstawicielstwa przy biurze ONZ w Genewie. W 2000 r. został II sekretarzem ambasady w Budapeszcie. W latach 2001-06 znów był w Genewie - jako I sekretarz przedstawicielstwa w ONZ.
Gdy w maju 2006 r. Fotyga objęła MSZ, kariera Sadosia nabrała niezwykłego przyspieszenia. Zawdzięczał to znajomości z Michałem Kamińskim, b. eurodeputowanym, dziś ministrem w Kancelarii Prezydenta.
Pełnomocnikiem ministra ds. ochrony i promocji wizerunku oraz rzecznikiem MSZ był do wiosny.
Potem jako minister w kancelarii premiera doradzał Jarosławowi Kaczyńskiemu w sprawach zagranicznych. Kilka tygodni przed wyborami wrócił do MSZ na stanowisko wiceministra.
Do nowego gabinetu kazał kupić komplet szklanek do whisky i wiśniówki wraz z karafkami, co opisaliśmy w październiku. Minister tłumaczył, że do zakupu nie doszło, bo odpowiednie karafki znalazły się w magazynach resortu.
Miesięcznik "Press" przyznał Sadosiowi tytuł Antyrzecznika 2006, uzasadniając to tak: "Zdarza mu się, że nie zna treści własnych komunikatów lub nie umie ich powtórzyć. Raz poproszony przez dziennikarza radiowego o wypowiedź odparł: - Niech pan sobie wybierze fragment komunikatu, a ja to przeczytam".
Źródło: Gazeta Wyborcza