W szwedzkich szkołach rozmawia się regularnie na lekcjach o nazistowskich zbrodniach na Żydach. Temat zbrodni stalinizmu praktycznie nie istnieje. Żeby dowieść, że taka polityka prowadzi do zniekształcenia świadomości historycznej, szwedzka Organizacja Informacji o Komunizmie zamówiła sondaż o stosunku młodzieży do komunizmu. Ogłoszone wczoraj w dzienniku "Dagens Nyheter" wyniki są zdumiewające.
Aż 90 proc. respondentów w wieku 15-20 lat nigdy nie słyszało o sowieckich łagrach gułagu, w których - jak się szacuje - z głodu i wycieńczenia zmarło co najmniej 8 mln ludzi.
Kontrastuje to ze stosunkowo dobrą wiedzą o zagładzie Żydów - aż 95 proc. ankietowanej młodzieży wiedziało o obozie zagłady w Auschwitz.
Co gorsza, aż 43 proc. młodych Szwedów uważa, że liczba ofiar represji komunistycznych na całym świecie nie przewyższa miliona. A jedna piąta badanych była przekonana, że liczba ofiar nie przekracza 10 tys. osób!
Według autorów "Czarnej księgi komunizmu" pod redakcją Stéphana Courtoisa ofiarą reżimów komunistycznych od Stalina, przez Mao Tse-tunga, po Kim Ir Sena i Kim Dzong Ila mogło paść aż 100 mln ludzi.
Aż 40 proc. młodzieży zza Bałtyku uważa, że komunizm przyczynił się do wzrostu dobrobytu na świecie, a 22 proc. postrzega go jako demokratyczną formę rządu.
- Żeby zrozumieć przyczyny takiego stanu rzeczy, trzeba sięgnąć do szwedzkiej polityki i historii ostatnich kilkudziesięciu lat - mówi "Gazecie" Anders Hjemdahl z Organizacji Informacji o Komunizmie. I wylicza: Szwecja jako jeden z nielicznych krajów uznała de iure aneksję Litwy, Łotwy i Estonii przez ZSRR. Przez lata szwedzcy socjaldemokraci rządzili z poparciem szwedzkiej partii komunistycznej, więc nie zależało im na informowaniu o zbrodniach komunizmu.
Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie szwedzcy socjaldemokraci publicznie wspierali opozycję demokratyczną w Polsce już w latach 70. Socjaldemokratyczny premier Olof Palme podczas strajku sierpniowego w Stoczni Gdańskiej zainicjował wraz z przywódcami socjaldemokracji Niemiec i Austrii apel o niestosowanie przemocy wobec strajkujących. Wspierał "S" kanałami dyplomatycznymi. Szwedzcy socjaldemokracji okazali się wiernymi przyjaciółmi "S" w latach stanu wojennego.
- Słaba wiedza o zbrodniach komunizmu to jest nie tylko szwedzki syndrom - mówi nam Maciej Zaremba, historyk idei i publicysta "Dagens Nyheter", który wyemigrował z Polski do Szwecji w 1969 r. Przyznaje jednak, że w neutralnej Szwecji w czasach zimnej wojny trudno było pisać o zbrodniach stalinizmu, ponieważ socjaldemokratyczne rządy wolały zachowywać wstrzemięźliwość w tej kwestii. - Zbytnie angażowanie się w propagowanie wiedzy o gułagu traktowano by w Szwecji jako atak na ZSRR i naruszanie równowagi pomiędzy stronami zimnej wojny. A Szwedom bardzo zależało, by było widać, że nie stają po żadnej stronie.
Zdaniem Zaremby innym powodem łagodnej oceny komunizmu było dość pozytywne postrzeganie rodzimych komunistów. - Byli częścią systemu demokratycznego, wspierali rząd, choć nie mieli swoich ministrów - mówi Zaremba.
Ale najważniejszy powód dzisiejszej ignorancji komunizmu to system nauczania. - W szwedzkich podręcznikach historii nie ma nic o zbrodniach stalinizmu. Kiedy chodziłem do szkoły, uczyliśmy się o heroicznej postawie neutralnej Szwecji w czasie II wojny światowej - opowiada Hjemdahl. - To trzeba zmienić - dodaje.
A że można to zmienić, pokazuje właśnie przykład wiedzy o Holocauście.
Jak opowiada Zaremba, kilkanaście lat temu wśród młodzieży przeprowadzono badanie na temat wiedzy o zagładzie Żydów. Okazało się, że była ona bardzo nikła. Rozpętała się wielka debata polityczna, powołano instytucję propagującą wiedzę o zbrodni na Żydach - Żywą Pamięć - finansowaną z państwowej kasy. Kulminacją tej akcji była wielka międzynarodowa konferencja o Holocauście w Sztokholmie w 2000 r.
Hjemdahl chce rozpocząć dużą kampanię informacyjną o zbrodniach komunizmu i zwrócić się do rządu o pomoc.
Źródło: Gazeta Wyborcza