http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Dziennikarze >  Jacek Pawlicki

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Prezydent do dziennikarki: małpa w czerwonym

Konrad Niklewicz, Jacek Pawlicki, Bruksela
2006-12-16, ostatnia aktualizacja 2006-12-15 00:00

Czy prezydent Lech Kaczyński lubi dziennikarzy? Chyba nie wszystkich, skoro korespondentkę TVN 24 w Brukseli nazwał "małpą w czerwonym", prosząc swego doradcę, by nie pozwolił jej zadać pytania.

ZOBACZ TAKŻE
Teatralnego szeptu prezydenta do min. Andrzeja Krawczyka nikt pewnie by nie usłyszał, gdyby nie las czułych mikrofonów przed jego nosem.

W piątek ekipy telewizyjne i radiowe odsłuchały dokładnie nagranie z konferencji prasowej w Brukseli, która zakończyła się w czwartek tuż przed północą. Wszystkich wprawił w osłupienie jeden fragment: pod koniec min. Krawczyk zapytał szeptem prezydenta, czy już kończyć konferencję prasową. - Jeszcze jedno pytanie, ale nie od tej małpy w czerwonym - odpowiedział prezydent.

Z wcześniejszej wymiany zdań między prezydentem a szefową dyplomacji jasno wynikało, że prezydent miał na myśli jedną ze stałych polskich korespondentek w Brukseli

Kiedy w piątek dziennikarze pytali prezydenta, dlaczego nazwał dziennikarkę "małpą w czerwonym", próbował zignorować pytanie. W końcu odparł, że nie będzie komentował podsłuchów. Dziennikarze nie ustępowali: to nie był żaden podsłuch, tylko wypowiedź przy włączonych mikrofonach, o czym prezydent i jego doradcy wiedzieli. Wówczas prezydent zmienił linię obrony, mówiąc, że była to "prywatna wymiana zdań".

Czy Lech Kaczyński tak właśnie prywatnie nazywa dziennikarzy? - Prywatnie nazywam ich różnie, podobnie jak i innych ludzi - bronił się prezydent. - Zresztą w tym wypadku nie chodziło o urodę.

Co na to dziennikarka? - Muszę się zastanowić, czy chcę komentować całe to zamieszanie - powiedziała "Gazecie". Prezydent po konferencji nachylił się nad nią i powiedział jej coś do ucha.

Dotychczas największą gafą Lecha Kaczyńskiego było słynne "Spieprzaj, dziadu!" - tak powiedział w 2002 r. do nachalnego mieszkańca Pragi Północ podczas kampanii wyborczej na prezydenta Warszawy.

Podobne wpadki miewali też inni znani politycy, np. mikrofony wychwyciły, jak prezydent USA George Bush nazwał "dupkiem" dziennikarza "New York Timesa".

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów