Za członkostwem w Unii opowiedziało się 66,24 proc. głosujących Chorwatów, przeciw było 33,16 proc. - to wyniki podane po przeliczeniu głosów z 98 proc. komisji. Referendum będzie ważne bez względu na frekwencję, która była znacznie niższa, niż się spodziewano. Wyniosła 43,5 proc.
Niespodziewane oświadczenie Gotoviny przekazane w sobotę przez adwokatów chorwackim mediom było największym wydarzeniem dość niemrawej kampanii przed referendum. "Jutro w Hadze zagłosuję za wejściem do UE, do której
Chorwacja cywilizacyjnie i historycznie przynależy" - napisał Gotovina uznawany przez większość rodaków za bohatera wojny niepodległościowej z Serbią.
- Te słowa są szalenie ważne, bo choć generał nigdy wprost nie krytykował członkostwa w Unii, przeciwnicy akcesji odwoływali się do niego jako symbolu oporu przeciw Europie - tłumaczył „Gazecie” Dalibor Blažina, profesor polonistyki na Uniwersytecie w Zagrzebiu. W opinii wielu Chorwatów Gotovina, aresztowany na Wyspach Kanaryjskich w grudniu 2005 r., dwa miesiące po rozpoczęciu negocjacji członkowskich, został poświęcony na rzecz integracji europejskiej. Wydanie go trybunałowi w Hadze było jednym z warunków zakończenia rozmów. W kwietniu 2011 r. został uznany za winnego zbrodni wojennych dokonanych podczas chorwackiej ofensywy w Krajinie w 1995 r., na skutek której zginęło ponad 300 Serbów, a 90 tys. zostało wypędzonych.
Wolta generała-zbrodniarza podcięła skrzydła ruchom eurosceptyków i nacjonalistów, którzy od kilku dni prowadzili w Zagrzebiu ofensywę przestrzegając, że Chorwacja straci w Unii niezależność. Argumentem przeciw UE był dla wielu obecny kryzys strefy euro. - Wchodzenie do UE to jak wchodzenie na "Titanica" - tłumaczyła reporterom AFP 57-letnia Zorana Banac. - W Unii będziemy obywatelami drugiej kategorii.
Na wiecach przeciwników aktywiści rozdawali broszurki pod wymownym tytułem "Z Jugosławii do Eurosławii", odwołujące się do niechęci do poprzedniej federacji, która rozpadła się na skutek krwawej wojny, i przestrzegające przed wchodzeniem do nowej - europejskiej.
"Dzień decyzji: Europa albo Bałkany" - krzyczał weekendowy nagłówek największej chorwackiej gazety "Veeernji List", odwołując się z kolei do lęku wielu rodaków przed pozostaniem w czarnej dziurze Europy, jaką są Bałkany. - Chorwacja mówi tak - zapewniał w niedzielę po oddaniu głosu stojący na czele lewicowej koalicji premier Zoran Milanović. - Nie jesteśmy dużym krajem, ale nie jesteśmy też krajem bez znaczenia w Europie. Mamy świadomość swojej wartości.
- To wielka chwila w naszej historii. Dołączamy do klubu krajów, którym się udało - wtórował mu prezydent Ivo Josipović.
- Na ulicach wielkiego entuzjazmu nie będzie, nawet jeśli za członkostwem zagłosuje 80 proc. ludzi. Wszyscy są zmęczeni kryzysem i długimi negocjacjami - mówił "Gazecie" prof. Blažina. Chorwacja złożyła wniosek o członkostwo w 2003 r., dwa lata czekała na rozpoczęcie rokowań, które ślimaczyły się przez sześć lat. - Nie oczekujemy cudu po wejściu do Unii.
Blažina podkreślał, że "najważniejszy jest historyczny i cywilizacyjny wymiar członkostwa", a nie materialne czy geopolityczne korzyści.
Rząd w Zagrzebiu straszył jednak, że odrzucenie członkostwa będzie oznaczało obniżenie ratingu kredytowego kraju z obecnego BBB- (agencji S&P), co odbije się na budżecie, który - jak ostrzegł szef banku narodowego Żeljko Rohatinski - musi być w tym roku obcięty o 8 proc. Trwająca od 2009 r. recesja została opanowana w Chorwacji w połowie 2011 r., kiedy PKB wzrosło o 0,5 proc., ale
dług publiczny sięga prawie 60 proc. PKB i utrzymuje się wysokie
bezrobocie - 17,9 proc.
PKB na mieszkańca wynosi 10 tys. 396 euro (według Banku Światowego), a przeciętna płaca 5 tys. 347 kun (729 euro). Dochody z turystyki stanowią 15-20 proc. PKB. Zarówno w Zagrzebiu, jak i w Brukseli nie brak głosów, że Chorwacja, niegdyś druga co do zamożności republika Jugosławii, a do 2008 r. lider w regionie, może stać się teraz drugą Grecją.
Członkostwo w UE ma być szczepionką przeciw bankructwu. W budżecie UE na lata 2013-15 na Chorwację czeka 3,5 mld unijnych euro. W latach 2007-11 Zagrzeb dostał już 170 mln euro z funduszy pomocowych. W 2012 ma otrzymać kolejne 150 mln, a w 2013 - jeszcze 95 mln. Szefowa chorwackiej dyplomacji przestrzegała, że pieniędzy tych nie będzie, jeśli rodacy odrzucą członkostwo.
Jeśli 27 krajów UE ratyfikuje bez problemów traktat akcesyjny, Chorwacja wejdzie do Unii 1 lipca 2013 r. I będzie tam drugim - po Słowenii - krajem b. Jugosławii.
Serbia czeka na status kandydata. Drogę Macedonii do UE blokuje spór z Grecją o nazwę kraju.
Czarnogóra złożyła wniosek o członkostwo w 2008 r., a status kraju kandydackiego zyskała w 2010 r. Najdalej od Unii jest najmniej stabilne państwo b. Jugosławii - Bośnia i Hercegowina. O członkostwo stara się też Kosowo, choć nie wszystkie kraje UE uznały jego niepodległość.