http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Orbán mobilizuje swoich ludzi

Jacek Pawlicki
2012-01-13, ostatnia aktualizacja 2012-01-12 22:25

W wojnie nerwów Brukseli z balansującym na krawędzi autorytarnych rządów Viktorem Orbánem czas na ruch Budapesztu. Dlatego jego prawicowy Fidesz organizuje marsz poparcia dla władzy

Premier Węgier Viktor Orbán
Fot. Bela Szandelszky AP
Premier Węgier Viktor Orbán
SERWISY
Demonstracja pod hasłem "Pokojowy marsz na rzecz Węgier" miałaby się odbyć 21 stycznia w stolicy Węgier. Wielbiciele Fideszu i premiera Orbána zostali wezwani za pomocą Facebooka przez grupę intelektualistów i artystów sympatyzujących z prawicą, by przejść tłumnie od placu Bohaterów pod parlament. Organizatorzy tłumaczą, że w ten sposób uczestnicy marszu pokazaliby, jak "ważne jest dla nich to, że Węgry powstały i są niepodległe".

Podniosła, niepodległościowa retoryka ma pomóc zmobilizować dziesiątki tysięcy spośród pozostałości z 3,4 mln Węgrów, którzy w 2010 r. oddali głosy na prawicę, zapewniając jej konstytucyjną większość. Instytut badania opinii publicznej Ipsos szacuje, że od czasu wyborów Fidesz stracił poparcie grubo ponad miliona ludzi i że twardy elektorat prawicy to ok. miliona osób w 10-mln kraju. Choć wielu z nich widzi, że kryzys gospodarczy się zaostrza, a rząd popełnia błędy, to i tak uważają Orbána za "ostatnią szansę dla Węgier".

Fideszowi sprzyja ciągle silny resentyment do władzy socjalistów. Wielu Węgrów nie może zapomnieć tego, że to lewica jest w dużej mierze współodpowiedzialna za kryzys gospodarczy i zadłużenie państwa. To socjalistyczny premier Ferenc Gyurcsány publicznie przyznał w 2006 r., że okłamywał społeczeństwo w sprawie stanu gospodarki.

Nie bez znaczenia jest też to, że - w odróżnieniu od Polaków - Węgrzy nie są euroentuzjastami. Nad Dunajem panuje dość powszechne przekonanie, że Węgrzy nie skorzystali zbyt wiele na członkostwie w UE, a w wielu dziedzinach, jak np. w rolnictwie, wręcz stracili. Władza może to wykorzystać, chcąc pójść na udry z Brukselą.

W środę Komisja Europejska zagroziła Budapesztowi wszczęciem procedur karnych, chcąc w ten sposób wymusić zmiany kontrowersyjnych przepisów, w tym ograniczających niezależność banku centralnego i sądownictwa. Bruksela ogłosiła, że przygotowuje trzy listy wzywające Węgry do usunięcia uchybień - ich wysłanie byłoby wydarzeniem bez precedensu w historii Unii. Napomniany kraj ma dwa miesiące na wycofanie się z naruszających unijne prawo przepisów. Jeśli tego nie zrobi, dostaje drugie ostrzeżenie, a potem staje przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu, który może go surowo ukarać finansowo.

Na ostrzeżenia rząd w Budapeszcie odpowiedział dość pokrętnie ustami swojego rzecznika, że Węgry są gotowe "do konsultacji w celu znalezienia rozwiązania". Z drugiej zaś strony rzecznik przekonywał, że wbrew temu, co mówi się w Brukseli, "Węgry są państwem prawa, a rząd jest przywiązany do europejskich, uniwersalnych wartości".

Sam Orbán milczy, ale aby zmienić kwestionowane przez Komisję prawo, kierowany przez niego rząd musiałby zwołać nadzwyczajne posiedzenie parlamentu, bo ten ma przerwę do 6 lutego. Związani z lewicą eksperci przekonują, że premier będzie grał na czas, szukając takiego rozwiązania, które pozwoli uspokoić Unię, zachowując jednocześnie twarz.

Jak tłumaczy "Gazecie" Daniel Izsak z Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie, jeśli Orbán zdecyduje się pójść na ustępstwa, to wyręczy się swoją partią. Projekty odpowiednich ustaw zmieniających konstytucję przygotują posłowie Fideszu, a kiedy przejdą one jako inicjatywy poselskie, premier ogłosi, że taka była wola partii, a on jest przecież przywódcą demokratycznym.

Zdaniem Petera Kreki z niezależnego think tanku Political Capital w Budapeszcie Orbán ma właściwie tylko dwa racjonalne wyjścia: albo ustąpi Brukseli, co będzie dla niego upokarzające, albo odejdzie ze stanowiska i odda władzę komuś przez siebie wybranemu. Zdaniem Kreki trzecie, zupełnie irracjonalne wyjście to upór i trwanie przy swoim. Ale to doprowadziłoby do bankructwa Węgier, bo bez ustępstw w sprawie banku centralnego Budapeszt nie dostanie niezbędnej pomocy finansowej z UE i MFW.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 22 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':