http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rumunia atakuje holenderskie pomidory

Jacek Pawlicki
2011-12-14, ostatnia aktualizacja 2011-12-13 20:52

Prezydent Traian Basescu wezwał do bojkotu holenderskich warzyw w odwecie za to, że Haga blokuje wejście Rumunii do strefy Schengen. Holenderscy posłowie żądają wyjaśnień i ślą skargi do Komisji Europejskiej.

Ogórki i pomidory
Fot. Maciej Rałowski / Agencja Gazeta
Ogórki i pomidory
SERWISY
- Myślę, że nie należy kupować warzyw z Holandii. Wolę produkty z Turcji i Hiszpanii - mówił w niedzielę Basescu rumuńskiej telewizji podczas zakupów w jednym z supermarketów w Bukareszcie.

Prezydent jeszcze w piątek publicznie skrytykował Holendrów za podtrzymywanie weta w sprawie Schengen. Stwierdził, że upieranie się przy tym w sytuacji, gdy Komisja Europejska uznała, iż Rumunia i Bułgaria są gotowe na zniesienie kontroli granicznych i zgadzają się z tym inne państwa członkowskie UE, to po prostu nadużycie.

Rozzłoszczony Basescu zbeształ też Holendrów za tradycyjną politykę tolerancji: - Rumunia ma Albitę [przejście graniczne na granicy z Mołdawią], oni mają Rotterdam. To nie Albita jest bramą, przez którą dostają się przemycane papierosy, alkohol czy narkotyki. To nie Rumunia zalegalizowała prostytucję, bo nie mogła jej zwalczyć. Rumunia walczy z prostytucją na tyle, na ile może. To nie Rumunia zalegalizowała narkotyki, lecz walczy z nimi, tak jak może.

Te słowa nie wywołały jednak wzburzenia w Holandii. Dopiero po wezwaniu do bojkotu pomidorów i innych warzyw w tamtejszym politycznym świecie zawrzało. - Rumunia powinna zająć się walką z korupcją, a nie bojkotem naszych warzyw - mówił poseł Jan Ormel z chadeckiej partii CDA, która wchodzi w skład rządu. Jego zdaniem sprawą powinien zająć się szef dyplomacji Uri Rosenthal.

Eurodeputowana Esther de Lange postanowiła odpowiedzieć na bojkot w niecodzienny sposób - zapowiedziała, że rumuńskim kolegom z europarlamentu wręczy w prezencie kosz holenderskich warzyw. - Nasze warzywa są w porządku. Rumunia nie może, ot tak, zablokować ich importu z przyczyn politycznych - mówiła holenderskiemu radiu de Lange.

Choć nie jest jasne, czy Rumuni podchwycili apel swego prezydenta, holenderscy europosłowie potraktowali sprawę poważnie. Według tamtejszych mediów wystosowali w tej sprawie interpelację do Komisji Europejskiej.

Precedens już jest, bo we wrześniu Rumuni zablokowali na granicy kilkanaście holenderskich ciężarówek z cebulkami tulipanów. Oficjalnie władze sanitarne stwierdziły, że cebulki mogła zaatakować groźna bakteria. Nieoficjalnie sprawa miała związek z holenderskim wetem.

Brak zgody na poszerzenie Schengen o Rumunię i Bułgarię to jedna z największych porażek kończącej się właśnie polskiej prezydencji w Radzie UE. Warszawa starała się, by Sofia i Bukareszt weszły do strefy jeszcze w 2011 r. Wiedząc, że Holendrzy mają w tej sprawie wątpliwości, polskie MSZ i MSW zaproponowały kompromisowe rozwiązanie: kontrole paszportowe miałyby być zniesione w tym roku na lotniskach i w portach, a dopiero w 2012 r. na granicach lądowych.

Na wrześniowym posiedzeniu ministrów spraw wewnętrznych krajów UE takie rozwiązanie odrzuciły Holandia i Finlandia. Haga stwierdziła, że Rumunia i Bułgaria nie są wystarczające wiarygodne, by powierzyć im ochronę zewnętrznych granic Unii oraz dostęp do informacji systemu Schengen. Helsinki zaś nie zgodziły się na to, by proces przystąpienia składał się z dwóch etapów. W październiku m.in. po interwencji Polski Finlandia wycofała swój sprzeciw.

Holandia nie ustąpiła, a oficjalnie za jej decyzją stały względy merytoryczne. Minister ds. imigracji Gerd Leers tłumaczył, że zanim jego kraj da zielone światło Sofii i Bukaresztowi, musi być przekonany, "że poprawiła się sprawność sądów oraz sił policyjnych walczących z przestępstwami".

Nieoficjalnie centroprawicowy rząd Marka Ruttego ugiął się pod presją niechętnych rozszerzaniu Schengen populistów z Partii Wolności Geerta Wildersa. Ugrupowanie zawarło parlamentarną koalicję z mniejszościowym gabinetem Ruttego.

- Nie chcemy polskich bezrobotnych, nie chcemy płacić emerytur Greków, nie chcemy też rumuńskich żebraków - mówił w lipcu eurodeputowany Barry Madlener z partii Wildersa. W ten sposób zareagował na wystąpienia premiera Donalda Tuska, który przekonywał, że jedynym rozwiązaniem problemów Unii jest pogłębienie integracji.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':