http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Po rozwodzie z Anglią Szkocja chce być Skandynawią

Jacek Pawlicki
2011-12-07, ostatnia aktualizacja 2011-12-06 22:21

Jeśli powstanie niepodległa Szkocja, swą przyszłość zwiąże nie z Anglią czy brytyjską Wspólnotą Narodów, ale ze Skandynawią - planują rządzący w Edynburgu szkoccy nacjonaliści

Maj 2011 r., Edynburg. Alex Salmond daje autograf dziecku ze szkocką flagą
Fot. Jonathan Mitchell AFP
Maj 2011 r., Edynburg. Alex Salmond daje autograf dziecku ze szkocką flagą
SERWISY
- Nasi sąsiedzi na północy i wschodzie bardzo dobrze ze sobą współpracują. Zjednoczone Królestwo pozostaje poza ścisłym związkiem z tymi krajami, my powinniśmy się z nimi związać - oświadczył niedawno Angus Robertson ze Szkockiej Partii Narodowej, jeden ze wielkich zwolenników wystąpienia Szkocji z Wielkiej Brytanii.

Robertson to jeden z głównych strategów partii odpowiedzialny za referendum w sprawie szkockiej niepodległości.

Sąsiedzi Szkocji na północy i wschodzie to Szwecja, Dania, Norwegia, a także państwa bałtyckie, do których szkoccy nacjonaliści jeżdżą już od kilku lat na rekonesans. Jak pisze dziennik "The Independent", rządząca samodzielnie Szkocją od maja SNP chce się z tymi krajami ściślej związać gospodarczo i politycznie. Miałoby to złagodzić szok po odcięciu pępowiny łączącej Szkocję z Londynem po planowanym przez separatystów aksamitnym rozwodzie ze Zjednoczonym Królestwem.

Od swego powstania w latach 30. XX wieku, szkoccy nacjonaliści prowadzą kampanię na rzecz zerwania unii z Anglią - Szkocja zawarła ją w 1603 r., kiedy to szkocki król Jakub VI zasiadł na londyńskim tronie.

Nastroje niepodległościowe narastają od lat 70. XX w., kiedy u wybrzeży Szkocji odkryto złoża ropy. Tabu, jakim było długo wypowiadanie się publicznie na temat niepodległości zostało przełamane, ale stosunkowo niedawno - w 2007 r., kiedy Szkocka Partia Narodowa pod przywództwem Alexa Salmonda objęła władzę w Szkocji.

Salmond, zdaniem angielskich komentatorów wręcz maniakalny zwolennik niepodległości, jest szefem szkockiego niby-rządu (do 2011 roku nacjonaliści sprawowali rząd mniejszościowy). Jako że Szkocja pozostaje wciąż częścią Zjednoczonego Królestwa, to jej parlament i Szkocka Egzekutywa (czyli właśnie niby-rząd), odpowiadają tylko za część spraw: m.in. rolnictwo, służbę zdrowia, wymiar sprawiedliwości i niektóre kwestie gospodarcze. Reszta - z polityką zagraniczną i obronną na czele - pozostaje w gestii Londynu.

Jednak autonomia, którą Szkoci wraz z parlamentem narodowym zyskali za rządów Tony'ego Blaira, nie wystarcza SNP. Salmond marzy, by zostać premierem niepodległej Szkocji. Obiecał to wyborcom, którzy pół roku temu dali SNP aż 69 miejsc w 129-osobowym parlamencie. Dzięki temu nacjonaliści są dziś bliżej zrealizowania celu niż kiedykolwiek.

Ale żeby ogłosić niepodległość Salmond musi zorganizować referendum w tej sprawie, a potem je wygrać (co nie będzie łatwe, bo za jest od 30 do 50 proc. Szkotów). Ma na to czas teoretycznie do następnych szkockich wyborów w 2016 r. Nieoficjalnie mówi się, że referendum mogłoby się odbyć w 2014 bądź 2015 r., czyli zbiec się z końcem kadencji rządu Davida Camerona.

Wcześniej SNP musi zyskać choćby nieformalną, wstępną zgodę Londynu na niepodległość (rządzący konserwatyści są wrogo nastawieni do secesji). I przygotować plan zaistnienia na świecie: z programem negocjacji rozwodowych z Anglią, rokowań o wejście do UE, ONZ, NATO i innych organizacji, których członkiem jest Wielka Brytania.

Jak donosi "The Independent", eksperci i politycy SNP przygotowują ambitny program polityki zagranicznej i obronnej Szkocji po secesji.

Dokument ma posłużyć w kampanii przed referendum. Z przecieków wynika, że Szkocja widzi się w gronie państw skandynawskich - nacjonaliści chcą m.in. zbudować most energetyczny z Norwegią. I w Skandynawii chce szukać pieniędzy na dalsze poszukiwania ropy i gazu. W planach jest też budowa wielkiego portu kontenerowego w Fife, który z czasem stałby się konkurencją dla Rotterdamu.

Podobno SNP chce, aby Szkocja miała małą armię, marynarkę wojenną i lotnictwo. W negocjacjach poprzedzających rozwód zamierza żądać 9 proc. wszystkich aktywów Zjednoczonego Królestwa (5,2 mln Szkotów to mniej więcej 9 proc. brytyjskiej populacji). Dotyczy to również wojska i baz. Trzonem armii ma być Royal Regiment of Scotland (Królewski Pułk Piechoty Szkocji), a kluczową bazą morską Faslane, gdzie stacjonują okręty atomowe z pociskami wyposażonymi w głowice nuklearne.

Przeprowadzka tych okrętów to jedna z wielu przeszkód na drodze od niepodległości. Zasadniczą jest podział dochodów z wydobycia ropy. Zdaniem SNP 90 proc. dochodów z ropy i gazu należy się Szkotom, z czym nie zgadza się Londyn.

Wciąż nie wiadomo m.in., jaką walutą posługiwałaby się niepodległa Szkocja, ile kosztowałby rozwód i jakie byłyby podatki.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    34 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':