Pierwsza okazja będzie już w najbliższych dniach w Senacie. Otóż Obama podpisał wczoraj ustawę w wersji przyjętej w grudniu przez Senat i w niedzielę po dramatycznym głosowaniu w Izbie Reprezentantów. Jednak potem Izba wprowadziła do niej poprawki, które jeszcze w tym tygodniu musi zaakceptować Senat, by tekst reformy był spójny.
Republikanie nie mają już szans na odrzucenie tych poprawek, gdyż Demokratom wystarczy zwykła większość 51 głosów, a mają ich w Senacie 57 (plus dwóch senatorów niezależnych, którzy z reguły głosują z nimi). Ale wystarczy, że z powodów prawnych albo proceduralnych Senat zmieni w tych poprawkach jedno słowo i ustawa znów będzie musiała wrócić do Izby Reprezentantów. Republikanie zapowiadają, że spróbują w ten sposób opóźnić jej wejście w życie.
Ustawa zakładająca ubezpieczenie ok. 94 proc. z dziś nieubezpieczonych 33 mln Amerykanów, ale kosztująca 940 mld dol. w ciągu dekady i podnosząca koszty firm oraz podatki dla bogatszych Amerykanów, zostanie też na pewno zaskarżona przez stany rządzone przez prawicę do sądu najwyższego. Parlamenty lub prokuratorzy stanowi z 12 stanów Południa i Zachodu już zapowiedzieli, że uważają obowiązek ubezpieczenia, który Kongres nałożył na obywateli, za sprzeczny z konstytucją. Mówi ona bowiem, że Waszyngton może regulować "handel", a ubezpieczenie zdrowotne trudno nim nazwać.
Jednak konstytucjonaliści mówią, że sąd najwyższy od lat 30., czyli reform Franklina Delano Roosevelta, traktował prawa Kongresu do regulowania "handlu" bardzo szeroko. - Ten pean na rzecz wolności jednostki jest chwytliwy retorycznie - mówi profesor prawa konstytucyjnego z Uniwersytetu Kalifornii Erwin Chemerinsky. - Ale trudno mi wyobrazić sobie, by sąd poparł twierdzenie, że indywidualne prawo do nieubezpieczenia się jest zgodne z konstytucją.
Prawnicy twierdzą, że Demokraci w Kongresie postąpili bardzo przebiegle, ustanawiając obowiązek ubezpieczenia się w nowej ustawie jako nowy podatek - a nowe podatki Kongres ma oczywiście prawo nakładać. Dlatego prawne starania Republikanów w stanach mogą najwyżej tylko opóźnić wprowadzenie reformy w życie.
Według sondaży reforma ma w USA więcej przeciwników niż zwolenników, ale niektóre jej przepisy są popularne, np. zakaz odmowy ubezpieczeń dla osób już chorych. Dlatego Republikanie, choć w pierwszych godzinach po uchwaleniu reformy mówili zgodnie, że chcą ją cofnąć, już wczoraj coraz częściej podkreślali, że chcą ją "naprawić", głównie ograniczając jej ogromne koszty.
Obie partie szykują się do tego, że reforma będzie głównym polem kampanii przed wyborami do Kongresu w listopadzie. Republikanie w wielu stanach już zaczęli puszczać reklamówki przeciw tym kongresmenom Partii Demokratycznej, którzy zagłosowali "tak". Z kolei Barack Obama rozpocznie jutro od Iowy oblatywanie kraju, by przekonywać obywateli do reformy i głosowania jesienią na Demokratów, by jej bronić.
- Prawdziwa wojna polityczna o reformę zdrowia zaczyna się dopiero po jej przyjęciu przez Kongres - mówi "Washington Post" strateg polityczny Demokratów Chris Kofinis.
Tak wygląda reforma
Każdy obywatel (lub jego pracodawca dla niego) będzie musiał wykupić ubezpieczenie. Jeśli tego nie zrobi, zapłaci 695 dol. kary, firmy powyżej 50 zatrudnionych - 2 tys. od pracownika. Rozszerzone zostanie państwowe ubezpieczenie dla najbiedniejszych rodzin o dochodach poniżej 30 tys. dol. rocznie, będą też dopłaty do ubezpieczeń dla zarabiających trochę więcej.
Duży wzrost podatków czeka obywateli zarabiających ponad 200 tys. dol. i rodziny o dochodzie ponad 250 tys. Przycięte zostaną też wydatki na bardzo hojne państwowe ubezpieczenie zdrowotne dla emerytów. Rodzice będą mogli zostawiać na swej polisie dzieci do 26 roku życia, a ubezpieczyciele nie będą mogli odmawiać polisy osobom już chorym.
Źródło: Gazeta Wyborcza