http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Stosunki z Europą mogą odbudować dopiero Obama albo McCain

Rozmawiał w Waszyngtonie Marcin Bosacki
2008-06-11, ostatnia aktualizacja 2008-06-10 19:24

Kłopot Busha polega na tym, że w Berlinie, Paryżu, Londynie, ale i w Teheranie wszyscy wiedzą, że on odchodzi - mówi Wess Mitchell*

Marcin Bosacki: Co George Bush chce osiągnąć podczas obecnego tournée po Europie?

Wess Mitchell: Prezydent pragnie rozpocząć długi proces poprawy swej reputacji za granicą. Ta podróż to też etap budowy spuścizny po sobie.

Myślę, że głównym tematem rozmów za zamkniętymi drzwiami będzie Iran. Bush bardzo, bardzo nie chce odchodzić w styczniu ze stanowiska bez osiągnięcia czegoś konkretnego, co by powstrzymało nuklearne ambicje Teheranu.

Opcje militarne są już chyba nierealne, choć w Białym Domu wciąż są tacy, którzy o nich myślą. Pozostaje więc silny nacisk dyplomatyczny. Do tego Europa jest kluczowa.

Bush ma szanse przekonać Europejczyków?

- Małe. Jego kłopot polega na tym, że w Berlinie, Paryżu, Londynie, ale i w Teheranie wszyscy wiedzą, że on odchodzi. I wszyscy czekają z poważnymi decyzjami już na następcę Busha.

Ta podróż prezydenta do Europy wygląda trochę jak cukierek jedzony po dużej, niestrawnej kolacji. Będzie słodko, ale ból pozostanie.

Dla narodów Europy istnieje prawdopodobnie tylko jeden scenariusz, który mógłby ocalić reputację Busha - dramatyczna poprawa sytuacji w Iraku, tak wielka, że prawdziwe stałyby się twierdzenia o budowie tam demokracji. Tylko to mogłoby a posteriori uprawomocnić kontrowersyjną politykę Busha na Bliskim Wschodzie.

Bush wie, że stosunki z Europą w pełni ma szansę odbudować dopiero Barack Obama albo John McCain.

Jednak trzeba mu oddać, że to on teraz zaczyna konstruować mosty dyplomatyczne dla swego następcy.

To brzmi tak, jakby przy nowym prezydencie USA i Europę czekał długi miesiąc miodowy...

- Niezupełnie. I Obama, i McCain uczynią z odbudowy solidarności atlantyckiej priorytet. Obaj zajmą nowe stanowiska w sprawach ważnych dla Europejczyków. Obaj mocno poprą silną, wspólną politykę zagraniczną i bezpieczeństwa UE. I obaj będą się chcieli porozumieć w kwestii ocieplenia globalnego i ekologii.

Z drugiej strony każdy z nich zażąda od Europy pomocy w Iraku, Afganistanie, w nacisku na Iran i w sprawie konfliktu Izrael - Palestyńczycy. I - obawiam się - Europa nie jest przygotowana na to, by dać Ameryce tyle pomocy, ile ta oczekuje. Nawet jeśli poprosi o to Obama.

Dlaczego?

- Powiedzmy, że wiosną przyszłego roku Obama przyjeżdża do Berlina czy Paryża. Oklaski, wiwaty, fajerwerki. Ale na zapleczu Obama poprosi o to samo, o co w tym roku prosił Bush: dajcie więcej wojska do Afganistanu. Wątpliwe, by rząd Niemiec na to poszedł.

W sprawie Iraku, tego czarnobyla stosunków atlantyckich, nowy prezydent USA poprosi o dużo pieniędzy na budowę demokracji. Nie sądzę, by społeczeństwa w Europie były na to gotowe.

Największą szansą, że po Bushu nastąpi przełom, jest Iran. Myślę, że uda się zbudować wspólny front wobec Teheranu.

Ale ogólnie obawiam się, że bóle w stosunkach Ameryki i Europy powrócą, jeszcze zanim zostanie uprzątnięte konfetti po balu na inaugurację nowego prezydenta USA.

*Wess Mitchell jest dyrektorem programowym Centrum Analiz Polityki Europejskiej (CEPA) w Waszyngtonie

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Whitney Houston nie żyje

Mariah Carey, Alicia Keys, Rihanna, Justin Bieber - największe gwiazdy muzyki mówią dziś i piszą, że Whitney Houston była dla nich wzorem i inspiracją