Środowe gazety opublikowały fragmenty kilkunastu tysięcy stron odtajnionych akt trwającego od dwóch lat śledztwa w sprawie związków prawicowych polityków z firmami siedzącego już w więzieniu Francisco Correi.
Ze śledztwa wynika, że zarówno do 2004 r. gdy Partia Ludowa rządziła Hiszpanią, jak i później, gdy przeszła do opozycji, ale utrzymała władzę w kilku regionach jak Walencja czy Madryt, 30 firm Correi zarobiło miliony na kontraktach zawieranych dzięki politykom prawicy. W zamian firmy płaciły im wynagrodzenia i wręczały prezenty w postaci limuzyn, garniturów,
zegarków lub zapewniały usługi luksusowych prostytutek.
Correa swoim współpracownikom kazał się nazywać Don Vito na cześć Vita Corleone z powieści i filmu "Ojciec Chrzestny" o mafii w USA. Kiedy nie udawało się dobić targu "po dobroci", czyli za łapówki i usługi, uciekał się do szantażu.
Śledztwem objętych jest 70 osób, w tym kilkunastu polityków prawicy, m.in prezydent i jego zastępca regionu Walencji, były szef kampanii wyborczej Partii Ludowej, jej skarbnik i były minister. Prawą ręką w finansowym imperium Correi był dawny sekretarz Partii Ludowej w Galicii.
Okazuje się, że jedna z firm Correi przez kilka lat organizowała wszystkie imprezy publiczne Partii Ludowej a pomagał w tym najprawdopodobniej zięć byłego premiera José Marii Aznara. Większość firm obsługujących lokalne władze prawicowe w miastach i miasteczkach to filie zarejestrowanych w zagranicznych rajach podatkowych przedsiębiorstw. Dzięki zręcznie utkanej sieci biznesowej siedzący dziś w więzieniu Correa nie płaci w Hiszpanii podatków od dziesięciu lat.
Czytając zapis podsłuchanej rozmowy szefa firm obsługujących kampanie Partii Ludowej oraz zarządcy sieci firm można się dowiedzieć, jak obaj panowie omawiają szczegóły dwóch prezentów dla zastępcy szefa Regionu Walencji Ricardo Costy - jeden to limuzyna Nissan Infinity, drugi to zegarek Franck Muller za 25 tys. euro.
Przez wiele tygodni sprawę korupcji polityków prawicy relacjonowały szeroko dzienniki "El Pais" i "Publico" związane z partią socjalistyczną, ale przywódca prawicy Mariano Rajoy ignorował te wiadomości i oskarżał rząd o odwracanie uwagi od załamania gospodarczego.
Gdy wyjaśnień zażądały media prawicowe - jak dzienniki "ABC" i "El Mundo" - Rajoy zmienił front i w środę przyznał, że w partii mogły się zalęgnąć praktyki korupcyjne oraz ludzie niegodni. Obiecał, że prawica nie będzie próbować tuszować skandali, a winnych usunie.
Skandal jest tym bardziej przykry dla Rajoya, że za sprawą kryzysu gospodarczego notowania rządzących socjalistów radykalnie spadły, a prawica wyprzedziła ich w sondażach popularności po raz pierwszy od pięciu lat. Przewaga byłaby o wiele większa, gdyby nie afera korupcyjna. - Prawica pokazała wprost niebywałą umiejętność strzelania sobie w stopę - mówi prof. Charles Powell, historyk specjalizujący się w najnowszej historii Hiszpani.