http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Najważniejsi zwolennicy porzucają premiera Hiszpanii

Maciej Stasiński
2009-09-17, ostatnia aktualizacja 2009-09-17 17:04

José Luis Zapatero staje sam na sam wobec kryzysu gospodarczego. Kluczowi ministrowie odchodzą, a największy medialny sojusznik - dziennik "El Pais" bez litości krytykuje premiera

Jose Luis Zapatero
Fot. Denis Doyle / AP
Jose Luis Zapatero
Od przywrócenia demokracji 30 lat temu największy hiszpański dziennik "El Pais" był sojusznikiem socjalistycznych rządów Felipe Gonzaleza (1984-96) i rządzącego od 2004 r. José Luisa Zapatero. W środę na pierwszej stronie zamieścił bezlitośnie krytyczny artykuł redakcyjny z długą listą zarzutów.

Wobec jednego z najcięższych kryzysów gospodarczych w historii premier postępuje beztrosko i lekkomyślnie - pisze "El Pais". Sondaże pokazują, że coraz liczniejsi wyborcy odwracają się od premiera z powodu jego wahań i sprzeczności także w sprawach ważnych dla lewicy jak polityka historyczna, stosunki z Kościołem czy polityka zagraniczna.

Gazeta wytyka Zapatero, że jego przywództwo nie opiera się na trafności programu i determinacji w jego realizowaniu, lecz na obietnicach zwycięstw wyborczych w zamian za posłuszeństwo wobec premiera. Zdaniem "El Pais" Zapatero nie tylko kapryśnie dezawuuje i wymienia ministrów, ale też zlikwidował wewnętrzną debatę w partii socjalistycznej, a innych przywódców socjalistów skazuje na milczenie albo na odejście z polityki.

To prawda. Pedro Solbes do niedawna minister finansów i pierwszy wicepremier odpowiedzialny za gospodarkę musiał odejść z rządu powodu starć z premierem w sprawie kryzysu. Jednak wspierał rząd jako ważny poseł. Ale kiedy tydzień temu premier zapowiedział nagle podniesienie podatków o 15 mld euro i zwiększenie deficytu budżetowego do 10 proc. PKB Solbes wyszedł z sali, a następnie złożył mandat posła. A premier wciąż nie wyjaśnił, które podatki i o ile zmierza podnieść, by pokryć deficyt, który w ciągu kilku miesięcy sięgnął 50 mld euro.

Solbes, wieloletni minister finansów w rządach Gonzaleza oraz Zapatero, odszedł ostentacyjnie, bo nie chciał głosować za budżetem oraz za chaotyczną polityką antykryzysową premiera. Nie zgadzał się m.in. z pomysłem dotacji 2500 euro dla ludzi, którzy zdecydują się na dziecko, oraz na darowanie każdemu podatnikowi 400 euro z podatku od dochodów osobistych.

Tuż przed Solbesem odeszło z parlamentu dwóch innych ministrów i posłów, z którymi Zapatero rządził od 2004 r. - ministrowie administracji Jordi Sevilla oraz kultury Cesar Antonio Molina. A zbierają się od odejścia trzej kolejni. Wydłużająca się ławka byłych ministrów-posłów ma już swoją nazwę: "Dolina Poległych", od monumentalnego mauzoleum wzniesionego przez generała Francisco Franco ku czci poległych w wojnie domowej.

Inny były minister Joaquin Leguina oświadczył już wcześniej, że exodus współpracowników premiera bierze się z ich sprzeciwu wobec arbitralnych rządów Zapatero. - Rząd rządzi według przypadkowych pomysłów, które przychodzą do głowy premierowi, a ministrowie mogą albo klaskać, albo odejść. Rząd doprowadził do takiego deficytu budżetowego, który nas zadławi. I kto teraz zagłosuje za podniesieniem podatków w parlamencie? To jak wiadomo wielce popularne hasło - kpił Leguina.

- Dyskusję zastąpiła w rządzie kultura dworska. Za Gonzaleza odbywały się zasadnicze debaty. Trzeba się było napracować nad solidną argumentacją, żeby przeforsować swoją politykę. Teraz przywódcy socjalistów to urzędnicy posłuszni szefowi - mówi deputowany socjalistów, który nie chce ujawnić nazwiska.

Premier milczy, natomiast sekretarz generalna partii Leire Pajin przekonuje, że jest pełne poparcie dla polityki rządu. Są konstruktywne propozycje, owszem, ale wszyscy zgadzają się, że rząd odważnie stawia czoła kryzysowi.

Brytyjski "The Economist" przyrównał ostatnio politykę Zapatero do występów kuglarza wyciągającego z cylindra kolejne króliki.

"El Pais": - Jeśli Zapatero chce zejść z równi pochyłej i stanąć na czele odrodzenia gospodarczego, a nie marszu ku przepaści, muszą nastąpić zmiany. Nie tylko w polityce, która nikt nie wie na czym polega, ale i w sposobie jej ustalania i realizowania, które teraz stanowią bezprecedensowy chaos".

Poprzednio "El Pais" tak ostro zaatakował socjalistycznego premiera 14 lat temu, gdy gabinet Felipe Gonzaleza chwiał się pod ciężarem afer korupcyjnych. Niecały rok później socjaliści przegrali wybory i do władzy doszła prawicowa Partia Ludowa, która bije w Zapatero jak w bęben przy pomocy niemal tych samych argumentów, których teraz użył "El Pais".

A kryzys w Hiszpanii nie ustępuje. Zdaniem Komisji Europejskiej Hiszpania będzie prawdopodobnie jedynym krajem, który nie zacznie wychodzić z recesji w 2009 r. Komisja prognozuje też dalszy wzrost bezrobocia w przyszłym roku powyżej 20 proc.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':