http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prostytutki męczą Barcelonę

Maciej Stasiński
2009-09-07, ostatnia aktualizacja 2009-09-06 17:24

W stolicy Katalonii od zmroku do świtu trwa łapanka na prostytutki i ich klientów. Zaczęła się, gdy gazety opublikowały zdjęcia par kopulujących w podcieniach targu La Boqueria.

La Rambla - najsłynniejszy deptak w Hiszpanii
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
La Rambla - najsłynniejszy deptak w Hiszpanii
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Mieszkańcy i radni od wielu tygodni podnosili raban, bo letni napływ turystów nasilił popyt na usługi seksualne zwłaszcza w starej części miasta w pobliżu słynnego bulwaru Rambla. Ludzie przesiadują tam nocami w barach i kawiarniach do białego rana. A tłumy prostytutek i ich klientów kłębią się w słabo oświetlonych zaułkach, uprawiając seks na chodnikach i w bramach.

Ulubionym miejscem prostytutek stał się sławny miejski targ La Boqueria, gdzie w zabytkowych portykach, podcieniach i pomiędzy ciężarówkami zwożącymi przed świtem żywność na targ kwitł seks za jedyne 20 euro. - Muszę odwracać oczy od ekranu - mówi strażnik targu, który śledzi na monitorach ruch w okolicach targowiska. - Co za wstyd. Między tymi kolumnami i samochodami te dziewczęta robią wszystko - opowiada właścicielka jednego ze straganów. - Rano zbieramy prezerwatywy. I strzykawki.

Policja jest bezsilna: - Jak je przeganiamy, to idą gdzie indziej.

Liczba zatrzymań prostytutek i ich klientów systematycznie spada. Gdy w 2006 r. ratusz uchwalił zarządzenie w sprawie publicznej przyzwoitości i wprowadził grzywny za nierząd w miejscu publicznym (od 120 do 3 tys. euro), policja zatrzymywała przeciętnie 14 osób dziennie, a w pierwszym roku obowiązywania zarządzenia ukarała grzywnami ponad 5 tys. osób.

Tego lata zatrzymywano już jednak przeciętnie mniej niż 2 osoby dziennie. Skandal wywołały dopiero zdjęcia ulicznego seksu opublikowane w gazetach, w tym przez największy dziennik "El Pais". Ale barcelończycy wiedzą, że wzmożona akcja policji na starym mieście na dłuższą metę nic nie da i jak tylko policjanci odejdą, prostytutki wrócą.

Ulicznym nierządem trudnią się przede wszystkim nielegalne imigrantki z Nigerii, Maroka i Rumunii sprowadzane tu przez handlarzy żywym towarem. Trudno im dostać pracę w nielegalnym lub legalnym domu schadzek, więc zostają ulice.

Legalnych domów schadzek jest w Barcelonie 800 - to dwa razy więcej niż dwa lata temu.

Prostytutki zatrzymywane na gorącym uczynku odwożone są do komisariatów lub ośrodków dla nielegalnych imigrantów, skąd prędko wracają na ulicę. Niektóre płacą grzywnę lub - jeśli należą do stowarzyszeń pracownic seksualnych - odwołują się do sądów. Ukarać grzywną prostytutkę i jej klienta można tylko wtedy, gdy przyłapie się ich na płaceniu za seks lub gdy dziewczyna pracuje w pobliżu szkoły.

Władze Barcelony tracą zimną krew i sięgają po argumenty polityczne. Mówią, że miasto nie poradzi sobie najlepszymi zarządzeniami i patrolami policji, póki nie zostanie rozwiązany problem prawny.

W Katalonii tak jak w całej Hiszpanii prostytucja nie jest przestępstwem, jest nim stręczycielstwo. Dlatego w ostatnich dniach odżyła dyskusja, czy prostytucji nie należałoby zalegalizować, uregulować i opodatkować. To jednak wymaga zmiany prawa ogólnokrajowego, a na taki krok nie jest gotowa żadna z dwóch głównych partii: ani rządzący socjaliści, ani opozycyjna prawica.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':