Mieszkańcy i radni od wielu tygodni podnosili raban, bo letni napływ turystów nasilił popyt na usługi seksualne zwłaszcza w starej części miasta w pobliżu słynnego bulwaru Rambla. Ludzie przesiadują tam nocami w barach i kawiarniach do białego rana. A tłumy prostytutek i ich klientów kłębią się w słabo oświetlonych zaułkach, uprawiając seks na chodnikach i w bramach.
Ulubionym miejscem prostytutek stał się sławny miejski targ La Boqueria, gdzie w zabytkowych portykach, podcieniach i pomiędzy ciężarówkami zwożącymi przed świtem żywność na targ kwitł seks za jedyne 20 euro. - Muszę odwracać oczy od ekranu - mówi strażnik targu, który śledzi na monitorach ruch w okolicach targowiska. - Co za wstyd. Między tymi kolumnami i
samochodami te dziewczęta robią wszystko - opowiada właścicielka jednego ze straganów. - Rano zbieramy prezerwatywy. I strzykawki.
Policja jest bezsilna: - Jak je przeganiamy, to idą gdzie indziej.
Liczba zatrzymań prostytutek i ich klientów systematycznie spada. Gdy w 2006 r. ratusz uchwalił zarządzenie w sprawie publicznej przyzwoitości i wprowadził grzywny za nierząd w miejscu publicznym (od 120 do 3 tys. euro),
policja zatrzymywała przeciętnie 14 osób dziennie, a w pierwszym roku obowiązywania zarządzenia ukarała grzywnami ponad 5 tys. osób.
Tego lata zatrzymywano już jednak przeciętnie mniej niż 2 osoby dziennie. Skandal wywołały dopiero zdjęcia ulicznego seksu opublikowane w gazetach, w tym przez największy
dziennik "El Pais". Ale barcelończycy wiedzą, że wzmożona akcja policji na starym mieście na dłuższą metę nic nie da i jak tylko policjanci odejdą, prostytutki wrócą.
Ulicznym nierządem trudnią się przede wszystkim nielegalne imigrantki z Nigerii, Maroka i Rumunii sprowadzane tu przez handlarzy żywym towarem. Trudno im dostać pracę w nielegalnym lub legalnym domu schadzek, więc zostają ulice.
Legalnych domów schadzek jest w Barcelonie 800 - to dwa razy więcej niż dwa lata temu.
Prostytutki zatrzymywane na gorącym uczynku odwożone są do komisariatów lub ośrodków dla nielegalnych imigrantów, skąd prędko wracają na ulicę. Niektóre płacą grzywnę lub - jeśli należą do stowarzyszeń pracownic seksualnych - odwołują się do sądów. Ukarać grzywną prostytutkę i jej klienta można tylko wtedy, gdy przyłapie się ich na płaceniu za seks lub gdy dziewczyna pracuje w pobliżu szkoły.
Władze Barcelony tracą zimną krew i sięgają po argumenty polityczne. Mówią, że miasto nie poradzi sobie najlepszymi zarządzeniami i patrolami policji, póki nie zostanie rozwiązany problem prawny.
W Katalonii tak jak w całej Hiszpanii prostytucja nie jest przestępstwem, jest nim stręczycielstwo. Dlatego w ostatnich dniach odżyła dyskusja, czy prostytucji nie należałoby zalegalizować, uregulować i opodatkować. To jednak wymaga zmiany prawa ogólnokrajowego, a na taki krok nie jest gotowa żadna z dwóch głównych partii: ani rządzący socjaliści, ani opozycyjna prawica.