- Nie może być tak, że piłkę ogląda tylko ten, kto zapłaci - mówiła pani prezydent na uroczystości podpisania umowy z argentyńską federacją piłki nożnej w obecności trenera reprezentacji Diego Maradony. - W dodatku porywają gole aż do niedzieli wieczór, jak wcześniej porywali bez wieści 30 tys. ludzi. Ja nie chcę więcej społeczeństwa, w którym się porywa, chcę społeczeństwa wolnego - mówiła Kirchner.
Od 19 lat mecze I ligi nadawały tylko kanały płatnej telewizji kablowej, a
telewizja publiczna musiała czekać z pokazaniem chociaż samych goli aż do niedzielnego wieczoru. Tydzień temu rząd przekonał federację piłkarską do rozwiązania umowy z telewizjami prywatnymi, a już w czwartek telewizja publiczna podpisała z federacją nową umowę.
Za prawa do transmisji tylko w tym roku rząd zapłaci klubom 155 mln dol., czyli ponad dwa razy więcej, niż dotąd dostawały one od nadawców prywatnych. Jasne, że takie posunięcie rządu jest bardzo popularne w narodzie, którego niebywały fanatyzm piłkarski przewyższa nawet niemal religijny stosunek do piłki nożnej sąsiadów z Brazylii. Ale do historii przejdzie nie tyle umowa, co prezydencka gafa.
Na głowę pani Kirchner posypały się gromy. Adolfo Perez Esquivel, były więzień wojskowej dyktatury i laureat pokojowego Nobla, uznał, że słowa pani prezydent to "barbarzyństwo i absurd": - Trzeba nie mieć pojęcia, czym było tamte porywanie ludzi. Co mają wspólnego gole i piłka z dyktaturą?
Adriana Calvo, rzeczniczka stowarzyszenia byłych więźniów dyktatury, trzęsła się z oburzenia: - To chamstwo i groteska! Porównaniem goli w telewizji z porwaniem i torturami, przez jakie przeszliśmy, prezydent znieważa nas wszystkich. Dla nas futbol na zawsze kojarzy się z dyktaturą. W wojskowej katowni słyszeliśmy ryki kibiców ze stadionu w czasie mundialu w 1978 r.
Podobnie wypowiedzieli się poseł Ricardo Alfonsin, syn pierwszego demokratycznie wybranego prezydenta Argentyny po upadku junty w 1983 r.: - Prezydent trywializuje dyktaturę, terror państwowy i demokrację. Równie dobrze można porównać umowę na transmisje piłkarskie ze zdobyciem Bastylii!
Jedynie Estela de Carlotto, przewodnicząca stowarzyszenia rodzin dzieci odebranych więźniom politycznym, broniła pani prezydent: - Jej słowa płyną z uczucia, a obrona praw człowieka jest priorytetem tego rządu.
To prawda, że rząd Nestora Kirchnera, poprzedniego prezydenta Argentyny i męża obecnej prezydent, zerwał z bezkarnością junty i unieważnił amnestię, którą generałowie wywalczyli sobie w latach 80. Od tamtej pory sądy skazały już kilkunastu oprawców z wojska i policji.
Ale też nie pierwszy już raz Kirchnerowie robią takie porównania. Rok temu, gdy Kirchner gwałtownie podniosła podatki od eksportu płodów rolnych, wywołała falę protestów i strajków producentów rolnych. Były prezydent przyrównał wówczas plantatorów soi, pszenicy i hodowców bydła do gnębiących naród w latach 1976-83 przywódców junty wojskowej. Kirchnerowie chętnie też krytykują neoliberalizm i kapitalizm, który obwiniają o nędzę milionów ludzi zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej.
Ale od dwóch miesięcy jednym z głównych tematów mediów argentyńskich jest prywatna fortuna prezydenckiej pary. Według ich własnego zeznania podatkowego tylko w 2008 r. ich majątek wzrósł z 3,2 do 8,5 mln euro - a w chwili objęcia władzy przez Kirchnera w 2003 r. majątek ten sięgał zaledwie 1,2 mln euro.
Większość zysków wzięła się z błyskotliwych operacji na rynku
nieruchomości. Państwo Kirchnerowie kupowali za bezcen nieruchomości w modnym kurorcie El Calafate w Patagonii, gdzie Kirchner był kiedyś gubernatorem, by po roku odsprzedawać je z 60-krotnym przebiciem. Opozycja złożyła już w piątek w Kongresie projekt rezolucji potępiającej prezydent Kirchner za "profancję" praw człowieka.