http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dlaczego Argentyna nie dojada?

Maciej Stasiński, Buenos Aires
2009-08-09, ostatnia aktualizacja 2009-08-09 17:15

Zdanie o biedzie z przesłania Benedykta XVI do argentyńskich katolików sprawiło, że w Buenos Aires politycy i media skoczyli sobie w weekend do gardła. Dlaczego bowiem w kraju, który jest czwartym eksporterem żywności na świecie, blisko 15 proc. obywateli nie dojada?

Papież Benedykt XVI po operacji nadgarstka
Fot. OSSERVATORE ROMANO REUTERS
Papież Benedykt XVI po operacji nadgarstka
"Potrzeba solidarnego wysiłku, by zmniejszyć skandaliczną biedę i nierówności społeczne, bo Ewangelia wzywa nas do budowy społeczeństwa bardziej sprawiedliwego i solidarnego" napisał papież w liście do Argentyńczyków.

Były prezydent Nestor Kirchner od razu poczuł się wywołany do tablicy i wyręczył obecną prezydent, swoją żonę Cristinę, w komentowaniu słów papieskich. - Zgadzam się z Ojcem Świętym. Bieda zawsze jest skandalem. I zaraz dodał na swoją obronę: - Mamy moralne prawo mówić o biedzie, bo myśmy ją zmniejszyli.

Natomiast szef gabinetu prezydenta oświadczył: - Papież nie powiedział niczego, czego by nie mówił w innych krajach. Niech nikt nie manipuluje jego słowami i nie wmawia mu, czego nie powiedział.

Jednak politycy opozycji i największe dzienniki - "La Nacion" i "Clarin" - rzucili się na rząd pani Kirchner i na jej męża. Przypomnieli, że biedę piętnował w ostatnich miesiącach prymas Argentyny kardynał Jorge Bergoglio i wówczas rząd nie reagował. Dzienniki obszernie cytowały badania socjologów Uniwersytetu Katolickiego, że w biedzie żyje prawie 12,5 z 40 mln obywateli (ok. 34 proc.), a w skrajnej biedzie - 4,5 mln (11 proc.). Tymczasem państwowy urząd statystyczny INDEC biedę przypisuje 15 proc., a skrajną biedę - 4 proc.

I tu jest pies pogrzebany. Od kilku lat opozycja i media piętnują statystyków INDEC, którzy na żądanie władzy fałszują dokonania rządów Kirchnerów.

Były prezydent, który objął władzę dwa lata po krachu gospodarczym z 2001 r., chwali się, że zażegnał kryzys i zawrócił Argentynę na drogę wzrostu - w pierwszych czterech latach jego rządów wynosił on od 8 do 9 proc. rocznie. Jego żonie, która objęła władzę w grudniu 2007 r., już tak dobrze nie idzie. Nadszedł kryzys i choć w 2008 r. PKB wzrósł o 7 proc., to w pierwszych miesiącach tego roku gospodarka skurczyła się nieznacznie. W ciągu roku koszyk dóbr podstawowych podrożał o 15 proc.

Nestor Kirchner przypomniał więc, że kiedy obejmował władzę, w biedzie żyła połowa Argentyńczyków, a jego rząd dokonał cudu wydźwignięcia z biedy połowy z nich. Niechcący jednak wysypał się, bo oświadczył, że dzisiaj biednych jest ok. 21-23 proc. obywateli. Tym samym zakwestionował badania INDEC, które mówią o 15 proc. biednych. Krytycy wytykają rządowi Nestora Kirchnera, że chociaż za czasów prosperity gospodarczej (2003-2007 r.) zmniejszył biedę, to nic nie zrobił, by zniwelować nierówności społeczne. - Papież ma rację. Bieda w naszym kraju nie ma racji bytu. Jest całkowicie zawiniona przez rząd - powtarzała przez dwa dni opozycja.

Wrażliwość Kirchnerów na słowa dostojników Kościoła ma swoje przyczyny. Stosunki Nestora Kirchnera z hierarchią są od lat napięte. Od objęcia władzy w 2003 r. oraz anulowania amnestii dla zbrodni dyktatury wojskowej z lat 1976-83 prezydent przypominał wielokrotnie Kościołowi haniebną kartę popierania dyktatury, która zamordowała ok. 30 tys. Argentyńczyków, jako "ozdrowieńczej terapii narodowej".

W 2005 r. prezydent bezskutecznie domagał się ustąpienia biskupa polowego Antonio Basseotto, który zaatakował ministerstwo zdrowia za rozdawanie prezerwatyw, radząc odpowiedzialnym urzędnikom "przywiązywać kamień do szyi i rzucać do morza". Gorszych słów biskup nie mógł użyć. Jedną ze zbrodniczych praktyk junty było zrzucanie z samolotów do morza żywych jeszcze, choć zamęczonych torturami więźniów politycznych.

Wielu Argentyńczyków nie może wybaczyć hierarchii kościelnej lat, kiedy w imię wojującego antykomunizmu chwaliła generałów jako prawomyślnych katolików i zbawców ojczyzny oraz usprawiedliwiała oprawców katujących rzekomych komunistów.

Przez kilka lat Argentyna nie miała ambasadora w Watykanie, bo papież odrzucał kandydata rządu jako rozwodnika, a Kirchner nie chciał mianować innego.

Kardynał Bergoglio powtórzył w piątek krytykę argentyńskiej biedy, ale dodał, że winny temu jest nie tylko rząd: - Od lat Argentyna żyje w grzechu, bo nikt się nie opiekuje ludźmi. To jest odpowiedzialność wszystkich. Także biskupów. To niesprawiedliwe, żeby w naszym błogosławionym kraju tylu ludziom brakowało chleba i pracy. Tak nie może być.

Kiedy za kilka dni ucichnie partyjna wrzawa polityków wywołana papieskimi napomnieniami oraz kłótnie o rolę Kościoła w najnowszych dziejach Argentyny, pozostanie pytanie, jakie zadał wczoraj znany komentator Rosende Fraga: - Jak to jest, że w kraju, który jest czwartym eksporterem żywności na świecie oraz pierwszym, jeśli przeliczać ten eksport na głowę mieszkańca, blisko 15 proc. obywateli nie dojada?!

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':