"Potrzeba solidarnego wysiłku, by zmniejszyć skandaliczną biedę i nierówności społeczne, bo Ewangelia wzywa nas do budowy społeczeństwa bardziej sprawiedliwego i solidarnego" napisał
papież w liście do Argentyńczyków.
Były prezydent Nestor Kirchner od razu poczuł się wywołany do tablicy i wyręczył obecną prezydent, swoją żonę Cristinę, w komentowaniu słów papieskich. - Zgadzam się z
Ojcem Świętym. Bieda zawsze jest skandalem. I zaraz dodał na swoją obronę: - Mamy moralne prawo mówić o biedzie, bo myśmy ją zmniejszyli.
Natomiast szef gabinetu prezydenta oświadczył: - Papież nie powiedział niczego, czego by nie mówił w innych krajach. Niech nikt nie manipuluje jego słowami i nie wmawia mu, czego nie powiedział.
Jednak politycy opozycji i największe dzienniki - "La Nacion" i "Clarin" - rzucili się na rząd pani Kirchner i na jej męża. Przypomnieli, że biedę piętnował w ostatnich miesiącach prymas Argentyny kardynał Jorge Bergoglio i wówczas rząd nie reagował. Dzienniki obszernie cytowały badania socjologów Uniwersytetu Katolickiego, że w biedzie żyje prawie 12,5 z 40 mln obywateli (ok. 34 proc.), a w skrajnej biedzie - 4,5 mln (11 proc.). Tymczasem państwowy urząd statystyczny INDEC biedę przypisuje 15 proc., a skrajną biedę - 4 proc.
I tu jest pies pogrzebany. Od kilku lat opozycja i media piętnują statystyków INDEC, którzy na żądanie władzy fałszują dokonania rządów Kirchnerów.
Były prezydent, który objął władzę dwa lata po krachu gospodarczym z 2001 r., chwali się, że zażegnał kryzys i zawrócił Argentynę na drogę wzrostu - w pierwszych czterech latach jego rządów wynosił on od 8 do 9 proc. rocznie. Jego żonie, która objęła władzę w grudniu 2007 r., już tak dobrze nie idzie. Nadszedł kryzys i choć w 2008 r.
PKB wzrósł o 7 proc., to w pierwszych miesiącach tego roku gospodarka skurczyła się nieznacznie. W ciągu roku koszyk dóbr podstawowych podrożał o 15 proc.
Nestor Kirchner przypomniał więc, że kiedy obejmował władzę, w biedzie żyła połowa Argentyńczyków, a jego rząd dokonał cudu wydźwignięcia z biedy połowy z nich. Niechcący jednak wysypał się, bo oświadczył, że dzisiaj biednych jest ok. 21-23 proc. obywateli. Tym samym zakwestionował badania INDEC, które mówią o 15 proc. biednych. Krytycy wytykają rządowi Nestora Kirchnera, że chociaż za czasów prosperity gospodarczej (2003-2007 r.) zmniejszył biedę, to nic nie zrobił, by zniwelować nierówności społeczne. - Papież ma rację. Bieda w naszym kraju nie ma racji bytu. Jest całkowicie zawiniona przez rząd - powtarzała przez dwa dni opozycja.
Wrażliwość Kirchnerów na słowa dostojników Kościoła ma swoje przyczyny. Stosunki Nestora Kirchnera z hierarchią są od lat napięte. Od objęcia władzy w 2003 r. oraz anulowania amnestii dla zbrodni dyktatury wojskowej z lat 1976-83 prezydent przypominał wielokrotnie Kościołowi haniebną kartę popierania dyktatury, która zamordowała ok. 30 tys. Argentyńczyków, jako "ozdrowieńczej terapii narodowej".
W 2005 r. prezydent bezskutecznie domagał się ustąpienia biskupa polowego Antonio Basseotto, który zaatakował ministerstwo zdrowia za rozdawanie prezerwatyw, radząc odpowiedzialnym urzędnikom "przywiązywać kamień do szyi i rzucać do morza". Gorszych słów biskup nie mógł użyć. Jedną ze zbrodniczych praktyk junty było zrzucanie z samolotów do morza żywych jeszcze, choć zamęczonych torturami więźniów politycznych.
Wielu Argentyńczyków nie może wybaczyć hierarchii kościelnej lat, kiedy w imię wojującego antykomunizmu chwaliła generałów jako prawomyślnych katolików i zbawców ojczyzny oraz usprawiedliwiała oprawców katujących rzekomych komunistów.
Przez kilka lat Argentyna nie miała ambasadora w Watykanie, bo papież odrzucał kandydata rządu jako rozwodnika, a Kirchner nie chciał mianować innego.
Kardynał Bergoglio powtórzył w piątek krytykę argentyńskiej biedy, ale dodał, że winny temu jest nie tylko rząd: - Od lat Argentyna żyje w grzechu, bo nikt się nie opiekuje ludźmi. To jest odpowiedzialność wszystkich. Także biskupów. To niesprawiedliwe, żeby w naszym błogosławionym kraju tylu ludziom brakowało chleba i pracy. Tak nie może być.
Kiedy za kilka dni ucichnie partyjna wrzawa polityków wywołana papieskimi napomnieniami oraz kłótnie o rolę Kościoła w najnowszych dziejach Argentyny, pozostanie pytanie, jakie zadał wczoraj znany komentator Rosende Fraga: - Jak to jest, że w kraju, który jest czwartym eksporterem żywności na świecie oraz pierwszym, jeśli przeliczać ten eksport na głowę mieszkańca, blisko 15 proc. obywateli nie dojada?!