Rokowania trwały dwa miesiące i miały doprowadzić do ustaleń dotyczących reform gospodarki, która jest w najcięższej od pół wieku zapaści - w 2009 r.
PKB ma spaść o co najmniej 3,5 proc., a na koniec roku
bezrobocie ma wynieść blisko 20-proc.
Związki chcą zwiększenia świadczeń, w tym zasiłków dla bezrobotnych, przedsiębiorcy zaś obniżenia kosztów pracy, w tym składki na ubezpieczenia oraz kosztów zwalniania pracowników.
Hiszpania uchodzi w Unii za kraj o najwyższych kosztach pracy i najbardziej rygorystycznych przepisach zatrudnienia. Jest też państwem, które z powodu kryzysu straciło najwięcej miejsc pracy.
Ale związkowcy z głównych central - socjalistycznej UGT i komunistycznych Komisji Robotniczych - zagrozili strajkiem generalnym, gdyby rząd zgodził się rozmawiać o reformie rynku pracy.
Rząd, którego popularność spada, uznał, że lepiej nie iść na starcie ze związkami. W maju socjaliści przegrali wybory do Parlamentu Europejskiego z prawicą. I wziął stronę związkowców - zakończył rokowania trójstronne, a o ich zerwanie oskarżył pracodawców, sugerując, że ci podburzani przez prawicową opozycję dążyli do zerwania rozmów, wysuwając niemożliwe do spełnienia żądania.
- Organizacje pracodawców nie chcą zażegnać kryzysu. Jestem bardzo rozczarowany - oświadczył premier Zapatero. - Nigdy nie zgodzimy się na propozycje, które zagrażają systemowi opieki społecznej. Zdaniem rządu pracodawcy chcą całkowitej swobody pozbywania się pracowników, a przeciwko temu oraz przeciw obniżaniu składek na ubezpieczenia społeczne jest 80 proc. społeczeństwa
- Mam nadzieję, że premierowi przejdzie ten napad złości i przestanie się nas czepiać - oświadczył Gerardo Diaz Ferran, szef konfederacji pracodawców CEOE. - To rząd wyprowadził nas z rokowań, bo nie chciał rozmawiać o reformach strukturalnych. Jak ich nie zrobimy, bezrobocie w przyszłym roku będzie jeszcze większe. Chcemy wrócić do rozmów we wrześniu.
Premier zamierza natomiast spełnić oczekiwania związkowców, za co krytykuje go nie tylko liberalno-konserwatywna prasa, ale i popierający rząd największy
dziennik "El Pais". Według prasy i licznych ekonomistów Zapatero wybrał doraźną popularność kosztem bolesnych reform.
Zapatero zacznie w sierpniu od przedłużenia o sześć miesięcy zasiłków dla tych bezrobotnych, którzy utracili już do nich prawo. Podniesie też zasiłek dla bezrobotnych bez źródła utrzymania - związkowcy chcą, by wynosił 420 euro miesięcznie. Po wakacjach podniesie też najniższe emerytury.
Natomiast pomoc dla przedsiębiorców, m.in. w dostępie do kredytów, odkłada do końca roku, a spełnienia żądań pracodawców w sprawie reformy rynku pracy na razie nie przewiduje. Wcześniej rząd chce też przedstawić program zmiany modelu gospodarczego, który do tej pory oparty był w dużej mierze na kwitnącym budownictwie mieszkaniowym. Właśnie załamanie się rynku mieszkaniowego i budownictwa było pierwszym objawem kryzysu i przyczyną dramatycznej zapaści całej gospodarki. Dziś tylko wzdłuż hiszpańskiego wybrzeża Morza Śródziemnego straszą budowy pół miliona niesprzedanych domów i mieszkań.
W lipcu prawica po raz pierwszy od 2004 roku wyprzedziła partię socjalistyczną w sondażach - dziś chce na nią głosować ponad 40 proc. Hiszpanów, a na socjalistów tylko 39 proc. Także 40 proc. Hiszpanów uważa, że rząd źle radzi sobie z kryzysem. 68 proc. nie ma zaufania do premiera Zapatero albo ufa mu bardzo mało.