Dane o majątku Kirchnerów nie są tajne i pochodzą z ich deklaracji majątkowych od 2003 r. W tym właśnie roku Nestora Kirchnera, wówczas gubernatora patagońskiej prowincji Santa Cruz z partii peronistowskiej, wyniósł do władzy krach gospodarczy Argentyny w 2001 r. oraz klęski kolejnych prezydentów w walce z najcięższym w dziejach kraju kryzysem finansowym. Jego żona była senatorem tej samej partii. Majątek pary (oboje są adwokatami) sięgał wówczas 1,2 mln euro, a składały się nań aktywa bankowe oraz 23
nieruchomości.
Cztery lata później, kiedy Nestor Kirchner odchodził z urzędu, a w wyniku zwycięstwa w wyborach (w których on sam nie mógł startować) władzę przejmowała jego małżonka, ich majątek wzrósł o 160 proc. - do 3,2 mln euro. Miało to wynikać z udanych inwestycji finansowych oraz pomyślnych transakcji kupna i sprzedaży nieruchomości. Na koniec 2008 r., czyli rok po objęciu prezydentury przez Cristinę Kirchner, majątek znów pokaźnie się powiększył i sięgnął 8,5 mln euro. Składają się na to inwestycje finansowe, cztery przedsiębiorstwa i 28 nieruchomości.
Kiedy kilka dni temu ujawniono deklarację majątkową prezydenckiej pary, szef gabinetu Cristiny Kirchner uznał, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego: - Nikomu, kto sprawuje władzę, nie można zakazać posiadania prywatnego majątku i jego pomnażania. To sama istota kapitalizmu.
Opozycja złożyła jednak wniosek o zbadanie źródeł fortuny: czy nie została ona zbudowana poprzez korupcję, pranie nielegalnych dochodów albo z racji wpływów politycznych w biznesie.
Argentyńczycy świetnie pamiętają, że Nestor Kirchner wygrał wybory na fali oburzenia milionów ludzi, których krach z 2001 r. pozbawił oszczędności życia, pracy, a nawet źródeł utrzymania (rząd ogłosił wtedy niewypłacalność budżetu i banków). Objął władzę i rządził jako rzecznik zawiedzionych i zrujnowanych rodaków, piętnował dziki neoliberalny kapitalizm, chciwość międzynarodowych instytucji finansowych, wobec których Argentyna miała niespłacalny dług, przywracał kontrolę państwa nad sprywatyzowanymi przedsiębiorstwami. W ubiegłym roku pani Kirchner i jej mąż stoczyli twardą i w końcu przegraną walkę z potężnym lobby producentów rolnych, których - w imię solidarności z biednymi Argentyńczykami w walce z kryzysem gospodarczym - chcieli obłożyć dużym podatkiem od eksportu płodów rolnych.
Dlatego słowa o naturze kapitalizmu jako źródle materialnego powodzenia prezydenckiej pary nie brzmią dobrze w uszach wyborców. Tym bardziej że wiele ich transakcji ma niewiele wspólnego z rynkową smykałką do interesów. W 2005 r. dzięki pomocy burmistrza modnego kurortu El Calafate w prowincji Santa Cruz Kirchnerowie kupili ponad 60 tys. m kw. nieruchomości municypalnych, płacąc po 92 centy za metr. Rok później dokupili jeszcze 129 tys. m po 69 centów. Wkrótce sprzedali część z nich na wolnym rynku po 50 i 57 euro za metr kwadratowy. W 2008 r. sprzedali także większość nieruchomości w mieście Rio Gallegos, również znacznie powyżej wartości, jakie podawali w deklaracji majątkowej.
Opozycja żąda zbadania transakcji w El Calafate i w razie stwierdzenia oszustw lub korupcji przy nabyciu parceli wywłaszczenia ich. Domaga się też, by wyjaśniono, jak udało się państwu Kirchner zarobić w 2008 r. blisko 12 proc. na lokatach bankowych, gdy przeciętna stopa w argentyński bankach wynosiła 2,5 proc. rocznie.
Rok temu sąd odrzucił już jeden wniosek o nielegalne wzbogacenie się pary. Jednak w maju partia pani Kirchner i jej męża przegrała wybory uzupełniające do parlamentu i utraciła w nim większość. Dzieje argentyńskiego wymiaru sprawiedliwości, choćby za czasów skorumpowanego rządu Carlosa Menema w latach 1989-99 (główny winowajca krachu z 2001 r.), pokazują, że sądy bywają albo wprost sterowane przez rządzących, albo są im bardzo przychylne.