http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zbrodniarze w Kolumbii mają się dobrze

Maciej Stasiński
2009-07-15, ostatnia aktualizacja 2009-07-14 16:51

Tylko jeden z komendantów paramilitarnych oddziałów, które zabiły w wojnie domowej ponad 200 tys. ludzi, został skazany na więzienie. W ich rękach nadal jest też ogromna większość zrabowanych majątków - ujawniła prokuratura.

Pięć lat temu kilkudziesięciu najpotężniejszych szefów Zjednoczonej Samoobrony Kolumbii (AUC) złożyło broń wraz z 30 tys. najemnych zabójców. W kraju zakiełkowała wtedy nadzieja na pokój po z górą 25 latach wojny Samoobrony przeciwko lewackim partyzantom FARC, państwu i ludności cywilnej.

Gwarancją miało być prawo o sprawiedliwości i pokoju, które obiecywało komendantom najwyżej osiem lat więzienia, jeśli tylko szczerze wyznają wszystkie zbrodnie, oddadzą zagrabione majątki i wynagrodzą rodziny ofiar. Mogli w ten sposób uniknąć także wydania do USA, gdzie niemal wszyscy są ścigani za szmugiel kokainy, który był ich głównym źródłem bogactwa przez 20 lat.

Skutki ustawy są mizerne. AUC wojny już co prawda nie toczy, ale jej przywódcy póki co pozostają bezkarni, a ich ofiary nie doczekały się zadośćuczynienia.

Prokuratura ujawniła właśnie, że po czterech latach nieprzerwanych śledztw i przesłuchań dowódcy AUC przyznali się do zaledwie 21 tys. zabójstw. Tylko jeden z nich został osądzony, 14 czeka na procesy, a 186 innym prokuratura dopiero postawiła zarzuty. Komendanci, którzy przez lata wypędzali chłopów i farmerów z ich ziem, zagarniali farmy, plantacje i stada, oddali na poczet odszkodowań zaledwie 64 tys. ha ziemi.

Eduardo Pizarro, szef Narodowej Komisji Reparacji, przyznaje się do klęski: - Dowódcom AUC groziło tylko osiem lat więzienia i nie myśleli o niczym innym, jak tylko o tym, by wyjść z więzienia i zająć się swoimi majątkami. Daliśmy im dwa, trzy lata, by ukryli to, co zagarnęli. W tym czasie ich dobra zmieniły właścicieli już po kilka razy, zatarli pochodzenie tych fortun fikcyjnymi transakcjami.

W Kolumbii od początku lat 80. w wojnie domowej zginęło ok. 300 tys. ludzi, w tym z rąk AUC blisko ćwierć miliona. Trzy miliony zostało wygnanych ze swoich siedzib. Komendanci zrabowali od 5 do 10 mln hektarów ziemi wraz z domostwami i stadami bydła.

Po złożeniu broni komendanci kluczyli w swych zeznaniach, przemilczali większość masakr, których się dopuścili, ukrywali majątki, często zarządzając nimi z cel. Rok temu rząd stracił cierpliwość i 14 największych komendantów, jak Salvatore Mancuso czy Ernesto Baez, wydał USA, gdzie czekają na proces.

W ciągu czterech lat sądom i prokuraturze udało się ustalić listę zaledwie 22 tys. osób zaginionych bez wieści, odnaleźć 2 tys. zbiorowych mogił, gdzie paramilitarni grzebali wieśniaków, wydobyć z nich szczątki tylko 2,4 tys. ofiar, a zidentyfikować i wydać rodzinom zaledwie 650 ciał.

Organizacje pozarządowe alarmują, że zdecydowana większość wysokich rangą członków AUC przestała zeznawać, a prokuratura nie jest im w stanie niczego udowodnić. Spośród ponad 1,2 tys. komendantów, którzy jeszcze chcą zeznawać, zarzuty da się postawić najpewniej nie więcej niż 120. I że większość rodzin zabitych i ofiar grabieży AUC będzie latami czekać na odszkodowania, jeśli w ogóle je dostaną.

Prezydent Alvaro Uribe, który doprowadził do rozbrojenia AUC, kilka dni temu wręczył drugiej dopiero grupie 279 poszkodowanych milion dolarów rekompensat za zamordowanych bliskich. Do końca roku rząd ma nadzieję przyznać 10 tys. podobnych osób w sumie 100 mln dol.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':