Socjalistyczny gabinet José Luisa Zapatero objął rządy w 2004 r. i szybko wprowadził zapowiadane wcześniej prawo o rozwodach ekspresowych. W związku z tym od 2005 r. liczba rozstań rosła lawinowo.
O rozwód można wystąpić już po trzech miesiącach od ślubu, nie trzeba podawać żadnych powodów decyzji, nie jest też wymagany okres separacji przed jego orzeczeniem. Poprzednia ustawa - z 1981 r., pierwsza w dziejach Hiszpanii legalizująca rozwody - obwarowywała orzeczenie o rozstaniu serią warunków, z których najważniejsze to co najmniej roczny rozkład pożycia i roczna separacja małżonków.
W ciągu czterech ostatnich lat rozwiodło się w Hiszpanii 517 tys. małżeństw - najwięcej w Europie po znacznie liczniejszych Niemcach, Brytyjczykach i Francuzach (dla porównania w tym samym czasie w Polsce - 270 tys.). Oznacza to wzrost w stosunku do czterech lat poprzedzających wprowadzenie nowego prawa aż o 140 proc.
Środowiska katolickie i konserwatywne, przeciwne zmianom prawa z 1981 r., biją na alarm. Uważają, że obecne przepisy zachęcają ludzi do rozstań i niszczą instytucję małżeństwa. Podkreślają, że rozwody ekspresowe stanowią już ponad 90 proc. wszystkich, a aż 40 proc. z nich to tzw. rozstania traumatyczne, bez obopólnej zgody. I że liczba dzieci z rozbitych małżeństw sięga już 2 mln w liczącym 46 mln mieszkańców kraju.
- Nigdy jeszcze żadna nowa ustawa nie okazała się taką klęską w tak krótkim czasie - uważa Eduardo Hertfelder z Instytutu Polityki Rodzinnej. - Jest chybiona pod względem prawnym, psychologicznym, psychiatrycznym, socjologicznym i rodzinnym, ma złe skutki dla obojga małżonków, dzieci i całego społeczeństwa. Domagamy się zniesienia tego prawa.
Do tego jednak nie dojdzie, bo przeważająca część Hiszpanów zdecydowanie popiera większość reform obyczajowych przeprowadzonych przez rząd Zapatero. Tym bardziej że od roku liczba rozwodów zaczęła się zmniejszać z powodu ostrego kryzysu gospodarczego, który doprowadził do dramatycznego wzrostu bezrobocia i liczby niewypłacalnych osób. W takich warunkach rozstanie jest kosztowne i pogarsza warunki materialne obojga małżonków choćby dlatego, że oznacza konieczność utrzymania kolejnego
mieszkania.
- Rozwód nie jest pomyślany dla ludzi z klasy średniej. Jest dla bogatych, którzy mogą sobie pozwolić na rozstanie i zamieszkanie osobno - uważa Ramón del Valle ze Stowarzyszenia Adwokatów Rodzinnych. Według socjologa Elisy Usategui "nawet gdy pożycie małżeńskie leży w gruzach, ludzie zaciskają zęby z powodów materialnych".