http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

PRI wraca do władzy w Meksyku

Maciej Stasiński
2009-07-08, ostatnia aktualizacja 2009-07-07 14:38

Niedzielne wybory parlamentarne w Meksyku skończyły się klęską rządzących konserwatystów prezydenta Felipe Calderóna. Wygrała za to partia, która rządziła po dyktatorsku przez większą część XX wieku.

Felipe Calderón
Fot. GREGORY BULL AP
Felipe Calderón
Wynik wyborów zapowiada koniec politycznego czyśćca, na jaki dziewięć lat temu Meksykanie skazali Partię Rewolucyjno-Instytucjonalną PRI. Populistyczna PRI rządziła Meksykiem nieprzerwanie od 1929 r. za pomocą mieszaniny przemocy, korupcji i oszustwa wyborczego.

PRI wygrywała kolejne wybory i panowała niepodzielnie. Była zrośnięta z państwem, nigdy nie zagroził jej ani wojskowy pucz, ani żadna demokratyczna siła polityczna. Przeciw monopolowi PRI protestowali najwybitniejsi meksykańscy intelektualiści, w tym noblista Octavio Paz, Carlos Fuentes czy Enrique Krauze, a wybitny peruwiański pisarz Mario Vargas Llosa nazywał rządy PRI "dyktaturą doskonałą".

Dopiero po przystąpieniu w 1994 r. Meksyku do strefy wolnego handlu NAFTA razem z USA i Kanadą, na fali demokratyzacji władza PRI zaczęła kruszeć. W 2000 r. partia przegrała wreszcie pierwsze w swojej historii wybory prezydenckie, a władze objął przywódca konserwatywnej Partii Akcji Narodowej PAN Vicente Fox. Sześć lat później prezydentem został Calderón z tej samej partii. PAN stała się największą partią parlamentarną, a PRI wydawała się skazana na długie lata kwarantanny.

Jednak w niedzielę PRI wygrała wybory do parlamentu, zdobywając 36 proc. głosów, PAN dostała ich zaledwie 28 proc. PRI zdobyła blisko połowę z 500 miejsc w parlamencie i razem z Zielonymi będzie miała większość.

Oznacza to, że konserwatywny prezydent Felipe Calderón w ostatnich trzech latach swojej prezydentury nie będzie mógł przeprowadzić żadnej z ambitnych reform instytucjonalnych i gospodarczych. Nie zreformuje m.in. państwowego kolosa naftowego PEMEX przez dopuszczenie inwestycji zagranicznych, nie uda mu się zastąpić skorumpowanych przez gangi narkotykowe kilku tysięcy lokalnych policji stanowych i miejskich nową policją federalną.

PRI nie może jednak uważać wyniku za swój sukces, bo w liczbach bezwzględnych zdobyła tyle samo głosów co w poprzednich wyborach. Wyborcy odwrócili się po prostu od konserwatystów, obwiniając ich o najcięższy od 70 lat kryzys gospodarczy oraz bezprecedensową falą przemocy. W tym roku gospodarka Meksyku skurczy się o co najmniej 8 proc., na bezrobocie trafi dodatkowy milion ludzi.

W bezpardonowej wojnie, jaką prezydent Calderón wydał kartelom narkotykowym, pada coraz więcej ofiar. W 2008 r. było ich przeszło 6 tys., w tym roku codziennie ginie 18 osób.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':