http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prezydent Hondurasu nie może wrócić do kraju

Maciej Stasiński
2009-07-07, ostatnia aktualizacja 2009-07-06 16:40

Wojsko zablokowało wczoraj lotnisko w stolicy kraju, uniemożliwiając powrót obalonego prezydenta Manuela Zelayi. Rozpędziło też jego zwolenników - co najmniej dwie osoby zginęły.

Manuel Zelaya
Fot. HO REUTERS
Manuel Zelaya
W poniedziałek nad ranem Zelaya krążył nad lotniskiem w Tegucigalpie przez kilka minut, rozmawiając przez telefon z dziennikarzami. W tym czasie ciężkie pojazdy wojskowe blokowały pasy lądowania, a żołnierze bili się z kilkudziesięcioma tysiącami zwolenników Zelayi, którzy przybyli go przywitać. - Jakbym miał spadochron, tobym wyskoczył - mówił kanałowi Telesur prezydent.

W końcu Zelaya odleciał do sąsiedniego Salwadoru. W Tegucigalpie podczas zamieszek zginęły co najmniej dwie osoby, wiele zostało rannych. Do szpitali trafiali kolejni postrzeleni lub poturbowani. Władze przedłużyły obowiązującą od obalenia Zelayi tydzień temu godzinę policyjną, by uniemożliwić dalsze demonstracje.

Zelaya zwołał w stolicy Salwadoru konferencję prasową. Towarzyszyli mu popierający go prezydenci Argentyny, Ekwadoru i Paragwaju oraz sekretarz generalny Organizacji Państw Amerykańskich (OAS), którzy najpierw chcieli lecieć z nim do Hondurasu, ale w ostatniej chwili postanowili lądować w Salwadorze. - Wzywam siły zbrojne Hondurasu do opuszczenia luf i zaprzestania represji wobec narodu - mówił Zelaya.

Prezydent wciąż cieszy się jednomyślnym poparciem OAS, która w ramach represji za pucz wojskowy zawiesiła Honduras w prawach członka. - Użyjemy wszelkich środków dyplomatycznych, by przywrócić prezydenta na urząd. Uznanie nowych władz jest wykluczone - mówił sekretarz OAS José Miguel Insulza. Zelayę wspierają także USA, Hiszpania i UE.

Nowy rząd Hondurasu odrzuca te wezwania, ale wczoraj niespodziewanie zgodził się na rozmowy z OAS. Minister spraw zagranicznych dał jednak publiczny popis arogancji w telewizyjnym wywiadzie. Prezydenta USA Baracka Obamę nazwał "Murzynkiem, który nic a nic nie kapuje, nie wie nawet, gdzie jest Honduras", premiera Hiszpanii José Luisa Zapatero (nazwisko oznacza "szewca") wysłał do "zelowania butów", a o sąsiednim Salwadorze nie chciał w ogóle mówić, bo "to taki mały kraj, że nawet nie mogą grać w piłkę, bo ona leci za granicę".

Sprzeciw wobec rządów prezydenta narastał od roku, kiedy Manuel Zelaya, przedstawiciel tradycyjnej kreolskiej oligarchii kraju, niespodziewanie przyłączył się do sojuszu lewicowych prezydentów: Wenezueli Hugo Chaveza, Boliwii Evo Moralesa i Ekwadoru Rafaela Correi.

Zelaya został ostatecznie obalony tydzień temu, kiedy śladem swoich populistycznych kolegów usiłował wymusić referendum w sprawie reformy konstytucji, by umożliwić sobie ponowny start w wyborach w 2010 r. Reformie sprzeciwił się parlament oraz sąd najwyższy. Gdy Zelaya mimo to usiłował ją przeprowadzić, został aresztowany, odstawiony siłą na lotnisko i wyprawiony do Kostaryki. Parlament mianował tymczasowo na jego miejsce przewodniczącego Roberta Michelettiego.

Po stronie puczu opowiedział się także kardynał Oscar Rodriguez, który wezwał obalonego prezydenta, by "zaoszczędził krajowi rozlewu krwi" i nie wracał.

W odwecie za obalenie Zelayi Wenezuela wstrzymała dostawy dotowanej ropy naftowej do Hondurasu.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':