http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kubańska gospodarka się sypie

Maciej Stasiński
2009-06-24, ostatnia aktualizacja 2009-06-24 08:37

Reżim na Kubie ogranicza przydziały kartkowe, wyłącza prąd, żąda od fabryk i ludzi oszczędności

01.08.2006, Plakat z Fidelem Castro i napisem ,,jest dobrze''
Fot. JAVIER GALEANO AP
01.08.2006, Plakat z Fidelem Castro i napisem ,,jest dobrze''
SERWISY
- Przeżywamy naprawdę trudne chwile w naszej historii - ogłosił Alfredo Jam z ministerstwa gospodarki. Nie ma dnia, by dygnitarze i gazety nie wzywali do wyrzeczeń, ograniczenia konsumpcji, oszczędności i wzmożenia rodzimej produkcji. Wszystko na nic. Pod ciężarem chronicznej niewydolności oraz kryzysu międzynarodowego kubańska gospodarka staje.

W ubiegłym roku i pierwszych miesiącach 2009 r. katastrofalnie spadły dochody z eksportu niklu i reeksportu wenezuelskiej ropy naftowej, którą rząd dostaje po zaniżonych cenach i odsprzedaje na wolnym rynku. Nikiel i ropa odpowiadają razem za ponad 60 proc. dochodów z eksportu, reszta przypada na turystykę, tytoń, cukier i inne produkty. W pierwszych miesiącach roku eksport przyniósł tylko jedną czwartą tego, co rząd musiał wydać na import.

Władze liczą, że produkt krajowy wzrośnie w tym roku tylko o 2 proc., ale niezależni ekonomiści wykpiwają tę prognozę i wieszczą spadek.

Władze ogłosiły ograniczenia dostaw energii i paliw. Kubańczykom stanęło przed oczami widmo tzw. okresu specjalnego z początku lat 90., kiedy obcięcie dotacji upadłego ZSRR obróciło gospodarkę wyspy w perzynę. Przerwy w dostawach prądu sięgnęły wówczas 14 godzin, stanęły autobusy, fabryki padały setkami, a ludziom brakowało jedzenia.

Minister gospodarki Marino Murillo zapowiedział ograniczenia kartkowego koszyka żywnościowego, ale obiecał, że władzy uda się utrzymać minimum 3 tys. kilokalorii na osobę. Niektóre przydziały, jak fasola czy sól, zostaną obcięte do połowy. W dodatku dziennik "Granma" zapowiedział, że ceny racjonowanych dóbr zostaną podniesione.

Już teraz przydziały kartkowe na żywność, które teoretycznie gwarantują każdemu mieszkańcowi minimalne ilości ryżu, kurczaków, ryb, fasoli, oleju, makaronu, soli czy cukru, nie mają pokrycia. Gdyby nawet można było wszystko kupić na kartki, to i tak przeciętna rodzina nie dałaby rady przeżyć bez zakupów na wolnym rynku za dolary przysyłane przez rodziny na emigracji.

Ale wolny rynek dramatycznie się skurczył, bo zapaść gospodarki kazała reżimowi ruszyć na "spekulantów" i "złodziei żerujących na niedostatku większości". W kilka miesięcy rząd zdusił resztki wolnej przedsiębiorczości, pozamykał setki targowisk, gdzie rolnicy mogli sprzedawać produkty po wolnych cenach. Pozostały sklepy dewizowe, gdzie jednak puszka owoców lub warzyw czy słoik dżemu kosztuje 55 pesos, czyli równowartość płacy za trzy dni robocze.

Gromko zapowiadana rok temu reforma rolna polegająca na oddawaniu rolnikom w użytkowanie państwowej leżącej odłogiem ziemi załamała się niemal na starcie. Ziemi przekazano mało, a rolnikom brakuje do uprawy roli wszystkiego: narzędzi, nawozów, nasion i kredytów. Ponad 55 proc. państwowej ziemi nic nie rodzi i porastają ją chwasty. Kuba 85 proc. potrzebnej żywności sprowadza z zagranicy, co w 2008 roku kosztowało ponad 2,5 mld dol.

Podstawowym składnikiem diety jest ryż. Kubańczycy zjadają ok. 700 tys. ton ryżu rocznie, ale tylko 200 tys. produkują sami, resztę sprowadzają dzisiaj za dolary z USA i Wietnamu. W ciągu 20 lat tylko w prowincji Camaguey państwowe pola ryżowe zmniejszyły się do jednej trzeciej powierzchni, a wydajność z hektara spadła o blisko połowę. To samo stało się w innych prowincjach. Rozpadły się ze starości niekiedy kilkudziesięcioletnie traktory, maszyny, młyny, suszarnie, magazyny. Co jeszcze stało, padło pod ciosami zeszłorocznych huraganów, które kosztowały wyspę grubo ponad 10 mld dol. strat.

Ratunkiem jest kradzież i oszustwo, jak pisze w swoim słynnym blogu Generacion Y Yoani Sanchez. „Kradnie się to, co państwowe. Personel w sklepach fałszuje rachunki i część towaru sprzedaje na lewo. Robotnik produkuje coś i sprzedaje »poza planem «. Recepcjonista w hotelu sprzedaje pokój, ale nie rejestruje klienta i należność bierze dla siebie. Taksówkarz nie włącza taksometru. Kelner sprzedaje restauracji zdobyte przez siebie produkty. Takie dochody uodparniają ludzi na apele władz, ale i zniechęcają do protestów” - pisze Sanchez.

W obliczu bankructwa reżim nie zapowiada reform, lecz ucieka do mobilizacji mas. Wicepremier Jose Ramon Machado Ventura właśnie wezwał młodzieżówkę partii komunistycznej do organizowania młodzieży i wysyłania jej na pola i place budowy: - Partia Komunistyczna wierzy w was, bo pamięta, co uczyniliście w przeszłości. Ta praktyka historyczna dawała dobre wyniki i trzeba do niej z całą mocą wrócić.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 66 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':