Taki apel nadają od kilku dni śmigłowce latające nad bezkresnymi terenami w kolumbijskim departamencie Guaviare, gdzie przez blisko siedem lat komendanci FARC więzili w puszczy Betancourt i 14 najcenniejszych swoich zakładników. Z potężnych głośników zapewniających słyszalność nawet z wysokości kilometra, będących poza zasięgiem snajperów, grzmi donośnie głos byłej kandydatki na prezydenta Kolumbii uwolnionej tydzień temu z niewoli lewicowych terrorystów.
Samoloty i helikoptery armii rozrzucają też tysiące ulotek: "FARC to statek, który tonie", "Partyzanci, nie czekajcie, aż nie będziecie mieli wyjścia. Rząd rzuca wam kamizelkę ratunkową - demobilizację!". Niektóre zaś fotografie Betancourt z podpisem: "I wy możecie być wolni", oraz zawierające instrukcje, jak bezpiecznie oddać się w ręce władz. Inne to zdjęcia zabitych ostatnio komendantów, jak zastępca głównodowodzącego FARC Raul Reyes.
Betancourt nagrała przesłanie do komendantów FARC niemal zaraz po brawurowym uwolnieniu jej i 14 towarzyszy niedoli przez oddział komandosów wywiadu wojskowego. Przebrani za konwój zagranicznej organizacji humanitarnej wmówili partyzanckim komendantom, że przewiozą jeńców do innego obozu na rozkaz głównego dowódcy FARC Alfonso Cano.
W akcji nie padł ani jeden strzał i nikomu nic się nie stało. Komandosi oszczędzili celowo oddział ok. 60 wywabionych z dżungli partyzantów, których puścili wolno, by dać przykład humanitarnego traktowania i zachęcić ich do dobrowolnego złożenia broni. Pojmani zostali jedynie dwaj główni strażnicy zakładników.
Przez lata niewoli Betancourt i setek innych niewinnych jeńców Kolumbijczycy przyzwyczaili się do życia z myślą, że ich rodacy gniją w dżungli w nieludzkich warunkach i często o nich nie pamiętali. Ale po uwolnieniu Betancourt od razu stała się bohaterem narodowym Kolumbii. W sondażach popularności jest drugą po prezydencie Álvaro Uribe postacią publiczną i w razie startu w wyborach prezydenckich mogłoby na nią głosować aż 31 proc. Kolumbijczyków. Po siedmiu latach cierpień w dżungli, gdzie otarła się o śmierć, zaimponowała rodakom jako kobieta dzielna, dumna, ale i wspaniałomyślna, pełna dobrej woli, wolna od nienawiści i żądzy odwetu.
Od kiedy jest na wolności, Betancourt nie przestaje apelować o podjęcie rokowań pokojowych, by zakończyć prawie półwieczną wojnę domową, która pochłonęła kilkaset tysięcy ludzi, a przeszło trzy miliony wygnała z domostw. Zamierza stworzyć narodowy ruch na rzecz pojednania narodowego, który organizuje z innym byłym jeńcem FARC i byłym senatorem Luisem Eladio Pérezem. - Nadchodzi taka chwila, kiedy musisz rozmawiać z ludźmi, których nienawidzisz - mówiła Betancourt, wzywając rząd Uribe do wyciągnięcia ręki do partyzantów.
W szczytowym momencie FARC liczyły blisko 30 tysięcy zbrojnych i panowały na ponad połowie kraju. W ostatnich latach armia zadała partyzantom dotkliwe klęski. W ciągu ostatniego roku zdezerterowało z lasu ponad 3 tys. partyzantów. Dziś walczy ich nadal około 10 tysięcy.
Nagrała też specjalne przesłanie do pozostałych w dżungli zakładników, którym dodaje otuchy i obiecuje, że nie spocznie, póki nie doprowadzi do ich uwolnienia. Najważniejszych zakładników jest jeszcze 26, ale w sumie FARC przetrzymuje ich kilkuset.
Źródło: Gazeta Wyborcza