Samolot wysłany w środę z Paryża przez prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego w czwartek rano w wielkiej tajemnicy wylądował bazie wojskowej pod Bogotą. Kolumbijski rząd wstrzymał działania wojskowe w amazońskiej prowincji Guaviare, gdzie Betancourt oraz innych zakładników przetrzymują partyzanci z terrorystycznej armii FARC.
Nie wiadomo, kto i ile osób wchodzi w skład misji, którą w porozumieniu z rządem Kolumbii wysłała Francja, Szwajcaria i Hiszpania. Wiadomo, że na pokładzie samolotu są lekarze oraz nowoczesny sprzęt medyczny. Nie wiadomo, czy komendanci FARC zgodzą się na odwiedziny w obozie zakładników i leczenie być może umierającej Betancourt. Na razie ignorują ostatnią ofertę rządu w Bogocie, który obiecał gremialne wypuszczenie kilkuset uwięzionych członków FARC w zamian za wolność Betancourt i pozostałych zakładników.
Kiedy samolot startował z Paryża, były mąż Ingrid i jej dzieci dramatycznie błagali komendantów FARC o darowanie jej życia. - Ona natychmiast potrzebuje transfuzji krwi. Jeśli nie, to umrze. To jest wyścig ze śmiercią. Panie Marulanda, niech pan nie przechodzi do historii jako zbrodniarz wojenny, który uśmiercił kobietę w dżungli - błagał przywódcę FARC Manuela Marulandę w TV syn Lorenzo. Także prezydent Sarkozy w telewizyjnym apelu przetłumaczonym na hiszpański prosił osobiście komendanta FARC o uwolnienie porwanej kobiety.
Dowództwo FARC wykluczyło kilka dni temu możliwość zwolnienia Betancourt. O dopuszczeniu do niej lekarzy komendanci milczą. Słowem nie odzywa się też sojusznik FARC, wenezuelski prezydent Hugo Chavez, który w ostatnich miesiącach głośno zachwalał swoje zabiegi jako pośrednika w rokowaniach po niedawnym uwolnieniu sześciorga zakładników.
Ingrid Betancourt jest Francuzką i Kolumbijką, która w 2002 r. startowała w wyborach na prezydenta Kolumbii. W czasie kampanii wyborczej została porwana przez FARC razem ze swoją przyjaciółką i szefową kampanii Clarą Rojas. Od tamtej pory wraz z dziesiątkami innych zakładników jest więziona i wleczona po amazońskiej dżungli przez terrorystów, którzy usiłują wymienić ich na swoich pojmanych bojowników.
Betancourt próbowała wielokrotnie uciekać, ale zawsze ją łapano i za każdym razem karano. Po ostatniej próbie ucieczki rok temu oddzielono ją od pozostałych jeńców, zamknięto w klatce i zakuto za szyję w łańcuchy. W niewoli nabawiła się tropikalnych chorób, chronicznej żółtaczki i malarii.
O tym, jak jest dręczona, mówili zbiegli z niewoli albo uwolnieni w ostatnich miesiącach zakładnicy, między innymi Clara Rojas, a także obozowy cerber Betancourt, niedawno pojmany przez armię komendant Martin Sombra.
Rok temu obiegły prasę rozpaczliwie listy Ingrid do matki: "Jestem w fatalnym stanie. Nie jem. Wypadają mi włosy. Nie mam na nic chęci. Mamusiu, jestem wykończona, mam dosyć tej męki. Po sześciu latach nie jestem taka silna, taka odporna, taka dzielna ani taka inteligentna, jak myślałam. Starałam się walczyć, uciekać, ocalić nadzieję. Ale, mamusiu, ja już nie mogę".
Opowieści uwolnionych zakładników, którzy widzieli ją ostatnio, oraz chłopów mieszkających na terenach pod władzą FARC mówiły, że Betancourt goni ostatkiem sił, jest chora i wycieńczona. Tygodnik "Semana" opublikował na pierwszej stronie wielki artykuł pt. "Ingrid gaśnie". W czwartek Kolumbijczycy z duszą na ramieniu wyczekiwali wieści, czy FARC pozwoli ją uratować.
Źródło: Gazeta Wyborcza