http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Po Castro komunizm trafi szlag

Maciej Stasiński GAZETA WYBORCZA
2008-02-02, ostatnia aktualizacja 2008-02-01 20:10

Życie Hectora Palaciosa i Giseli Delgado to żywe dzieje współczesnej Kuby. Zapis jej tragedii od chwały demokratycznej rewolucji po nędzę komunistycznej dyktatury i zmagań z nią najdzielniejszych z Kubańczyków



Hector Palacios ma 65 lat i to cud, że żyje. Lata w castrystowskich więzieniach zrujnowały mu ciało. Jego serce tłoczy tylko połowę krwi, płuca pracują na 40 procent, kręgosłup ma zniszczony, paraliż grozi mu w każdej chwili. Ale jest pogodnym i młodym duchem człowiekiem, jak na seniora kubańskiej opozycji przystało. Pewnie by taki nie był, gdyby nie o 20 lat młodsza żona Gisela Delgado. Tych dwoje uosabia to, czego nawet najbardziej sumienny totalitaryzm nie jest w stanie zniszczyć. Wolność i godność.

Hectora reżim Castro w listopadzie wypuścił z Kuby. Wyjechał z Giselą do Hiszpanii, gdzie teraz lekarze przywracają go do życia. Gdy jako tako wydobrzeje, zamierzają wrócić na Kubę. A jak nie wydobrzeje, to być może również. - To Hector zdecyduje. Walka o wolność to moja prawdziwa kariera, w miejsce tej akademickiej, której reżim nie pozwolił mi zrobić - mówi Gisela.

- Nie pytaj mnie, jak przeżyłem więzienie, bo nie wiem - mówi Hector. - Nie lubię wracać do przeszłości. Trzeba patrzeć do przodu. Ale opowiem.



Ten piękny czas triumfu

Kiedy dziadek Alexisa de Tocqueville'a potknął się prowadzony na szafot w czasie rewolucji francuskiej, rzekł: - To zły znak. Rzymianin wróciłby do domu.

Gdyby Hector mógł zobaczyć przyszłość, gdy w 1943 r. rodził się w chłopskiej rodzinie w Escambray, w środkowej Kubie, zwłaszcza piekło, które przeżył w więzieniu, może zawróciłby do łona matki. Ale zaczęło się sielanką.

Wieśniacy z Escambray byli biedni, ale żyli na swoim i mieli co jeść. Rodzina Hectora była liczna, pochodziła z Wysp Kanaryjskich, skąd przybyli jego dziadkowie. W sumie mieli 300 hektarów ziemi. Kilkudziesięciu członków rodziny pomagało sobie nawzajem. Było skromnie, ale szczęśliwie.

Dziś w Escambray nie ma ani chłopów, ani rolnictwa, tylko busz. Wszystkich, 150 tys. osób, wysiedlił Fidel Castro w 1968 r., kiedy kończył dzieło niszczenia burżuazji i resztek niezależności społecznej. Żeby w górach nie powstał ruch oporu, jak jego własny przeciw dyktaturze Batisty, oraz jak ten, który powstał przeciw Castro w 1961 r. i który został krwawo zdławiony w 1965 r.

Dzieciństwo Hector przepracował na roli. W pobliżu nie było ani szkoły, ani kościoła. Nauczyciel i ksiądz odwiedzali chłopskie rodziny, wędrując po okolicy. - Miałem szczęście, bo nauczyłem się czytać i pisać. Ale do 15. roku życia o polityce nie wiedziałem nic.

Polityka przyszła do Escambray w 1958 r., kiedy w okolicy ulokował się sztab przeciwników Batisty. W domu rodziców Hectora była partyzancka kwatera. On sam przyłączył się od razu. Brał udział w kilku potyczkach, zdobywał z Che Guevarą Santa Clara, do Hawany w styczniu 1959 r. wjeżdżał już jako porucznik armii powstańczej.

Triumf wolności, euforia, nowe życie. Hector zrzucił mundur i poszedł pracować w stowarzyszeniu drobnych rolników. Kiedy w 1961 r. rewolucja odparła zbrojny desant uchodźców zorganizowany przez USA w Zatoce Świń, Castro ogłosił, że odtąd nie chodzi już o przywrócenie demokratycznej konstytucji, ale o socjalizm. Młodzieńcom jak Hector nie robiło to różnicy. - Nie mieliśmy pojęcia, co to znaczy. Nie byliśmy ani komunistami, ani socjalistami, wszyscy byliśmy fidelistami. A on stoczył pierwszy zwycięski bój na całym kontynencie przeciw imperializmowi!

Hector popierał Castro, mimo że w połowie lat 60. dokręcanie totalitarnego imadła rozbiło jego rodzinę na zwolenników i przeciwników reżimu. Ale Hector był daleko w Hawanie, pracował i uczył się na kursach wieczorowych, a wszystko zawdzięczał rewolucji. Nawet zdławienie ruchu oporu w Escambray, a potem zniszczenie życia jego rodziny w trakcie masowych wysiedleń nie zachwiało jego wiary. Tym bardziej że od 1968 r. brał udział w wielkim narodowym czynie, który miał uczynić Kubę mocarstwem.

W 1970 r. Kubańczycy mieli wyprodukować rekordowe 10 mln ton cukru. Powstał narodowy Plan Eksperymentalny Trzciny Cukrowej, a wśród kierujących nim znalazł się Palacios. Zniszczono setki tysięcy hektarów upraw i pastwisk, które zamieniono w plantacje trzciny. Miliony urzędników, robotników i żołnierzy rzuciło swe zwykłe zajęcia i poszło ścinać trzcinę ku chwale ojczyzny i rewolucji. Cały kraj prócz plantacji trzciny stanął, świszczały tylko maczety żeńców.

Wszystko na nic. Cukru wyszło tylko 8 mln ton. Na pobojowisku zostało zniszczone rolnictwo, zarzucony przemysł, wyżęci ludzie. Zawiedziony wódz nie mógł pozwolić, by naród rozpamiętywał klęskę. - Castro wymyśli wtedy wojny rewolucyjne za granicą - opowiada Hector. - Najpierw partyzanckie w Wenezueli, Nikaragui, Salwadorze i potem regularne w Afryce, w Etiopii i Angoli. Pojechały tam setki tysięcy ludzi.



Funkcjonariusz ma wątpliwości

Hector sam wojska uniknął. Rewolucja potrzebowała go w gospodarce i z trzciny przesunęła na odcinek górnictwa. Został szefem kadr w ministerstwie górnictwa, a potem wiceministrem. Zaczął też studia wieczorowe. - Żyliśmy jak w kloszu. Zupełnie odcięci od świata. Mieliśmy tylko jednego przyjaciela - Związek Radziecki, i jednego wroga - Stany Zjednoczone.

Hector podróżował służbowo. W 1976 r. był Czechosłowacji, Polsce i w ZSRR, gdzie przez miesiąc studiował problemy syberyjskich kopalń. Realny socjalizm go nie zachwycił. Z Afryki zaczęli wtedy wracać weterani. O chwalebnej wojnie opowiadali zupełnie niechwalebne rzeczy, mówili o zbrodniach i masakrach. - To były strasznie opowieści. Zaczęło mnie to brzydzić. A naczytałem się już sporo, bo miałem już dyplom z psychologii i byłem na czwartym roku socjologii. Dopadły mnie wątpliwości.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Co się stało z Madzią?

Matka półrocznej Madzi z Sosnowca wyznała, że córeczka wyślizgnęła się jej w domu z kocyka i uderzyła główką w wysoki próg