http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Dziennikarze >  Wacław Radziwinowicz

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Sieczin, pierwszy po Putinie

Wacław Radziwinowicz
2009-11-18, ostatnia aktualizacja 2009-11-18 20:08

Nie, w Rosji to wcale nie jest Miedwiediew. To skromny wicepremier Sieczin, żadna tam gwiazda. Tak przynajmniej uważa miesięcznik "Forbes" - felieton z cyklu "Z Rosji o Rosji"

Wacław Radziwinowicz
Wacław Radziwinowicz
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Amerykański miesięcznik "Forbes" na swej liście najbardziej wpływowych osobistości świata Władimira Putina umieścił na trzecim miejscu, a jego, było nie było, szefa Dmitrija Miedwiediewa - dopiero na 43. pozycji.

To, że premier, choć w rosyjskiej hierarchii służbowej stojący niżej od prezydenta, wyprzedził przełożonego, nie dziwi. Putin przecież, jak go tu nazywają, to "lider nacji" zazdrośnie strzegący swego miejsca na szczycie popularności. Dziwić może tylko dystans - 40 pozycji to przepaść. I tu "Forbes" chyba się pomylił.

Bardziej jednak dziwi co innego. Gospodarz Kremla wcale nie okazał się drugi na liście najbardziej wpływowych Rosjan. Pierwszy po Putinie jest według "Forbesa" wicepremier Igor Sieczin, który wyprzedził swojego prezydenta o jedno miejsce.

Odbiło tym Amerykanom? Dali się nabrać na plotki kremlowskie, według których "człowiek zjawa", jak czasem nazywano wicepremiera, para się czarną magią i przez to ma mistyczny wpływ na otoczenie?

Nie. 49-letni Sieczin, pochodzący ze skromnej robotniczej rodziny i urodzony w Leningradzie - mieście Putina, nie jest żadną gwiazdą. On świeci może i jasno, ale światłem odbitym od samego "lidera nacji". Sieczin od dawna krąży wokół niego, i to po najbliższej orbicie.

Obaj panowie nie są towarzyszami broni, bo Sieczin nie służył jak inni ludzie robiący w ostatnich latach kariery na Kremlu ramię w ramię z Putinem w KGB. Według oficjalnej wersji skromny filolog w ogóle nie miał nic wspólnego ze służbami specjalnymi ZSRR. To jednak chyba bajki. Sieczin jako znawca języka portugalskiego był w latach 80. minionego wieku tłumaczem na wojnie w Angoli. A w takie "delegacje służbowe" wysyłały tylko służby.

Putin i Sieczin poznali się i od razu przypadli sobie do gustu na początku lat 90. w... Brazylii, dokąd pojechali z oficjalną delegacją. Dzisiejszy premier był wtedy wicemerem Sankt Petersburga (czyli dawnego Leningradu), a obecny wicepremier - skromnym urzędnikiem w administracji miasta odpowiadającym za kontakty "północnej stolicy" Rosji z jej bliźniaczym miastem Rio de Janeiro.

Od tej pory już się nie rozstają. Wicemer już wtedy stale współpracował z młodym prawnikiem Miedwiediewem, którego radził się w każdej sprawie, ale drzwi do gabinetu Putina zawsze otwierał tylko Sieczin. On wiedział wszystko, pamiętał o wszystkim, kierował ruchem petentów. I ponoć nigdy nie siedział - zawsze albo stał w poczekalni, albo biegł wypełnić polecenie szefa.

Kiedy Borys Jelcyn wziął Putina na zastępcę szefa swojej administracji, on zabrał ze sobą do Moskwy tylko Sieczina, który teraz stał w poczekalni przed gabinetem szefa na Kremlu.

Lojalny, czujny, wierny jak pies. I niezbędny. Plotki głoszą, że swoje wpływy zawdzięcza znajomości arkanów wudu, które opanował w czasie afrykańskiej "delegacji". A i do dziś ponoć regularnie odwiedza tajne laboratorium w Sankt Petersburgu, gdzie służby specjalne zgłębiają tajemnice czarnej magii.

To Sieczinowi Putin powierzył rozprawę ze spółką Jukos posłanego do łagru Michaiła Chodorkowskiego i doprowadził do przejęcia jej pól naftowych i rafinerii przez kontrolowany przez państwo Rosnieft. W nagrodę został prezesem rady dyrektorów państwowego giganta.

Mimo tych "zasług" sam pan Sieczin nie zasłużył na tak wysokie miejsce w hierarchii najbardziej wpływowych. Chyba że Amerykanie chcieli go uhonorować jako "Sieczina zbiorowego", najdoskonalsze ucieleśnienie rządzącej dziś Rosją biurokratycznej oligarchii. Grupy ludzi wywodzących się ze struktur siłowych, którzy przy Putinie zajęli wysokie stanowiska w aparacie państwowym, przejęli kontrolę nad wielkim biznesem, mediami i polityką państwa - nad wszystkim. I stanowią zwartą drużynę scementowaną interesami oraz więzami rodzinnymi - Sieczin wydał swą córkę za syna Dmitrija Ustinowa i doczekał się wspólnego z byłym prokuratorem generalnym oraz ministrem sprawiedliwości wnuka.

Jeśli rzeczywiście "Forbes" miał na myśli "Sieczina zbiorowego", to się nie pomylił. Ta grupa ma i władzę, i wpływy, i może znacznie więcej niż Miedwiediew.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3.8

15 głosów

  • Pierwszy po Putinie lubat 18.11.09, 21:03

    Świetny tekst! Wacek to naprawdę Albin Siwak III RP;) Nawet wudu mu niestraszne:)»

  • Re: Pierwszy po Putinie peczeneg 19.11.09, 09:17

    Czekam kolejny książky "Czarna magia w Kriemle" mojego ulubionego autora-Igorja Sieczina!»

  • Sieczin, pierwszy po Putinie evilenka666 20.11.09, 09:05

    Po co się czepiać Rosji?Że niedemokratyczna?Ale to z naszych "polityków" światsię śmieje,a tamtych szanuje.Ogólnie czytam "wyborczą",co nie znaczy ,żezawsze się z nią zgadzam,ale te próby »