Rosjanie jeszcze nie rozumieją sensu nowego święta. Większość z nich go nie chce - pragnie, by "czerwoną kartką kalendarza" został nie 4, lecz 7 listopada, czyli rocznica przewrotu bolszewickiego z 1917 r.
W to nowe święto warto jednak i wypada - zgodnie z tradycją naszych sąsiadów - Rosjan pozdrowit', czyli jednocześnie pogratulować i złożyć życzenia.
Pogratulować tego, że ich kraj, oficjalnie rezygnując z obchodzenia 7 listopada, choć z oporami, na krok odchodzi od kultywowania tradycji bolszewickiej. A życzyć należy tego, by z latami coraz lepiej rozumieli sens tego, co się wydarzyło w ich kraju w listopadzie 1612 roku.
Dziś politycy nacjonalistyczni wzywają Rosjan, by wyszli na ulice i tak jak pospolite ruszenie 393 lata temu pokazali, że są przeciw "euroatlantyckim wrogom", którzy tak jak kiedyś Polacy z Zachodu zagrażają ich krajowi. Byłoby bardzo źle, gdyby 4 listopada stał się, jak chcą nacjonaliści, świętem antyzachodnim.
Jednak sens tej rocznicy rozumieć można inaczej. 393 lata temu, kiedy na Kremlu siedzieli Polacy, Rosja była pogrążona w anarchii. Za naprawę państwa wzięli się - jak rzadko w historii naszego wschodniego sąsiada - nie car, nie partia, lecz sami obywatele. To zwołane przez nich pospolite ruszenie przegnało Polaków i wyciągnęło kraj z zamętu.
Rację ma lider demokratycznej partii Jabłoko Grigorij Jawliński, który mówi: - To święto przypomina nie triumf Rosji nad Polską, lecz symbolizuje to, że społeczeństwo obywatelskie, jeśli już powstanie, osiąga fenomenalne sukcesy.
W dniu nowego święta życzmy Rosjanom właśnie tego. By przypominało im ono nie o wrogach, lecz o tym, że tak jak wszystkie narody europejskie, mają tradycje społeczeństwa obywatelskiego i że warto zeń korzystać.