http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rosyjska policja pozwoliła uciec kilerowi Kadyrowa

Wacław Radziwinowicz
2012-02-23, ostatnia aktualizacja 2012-02-22 21:20

Ścigany przez Interpol czeczeński płatny morderca został wypuszczony przez policję w Moskwie, bo ta stwierdziła, że nie ma podstaw do jego zatrzymania.

Ramzan Kadyrow
Fot. IVAN SEKRETAREV AP
Ramzan Kadyrow
SERWISY
31-letni Selim Chan Mazajew nazywany jest przez rosyjskie media "kilerem Ramzana Kadyrowa", a władze Dubaju oskarżają go o zabicie w tym kraju trzy lata temu Rusłana Jamadajewa. To były dowódca walczącego po stronie Rosjan przeciwko czeczeńskim partyzantom batalionu "Wostok" (Wschód), odznaczony Gwiazdą Bohatera Rosji.

Jamadajew należał do rodziny wrogiej Kadyrowowi, który z nadania Moskwy został prezydentem Czeczenii. Członkowie klanu jeden po drugim padają ofiarą zabójstw, a zlecenia kolejnych zamachów na rodzinę Jamadajewych powszechnie przypisuje się Kadyrowowi, pupilowi byłego prezydenta i obecnego premiera Rosji Władimira Putina.

To na wniosek Dubaju Interpol rozesłał za Mazajewem międzynarodowy list gończy. W poniedziałek wydawało się, że kiler wreszcie wpadł. W kawiarni w centrum Moskwy, gdzie siedział sobie spokojnie w biały dzień, postrzelił się w pachę ze swojego pistoletu. Miał broń zasuniętą za pasek spodni, a kiedy wstawał zza stolika, broń wypaliła.

Mazajew w ciężkim stanie został przewieziony do stołecznej kliniki im. Sklifasowskiego. Lekarze w przypadkach, kiedy trafia do nich pacjent z raną postrzałową, muszą zaś zawiadomić władze. I wtedy okazało się, kim jest ranny i że ściga go Interpol.

Przedstawiciele rosyjskiej policji orzekli jednak, że nie ma podstaw, by go zatrzymać. Mazajew został zoperowany, po zabiegu miał według chirurgów pozostać co najmniej tydzień w szpitalu. We wtorek na własną prośbę wypisał się jednak z kliniki i przez nikogo nie niepokojony opuścił budynek.

To niejedyna głośna wpadka rosyjskich organów ścigania w ostatnim czasie. Podejrzanych o popełnienie poważnego przestępstwa kryje też Prokuratura Generalna, która nie chce zatwierdzić przygotowanego przez konkurujący z nią Komitet Śledczy aktu oskarżenia przeciw Władimirowi Glebowowi.

Ten były prokurator z Nogińska wraz z kilkoma innymi śledczymi z obwodu moskiewskiego przez lata patronował nielegalnym, ale jawnie działającym kasynom w podstołecznych miastach, mając z tego wielkie profity. W tę samą aferę zamieszany jest były wiceprokurator obwodowy Aleksander Ignatienko, który czeka w polskim areszcie na decyzję o ekstradycji do Rosji.

Sam Glebow, jak pisze gazeta "Kommiersant", chce jak najszybciej stanąć przed sądem. Jego byli szefowie z Prokuratury Generalnej przekonują jednak, że akt oskarżenia jest "niedopracowany", a były śledczy z Nogińska nie popełnił żadnego przestępstwa.

Prokuratura Generalna od samego początku konsekwentnie próbuje sabotować śledztwo w sprawie kasyn pod Moskwą. Dlatego wypuszczała z aresztów kolegów zamieszanych w aferę, umożliwiając Ignatience, głównemu podejrzanemu, ucieczkę na Ukrainę, skąd w grudniu wybrał się na świętowanie Nowego Roku do Zakopanego. Tam zgarnęła go polska ABW, a informacje o miejscu pobytu Ignatienki przekazała jej rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa, współpracująca z Komitetem Śledczym. Potem tak długo, jak tylko się dało Prokuratura Generalna ociągała się z przekazaniem Polsce wniosku o ekstradycję Ignatienki.

Według niektórych świadków w sprawę nielegalnego hazardu w obwodzie moskiewskim zamieszanych jest wielu prominentnych prokuratorów, a nawet syn prokuratora generalnego Jurija Czajki Artiom.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':