Gdy w styczniu zbankrutowała firma turystyczna Lanta-Tur i setki jej klientów utkwiły w egzotycznych kurortach, komitet śledczy ogłosił, że wszczyna dochodzenie, bo uważa, że szefowie biura okradli swoją firmę. Wtedy w sprawę wdał się kandydujący na prezydenta premier Władimir Putin i zapewnił, że nie widzi tu żadnego kryminału.
Co więcej, nakazał państwowemu bankowi WT, by dał potężny kredyt bankrutowi. Spółka ożyła, opłaciła hotele oraz przeloty i turyści bezpiecznie wrócili do domów.
Media zaraz przypomniały, że gdy wcześniej zdarzały się podobne bankructwa, władza nie organizowała akcji ratunkowych, natomiast klienci Lanty to głównie przedstawiciele wielkomiejskiej klasy średniej. Ci sami, którzy chodzą na opozycyjne demonstracje i domagają się "Rosji bez Putina".
Premier dał im jeszcze jeden powód do satysfakcji - temu samemu WTB kazał wykupić po cenie emisyjnej wypuszczone w 2007 r. akcje. Bank sprzedawał je po 13,6 kopiejki i szły jak cieple bułeczki, bo nabywcy spodziewali się, że będą tylko drożeć. Jednak dziś akcja kosztuje 7,1 kopiejki. Na wykupienie akcji WTB wyda ok. 18 mld rubli (1,8 mld zł), ale - jak mówi jego prezes Andriej Kostin - biznes powinien pomagać władzy.
A na niedawnym spotkaniu z przedstawicielami klubów kibica Putin obiecał, że "poprosi" Aerofłot, by za darmo zawiózł rosyjskich fanów futbolu na mecze
Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie. Szefowie linii też zgodzili się pomóc, poprosili tylko o przydział taniego paliwa dla samolotów. Premier obiecał.
Szef rządu stara się ugłaskać kibiców, choć ci go wygwizdali pod koniec listopada, gdy usiłował przemawiać po meczu bokserskim w Moskwie.
Faworyt zapowiedzianych na 4 marca wyborów prezydenckich obiecuje też naprawić "błąd" Dmitrija Miedwiediewa i sprawić, by
Rosja znów przechodziła jesienią na czas zimowy. Odchodzący prezydent zdecydował, że kraj będzie przez okrągły rok żyć według czasu letniego i Rosjanie narzekają, że są niewyspani, a do
pracy i szkoły udają się w ciemnościach.
Wielu nie podoba się też tyle wolnego na początku roku. Zdaniem malkontentów te ferie zimowe (od 1 do 10 stycznia) służą tylko oligarchom wyjeżdżającym w Alpy, a prosty naród nie ma nic do roboty poza piciem wódki. Premier obiecał, że część wolnych dni przesunie ze stycznia na początek maja, gdy naród obrabia ogródki na działkach.
Obiecał też rozliczyć oligarchów, którzy podczas
prywatyzacji w latach 90. za niewielkie pieniądze stali się właścicielami złóż surowców i całych branż. Teraz mieliby się na nowo rozliczyć z państwem, dopłacając różnicę między ówczesną wartością rynkową majątku a tym, co wtedy zapłacili.
Premier zawiódł jednak delegację Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, która przyjechała do Moskwy, by spotkać się z kandydatami na prezydenta. Po prostu nie znalazł dla niej czasu.
Na zakończenie wizyty europosłowie zaapelowali o uczciwie wybory prezydenckie, ale tego im nikt nie obieca. W Samarze Irina Kołpakowa, do niedawna szefowa jednej z tutejszych komisji wyborczych oświadczyła publicznie: - Władze miasta domagają się od przewodniczących komisji, by 4 marca Putin dostał 70 proc. głosów.