http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Z dżungli do parku

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2012-01-26, ostatnia aktualizacja 2012-01-26 16:34

Park Gorkiego tak jak i inne moskiewskie parki zmienia się nie dlatego, że taki jest kaprys ich gospodarzy, ale dlatego, że dziś zmieniają się Rosjanie, szczególnie młodzi.

W moskiewskim Muzeum Architektury poruszyła mnie wystawa zdjęć stolicy Rosji robionych ze szczytów najwyższych tu budynków. Ten portret Moskwy pokazuje, jak to miasto niesamowicie gęsto jest zabudowane - w centrum widać tylko domy, asfalt, samochody. Żadnej wolnej przestrzeni, bardzo mało zieleni.

Moskwianie powiadają, że dla stołecznych urzędnikom zieleń nie jest obojętna wyłącznie wtedy gdy jest kolorem banknotów. A gdy tutejsze gazety publikują listy miast najbardziej zatłoczonych i zakorkowanych, to Moskwa z reguły ląduje na drugim miejscu po Meksyku, lub na trzecim - jeszcze po Delhi.

Stolica Rosji stała się taka niedawno bo jeszcze w końcu lat 80. była znacznie spokojniejsza, po przestronnych ulicach jeździło mało samochodów. Przy centralnej ulicy Twerskiej (wtedy Gorkiego) rosły drzewa, po których dziś nie ma śladu.

Tzw. zabudową punktową do granic możliwości "zagęścił" Moskwę jej wieloletni mer Jurij Łużkow. Pozwalał budować wszędzie, gdzie tylko był choć kawalątek wolnego miejsca - na podwórkach domów mieszkalnych, na skwerach. Cóż, na lokalach zarabia się tu niesamowicie: metr kwadratowy mieszkania w stanie surowym nie może kosztować mniej niż 5 tys. dol.

Przy nowym merze Siergieju Sobianinie coś się jednak zaczyna zmieniać i jest nadzieja, że miasto przestanie być kamienną dżunglą.

Kilka dni temu dobrą nowinę przyniósł moskwianom starający się znów o prezydenturę Władimir Putin. Razem z merem i w obecności kamer telewizyjnych odwiedził rumowisko, które zostało po rozebranym siedem lat temu hotelu "Rossija", paskudnej betonowej skrzyni na 5 tys. gości leżącej nad rzeką Moskwą tuż obok Kremla. To 13 hektarów strasznie drogiej i atrakcyjnej ziemi. Ostatnio mówiło się, że w miejscu "Rossiji" powstanie a to nowa siedziba parlamentu, a to kompleks handlowo-rozrywkowy. Czyli centrum chronicznie chorej na zabetonowanie Moskwy dostałoby jeszcze jeden zastrzyk z betonu.

Ale nie - Putin, ogarnąwszy wzrokiem wartą dobrze ponad miliard dolarów działkę budowlaną, zadumał się i zaproponował: - A może urządzimy tu park...

Wyglądało to jak rzucona spontanicznie obietnica wyborcza, z której nie wiadomo, co wyjdzie. A w Moskwie wiedzą, że wyjść może nawet całkiem coś innego. Pamiętają anegdotę o Stalinie, który przechodząc obok cerkwi, zobaczył stertę śmieci i rozeźlony warknął: - Sprzątnąć! Następnego dnia po cerkwi nie było śladu.

Ale nie, pomysł urządzenia parku na miejscu "Rossii" wcale nie był improwizacją Putina, lecz dobrze przygotowaną i odegraną sceną. Okazało się, że merostwo już od kilku miesięcy pracuje nad projektem zielonej oazy tam, gdzie był gigantyczny hotel.

To na pewno doda miastu urody, sprawi, że będzie bardziej przyjazne dla ludzi.

Bardzo szybko i bardzo na lepsze zmieniają się dziś istniejące już moskiewskie parki. Za Łużkowa były one bardzo "noworuskie". W takim na przykład parku Kultury i Wypoczynku im. Gorkiego (znanym z filmu "Gorki Park") wszędzie stały przywiezione z Niemiec karuzele, kolejki, diabelskie koła. I całe to diabelstwo od rana do nocy skrzypiało, zgrzytało, publika piszczała, a ustawione na pełną moc głośniki dodawały do tej kakofonii przeboje ruso - disco. I jeszcze wszędzie sprzedawali szaszłyki, piwo.

Kiedy park przejęła Daria Żukowa, partnerka miliardera Romana Abramowicza (tego od klubu piłkarskiego Chelsea), okazało się, że cały ten piwno-karuzelowy biznes był absolutnie lewy. Nie miał umów z miastem, nie płacił podatków. Ludzie Żukowej wygnali z parku diabelskie kolejki i piwne kioski. Zrobiło się przestronnie, cicho i przyjemnie. Na dodatek pojawił się porządny i wi-fi umożliwiające bezpłatny dostęp do internet, bezpłatne gniazdka do ładowania telefonów komórkowych i komputerów. Zimą jest tu ogromna bezpłatna ślizgawka, latem będą galerie, teatr, wypożyczalnie rowerów.

Park Gorkiego tak jak i inne stołeczne parki zmienia się nie dlatego, że taki jest kaprys ich gospodarzy, ale dlatego, że dziś zmieniają się Rosjanie, szczególnie młodzi. Bywają w Amsterdamach czy Londynach i chcieliby u siebie tak jak tam, w ciszy, bez pijackich krzyków nad uchem, posiedzieć na trawie z tabletem i pojeździć na rowerze, a nie na diabelskiej kolejce.

Chcą żyć już w innej przestrzeni miejskiej, tak samo jak chcą też innej niż do tej pory przestrzeni politycznej, o co walczą, dziesiątkami tysięcy pojawiając się na opozycyjnych manifestacjach.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':