http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pindosy z ciemnej strony Ziemi

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2012-01-19, ostatnia aktualizacja 2012-01-19 20:07

Kto chciałby się przyznać, że powodem jednej za drugą porażki jest jego własna nieporadność, niedbalstwo i bałagan? Rosjanie tak samo jak i my bardzo tego nie lubią

W Rosji już zawsze będą wierzyć w to, że ich sondę kosmiczną Fobos-Grunt, która miała polecieć w kierunku Marsa, zestrzelili swą tajemniczą wunderwaffe wrogowie rodzaju ludzkiego - Amerykanie.

Wystrzelona 9 listopada sonda zagubiła się na orbicie okołoziemskiej zaraz po starcie. W podmoskiewskim Centrum Kierowania Lotami nie wiedzieli ani gdzie jest, ani dlaczego jej silniki nie zechciały zaskoczyć i wysłać ważącą 13,2 tony machinę w kierunku Fobosa, księżyca Czerwonej Planety. I tak przez kilka tygodni ślepa kula grała z mieszkańcami Ziemi w rosyjską ruletkę, bo żaden komputer nie był w stanie wyliczyć, kiedy i na kogo spadnie.

Fobos spadł w niedzielę. Może do wody, może w dżungli, bo nikt nie widział, gdzie konkretnie, a i szczątków nie odnaleziono. Nikomu jednak chyba krzywdy nie zrobił.

Statki kosmiczne ostatnio zlatują Rosjanom z nieba dosyć regularnie. Udany start sputnika z dzierżawionego przez Moskwę kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie jest dziś przyjmowany przez media jako większa sensacja niż start nieudany.

Cóż, przemysł kosmiczny, niegdyś duma i sława ZSRR, degraduje się. Niszczy go, jak całą gospodarkę, korupcja i złodziejstwo. Młodzi specjaliści wolą dziś pracować w Kalifornii niż w podmoskiewskim Karolowie. Starzy, którzy kiedyś posłali w kosmos Gagarina, a na Księżyc łunochod, już się wykruszyli.

Nic więc dziwnego, że w rakietach albo ktoś czegoś nie dokręci, albo naleje do baków za mało czy za dużo paliwa. I tak wspaniały, wart miliardy pojazd zamienia się w efektowny fajerwerk.

Jednak kto chciałby przyznać się, że powodem jednej za drugą porażki jest jego własna nieporadność, niedbalstwo i bałagan?

Rosjanie, tak samo jak i my, bardzo tego nie lubią. I tak jak my chcą wierzyć w to, że przyczyną ich niepowodzeń może być tylko wróg. A skoro kraj mają ogromny, to i przeciwnik musi być potężny.

Tej roli w ich oczach godne są tylko Stany Zjednoczone - wróg chytry, podstępny, nieprzejednany i jeszcze niemoralny. Nieprzypadkowo Amerykanów w rosyjskim internecie bardzo często nazywa się "pindosami", co przeciętny Rosjanin rozumie jako skrzyżowanie słów "pider" (pedał) i "amerikos" (pogardliwie Amerykanin).

Dmitrij Rogozin, jedna z najbardziej groteskowych postaci rosyjskiej sceny politycznej, do niedawna ambasador przy NATO, a dziś wicepremier odpowiedzialny za zbrojeniówkę, opracował niemal naukową teorię katastrof kosmicznych. Zauważył, że rosyjskie sputniki zrywają się z orbity zazwyczaj wtedy, kiedy znikają z oczu Rosjanom, lecąc nad "ciemną" dla Moskwy, bo niekontrolowaną przez jej centra kosmiczne stroną Ziemi.

A kto mieszka na "ciemnej stronie"? Oczywiście ci, których naród zwie "pindosami". I oni mają tam bardzo silne radary. Tak silne, że biją ładunkami elektromagnetycznymi po rosyjskich sputnikach, wyłączając ich pokładowe komputery i inną elektronikę.

Rogozin nie daje głowy, że tak właśnie było z Fobosem, i twierdzi, że to tylko jedna z wersji awarii. Jednak domaga się przeprowadzenia eksperymentu, który pokaże, jak można zestrzelić radarem pojazd kosmiczny.

Wzięciem cieszy się także inna teoria wysunięta przez prof. Jurija Kubariewa. W wywiadzie dla gazety "Moskiewski Komsomolec" zapewnił on, że Amerykanie napełnili kosmos zjonizowaną plazmą. A ta już do czysta wyprała elektroniczny mózg rosyjskiego cuda techniki.

Amerykanie, słysząc te oskarżenia, obrażają się. Rzecznik Departamentu Stanu protestuje i przypomina, że naukowcy z USA pomagali rosyjskim kolegom odnaleźć na orbicie zagubionego w przestrzeni Fobosa.

Poważni rosyjscy eksperci też zapewniają, że "ślad amerykański" to bzdura. Dowodzą, że radary nie zestrzeliwują sputników, a napuścić w kosmos "zjonizowanej plazmy" nie można tak samo, jak nie da się wypełnić przestrzeni nad lotniskiem helem.

Jednak to nie pomoże. Co by tam nie mówili fachowcy, ogromna część Rosjan do końca życia będzie święcie wierzyć, że Fobos został zestrzelony przez "pindosów" zamieszkujących "ciemną stronę ziemi".

Kto jak kto, ale my, Polacy, z własnego doświadczenia wiemy, że tak właśnie będzie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':