Wódka Putinka była potęgą i w chwili największej świetności zajmowała piąte miejsce na świecie. Ale kiedy jej "ojciec chrzestny" zaczął szybko tracić popularność, właściciel lubianej do niedawna marki zbankrutował i trunek pewnie zniknie z półek sklepowych,
restauracji i barów.
Nazwana Putinką wódka pojawiła się na rynku w 2004 r., kiedy popularność ówczesnego prezydenta sięgnęła szczytu. To słowo w rosyjskim oznacza sezon, kiedy łowi się określony gatunek ryby. Ale wszyscy wiedzieli, że nowa gorzałka nie pije do żadnych tam okoni czy leszczy, lecz do najgrubszej w kraju ryby popieranej przez nie mniej niż 70 proc. rodaków.
Dobre imię na butelce czystej w Rosji z reguły skutecznie dźwigało handel - jeśli rzeczywiście było dobre. W latach 90. wypuszczano tu wódkę Jelcyn. Nazwisko ówczesnego prezydenta powinno przyciągać klientelę, bo co jak co, ale w sferze spirytualiów Borys Nikołajewicz mógł uchodzić za eksperta.
A jednak nie. Jelcyn w Rosji sprzedawał się kiepsko, bo rodacy go nie lubili. Dobrze szedł - czy raczej płynął - w Polsce, co moi rosyjscy znajomi do dziś mi wypominają jako dowód na to, że popieraliśmy jego "szkodliwą" dla ojczyzny działalność.
Innemu, jeszcze radzieckiemu premierowi Aleksiejowi Rykowowi ulubiony napój mieszkańców naszej części świata zapewnił wieczne miejsce w historii. To przy nim państwo bolszewików w 1924 r. po raz pierwszy zaczęło produkować wódkę, którą zmaltretowany wprowadzoną przy Leninie oficjalną prohibicją naród długo nazywał właśnie Rykowką.
Pierwsza czysta bolszewików musiała być niesamowitym paskudztwem, bo jej moc nie dochodziła nawet do 30 proc. A przecież, jak twierdzą niektórzy historycy, genialny chemik Dmitrij Mendelejew, autor naukowo opracowanej receptury na wódkę i właściciel patentu na nią, jeszcze w 1894 r. raz na zawsze orzekł, że ten trunek ma zawierać równo 40 proc. alkoholu. Rykowka jednak szła świetnie i zapisała się dobrze w pamięci narodu, bo innej nie było, a człowiek radziecki od czasu do czasu wypić chciał.
Ośmioletnia dziś Putinka natychmiast po pojawieniu się na półkach sklepowych okazała się rynkowym strzałem w dziesiątkę. W tłustych przedkryzysowych latach 2006-07 okazała się drugim pod względem popularności mocnym trunkiem w kraju, piątą w tej kategorii czystą na świecie. A przecież z nią nie było tak jak z jedną jedyną na rynku Rykowką, ona miała setki konkurentów.
Potęgę Putinki zrozumiałem trzy lata temu w Pikalowie w pobliżu Sankt Petersburga. Tam w kryzysie padł kombinat karmiący całe miasteczko, a pozbawieni zarobków i wszelkich perspektyw ludzie wychodzili na wiece, blokowali drogi. Aż w końcu zjawił się tam sam premier w roli zbawiciela. Kazał właścicielom kombinatu wznowić produkcję, dostawcom surowca dla fabryki - obniżyć ceny. I jak ręką odjął Pikalowo stanęło na nogi. Ludzie wrócili do
pracy, dostali podwyżki i
pensje za czas przestoju.
Świętowali zmartwychwstanie swego miasta przy Putince tak intensywnie, że tej akurat wódki szybko tu zabrakło. To znaczy ona była, ale tylko w ćwiartkach. Takie butelki zwane są tu "mierzawczykami" (łotrzykami), bo ich mikrą zawartością nasycić się nie można, podle porzucają spragnionego w pół drogi ku nirwanie. A jak tu prosić w cudownie uratowanym przez premiera mieście o "łotrzyka putinki". To zabrzmiałoby jak hasło bardzo wywrotowe.
Dziś jednak popularność Putinki spada tak samo jak notowania premiera, który w marcu znów zamierza wybrać się na prezydenta i wrócić na Kreml. Dziś spadła już na czwarte miejsce wśród czystych najchętniej pitych w Rosji, a jej obecne spożycie stanowi tylko połowę tego, co Rosjanie wypijali cztery lata temu.
Firma Wineksim, główny właściciel marki Putinka, ogłosiła bankructwo. Los spółki dowodzi, że "władza na butelce" przestała - przynajmniej chwilowo - być w Rosji dobrym towarem. Kiepsko sprzedają się bowiem także firmowane przez Wineksim wódki Wołodia i Miedwiedi oraz Lenin w Razliwie.
Putinka z przedmiotu pożądania zmienia się nawet w obiekt anegdot takich jak ta: Facet otwiera butelkę putinki, a z niej wylatuje dżin-Putin i wykrzykuje: - Wypowiedz, jakie chcesz życzenia. Wszystko ci obiecam!