http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pyton z prezerwatywy, czyli naród odpowiada Putinowi

Wacław Radziwinowicz
2011-12-27, ostatnia aktualizacja 2011-12-26 19:55

Demonstracja w Moskwie. Plakat z Putinem zawiniętym w prezerwatywę
Demonstracja w Moskwie. Plakat z Putinem zawiniętym w prezerwatywę
Fot. TATYANA MAKEYEVA REUTERS

Sobotnia demonstracja opozycji na moskiewskim Prospekcie Sacharowa była tak liczna, bo ludzie przyszli tam m.in. kontynuować niedawny telewizyjny "dialog z Władimirem Putinem"

Demonstracja w Stawropolu
Fot. DENIS SINYAKOV REUTERS
Demonstracja w Stawropolu
Dwa tygodnie temu "przywódca narodu" udzielił Rosjanom jak zawsze starannie reżyserowanej corocznej teleaudiencji. Przez ponad cztery godziny czarował, obiecywał, imponował formą i niezłą wciąż pamięcią. Przy tym jak zwykle szarżował i jechał po bandzie, a momentami i poza nią.

Najwidoczniej były prezydent, a obecny premier był pewny, że tak jak przez ostatnie dziesięć lat nikt głośno mu nie odpowie. Tym razem jednak się przeliczył.

Pierwszym jego błędem było porównanie białych wstążeczek, z którymi opozycjoniści po raz pierwszy masowo wyszli 10 grudnia na moskiewski plac Błotny, by protestować przeciw sfałszowaniu niedawnych wyborów do Dumy, do "jakichś środków antykoncepcyjnych". Putin wyznał, że pomyślał, iż to demonstruje nie opozycja polityczna, lecz "bojownicy z AIDS". Stwierdził jeszcze, że młodzi przeciwnicy władzy wyszli na plac, bo dostali za to "trochę pieniędzy" - w domyśle z zagranicy.

Ale już zupełnie fatalna była odpowiedź na pytanie o to, co premier, który w marcu 2012 r. chce wrócić na fotel prezydenta, myśli o opozycjonistach. Putin przypomniał sobie "Księgę dżungli" i zwrócił się do swych przeciwników z wezwaniem: - Przyjdźcie do mnie, bandar-logi!

Nie jest pewne, czy sam premier i większość Rosjan zaczytywali się kiedykolwiek w "Księdze dżungli". Prawie wszyscy oni mają jednak przed oczyma scenę z filmu rysunkowego na podstawie nieśmiertelnego dzieła Rudyarda Kiplinga, w której potężny i straszny pyton Kaa tańczy na czubku ogona przed małpim plemieniem, a potem hipnotyzuje ofiary, wzywając je: "Przyjdźcie do mnie, bandar-logi!". One zaś krok po kroku idą w kierunku jego nienasyconej paszczy.

Bystra i bardzo twórcza moskiewska publiczność wyszła więc w sobotę na Prospekt Sacharowa, by - jak dowodzi treść setek transparentów - odpowiedzieć "przywódcy narodu" drwiną na jego niezbyt stosowne żarciki.

Młoda para przyniosła dwa transparenty - na jednym był wizerunek prezerwatywy i nazwisko premiera, a na drugim tenże środek antykoncepcyjny oraz stwierdzenie: "Nie mój prezik". "Prezik" to po rosyjsku "prezerwatywka", ale można to słowo rozumieć też jako "prezydencik".

Ktoś inny miał na plakacie przypominający rakietę wyrób gumowy z twarzą premiera i napisem: "Pojechali!" ("Ruszamy!"). Tak Jurij Gagarin wykrzyknął 50 lat temu, kiedy wystrzeliwano go w kosmos.

Na wygłoszone przez Putina oskarżenie o to, że młodzi manifestanci dostają za protestowanie trochę pieniędzy, odpowiedziała pewna dziewczyna - przygotowała transparent z napisem adresowanym do premiera zwanego "alfasamcem Wszechrusi": "A ja pana nie lubię za darmo!".

Ale najchętniej na Prospekcie Sacharowa szydzono z Putina-pytona zmieniającego opozycjonistów w bezwolne małpy-zombi. - Witajcie, bandar-logi, małpi narodzie! - tak rozpoczął swe przemówienie sławny bloger Aleksiej Nawalny, a zgromadzeni na Prospekcie Sacharowa odpowiedzieli salwą śmiechu. - Wzywali nas, więc przyszliśmy. A gdzie jest ten, który nas wzywał? Kim on jest? Strasznym pytonem czy tchórzliwym szakalem? - pytał Nawalny, wzbudzając kolejną salwę śmiechu.

"Straszny pyton" był zresztą na wiecu. Na transparentach ktoś przedstawił go jako długą prezerwatywę wypełnioną, jak głosił napis, botoksem. To akurat aluzja do krążących po Moskwie pogłosek, że premier wzorem swego włoskiego "druga" Silvio Berlusconiego przechodzi kuracje odmładzające.

Gdzie indziej "Pyton Puu", jak niektórzy już zaczęli nazywać "przywódcę narodu", występował jako mały żółty robaczek. A obok był napis: "My nie bandar-logi". I to hasło było chyba w sobotę na Sacharowa najpopularniejsze i jednocześnie najważniejsze, bo Rosjanie pokazują światu i swojej władzy, że nie są "małpim plemieniem", które bez końca można hipnotyzować za pomocą telewizora zwanego tu "zombi-skrzynką".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 21 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    41 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':