http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Azerowie skazani na dynastię Alijewów

Wojciech Jagielski, Daria Paprocka-Rzehak, Baku
2009-01-13, ostatnia aktualizacja 2009-01-12 16:30

Opływający w ropę naftową Azerbejdżan uznał, że ograniczenie prezydenckich kadencji do dwóch jest naruszeniem swobód obywatelskich i demokracji. W marcu Azerowie zapewne zdecydują, że Ilham Alijew będzie mógł rządzić choćby do śmierci

Ilham Alijew (z prawej) z ojcem Hedarem
Fot. AP
Ilham Alijew (z prawej) z ojcem Hedarem
Decyzję o przeprowadzeniu plebiscytu parlament w Baku podjął niemal jednomyślnie. Nic dziwnego, skoro zasiadają w nim niemal wyłącznie posłowie z rządzącej partii Nowy Azerbejdżan. Tak samo zgodny i zdecydowany był też Trybunał Konstytucyjny, który w pomyśle plebiscytu nie dopatrzył się niczego złego.

- Zniesienie ograniczenia liczby prezydenckich kadencji przyczyni się do umocnienia praw człowieka. Nie wolno ograniczać prawa obywateli do wyboru - tłumaczył poseł Ali Ahmedow. - A jeśli naród wiele razy wybiera tę samą osobę na prezydenta, to znaczy tylko, że tego właśnie chce.

Dotychczasowa konstytucja stanowi, że jedna osoba może pełnić stanowisko prezydenta jedynie przez dwie pięcioletnie kadencje. Miłościwie panujący prezydent Ilham Alijew zaczął jesienią drugą kadencję i w 2013 r. powinien złożyć urząd. Przejął władzę w 2003 r. z rąk ojca Hajdara Alijewa nazywanego w Baku "ojcem narodu" i "twórcą azerbejdżańskiego państwa".

Stary Alijew był z pewnością jednym z bardziej utalentowanych azerskich polityków. W latach 70. i 80. panował w Baku jako komunistyczny sekretarz, doszedł do stanowiska członka politbiura partii komunistycznej w Moskwie, a nawet pierwszego wicepremiera ZSRR.

Zepchnięty na polityczny margines w czasach pierestrojki Hajdar Alijew triumfalnie wrócił do polityki na początku lat 90. We wstrząsanym wojnami i przewrotami niepodległym już Azerbejdżanie w 1993 r. został wybrany na prezydenta. Jako doświadczony władca potrafił przywrócić spokój i porządek, a podpisując z zachodnimi nafciarzami kontrakty na wydobycie kaspijskiej ropy, rozpoczął w kraju epokę naftowej prosperity.

To stary władca wybrał na następcę syna Ilhama i zadbał, by zdobył on najlepsze wykształcenie. Ilham wcale jednak nie chciał być prezydentem. Miał opinię bawidamka i hazardzisty. Przegrywał fortuny w bakijskich i stambulskich kasynach, rozbijał się drogimi samochodami.

Ojciec jednak był nieugięty. By skutecznie walczyć z uzależnieniem syna od hazardu, kazał zamknąć wszystkie kasyna w Baku. Do dzisiaj mieszkańcy Azerbejdżanu, którzy chcieliby spędzić weekendową noc, grając przy zielonym stoliku w pokera czy ruletkę, muszą wsiąść w samolot i polecieć do innego kraju.

Hajdar Alijew powoli wprowadzał syna w wielką politykę. Najpierw uczynił go wiceprezesem państwowego koncernu naftowego, posłem, prezesem Komitetu Olimpijskiego. Jesienią 2003 r. schorowany Alijew senior zrzekł się urzędu i wyznaczył syna jako kandydata rządzącej partii w prezydenckiej elekcji w październiku 2003 r.

Ilham wygrał te wybory, choć odbyły się one w atmosferze politycznego skandalu. Oficjalnie zdobył ponad 70 proc. głosów. Jednakże zarówno opozycja, jak i międzynarodowi obserwatorzy mówili o licznych naruszeniach standardów głosowania. Masowe demonstracje opozycji oraz krytyka międzynarodowych organizacji i ograniczenie wolności mediów wypełniły pierwsze miesiące rządów Ilhama. Powstała pierwsza w niepodległych republikach postsowieckich dynastia, a wkrótce za przykładem Alijewów poszły elity władzy w Kazachstanie i Uzbekistanie.

Do tegorocznych październikowych wyborów, w których ubiegał się o reelekcję, Ilham Alijew przygotował się wyjątkowo sumiennie. Latem wprowadzono zmiany w prawie wyborczym skracające czas kampanii do minimum i zwalniające telewizję państwową z obowiązku poświęcenia wszystkim kandydatom jednakowej liczby minut na antenie. Opozycja zdecydowała się zbojkotować wybory, czym dobrowolnie sama zepchnęła się na polityczny margines i utraciła ostatnich popierających ją wyborców.

Ilham Alijew wygrał elekcję w iście komunistycznym stylu - zdobywając 89,9 proc. głosów. Wyniki wyborów nie zostały sfałszowane, bo nie trzeba było oszukiwać.

Problemem Ilhama stał się jednak sukcesor, bo w roku 2013 jego syn Hajdar będzie miał dopiero 11 lat. Pojawiły się głosy, że po Ilhamie władzę w kraju przejmie jego żona Mehriban. Ta piękna kobieta to skrzyżowanie Jacqueline Kennedy z Hillary Clinton. Ubrana w stroje od najlepszych kreatorów mody, nie ukrywa swoich aspiracji politycznych. Jest prezesem Fundacji Hajdara Alijewa, posłanką i ambasadorem UNESCO. Ale nawet dwie kadencje Mehriban nie wystarczyłyby, aby młody Hajdar uzyskał bierne prawo wyborcze, bo zgodnie z konstytucją prezydentem może zostać osoba co najmniej 35-letnia.

Nie mogąc przyspieszyć czasu, 47-letni Ilham postanowił więc zmienić konstytucję. Czas wybrał na to znakomity. Opozycja jest słabsza niż kiedykolwiek, a wyborcy pamiętają, że rywalami Alijewa w wyborach byli ludzie nikomu nieznani, którym nie chcieliby powierzyć władzy nad krajem.

Wynik plebiscytu jest oczywisty. Jeśli Ilham zamierza sprawować rządy tak długo, aż prezydentem będzie mógł zostać jego syn, Azerów czeka ćwierć wieku miłościwego panowania obecnego prezydenta.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':