Ubrany w tradycyjny pakistański strój Piotr Stańczak (jego nazwisko ujawniła wczoraj pakistańska gazeta) odczytuje przed kamerą oświadczenie. Ktoś podstawia mu mikrofon, ktoś inny stoi z tyłu, trzymając wymierzony mu prosto w plecy karabin. Tak wygląda firm, który trafił do gazety "Dawn".
- Film jest krótki, trwa kilka minut. Polak odczytuje oświadczenie po angielsku i po polsku - opowiada nam dziennikarz Abdul Sami Paracha z "Dawn", który dostał taśmę. - Polak mówi, że ocali go spełnienie żądań pakistańskich talibów, którzy chcą uwolnienia 110 towarzyszy broni z pakistańskich więzień. Słowa Polaka potwierdza jeden z talibów, dodając że jeżeli ich żądanie nie zostanie spełnione, Polak straci życie - dodaje Abdul.
Jego zdaniem te żądania są niemożliwe do spełnienia. Według Abdula pakistański rząd już zadecydował, że nie wypuści talibów z więzień, bo wśród nich jest kilku znaczących talibów, a większość brała udział w walkach z pakistańską armią.
Talibowie, za których porywacze chcą wymienić zakładnika, wpadli podczas walk w pasztuńskiej krainie Badżaur, dolinie Swat oraz w regionie Darra Adam Khel na pograniczu afgańsko-pakistańskim.
Właśnie w okolicach Darra Adam Khel, w wiosce Pind Sultani w powiecie Attock, porwany został pod koniec września polski inżynier. Stańczak pracuje dla krakowskiej firmy Geofizyka i wraz z 19 innymi geologami prowadzi poszukiwania złóż ropy naftowej i gazu ziemnego.
Odkąd w graniczących z Afganistanem pakistańskich prowincjach Granicznej i w Beludżystanie wybuchła wojna między miejscowymi talibami a rządowym wojskiem, zachodnie firmy wycofały stamtąd pracowników. Oprócz Geofizyki w Pakistanie działają jeszcze dwie polskie firmy - Poszukiwania Nafty i Gazu oraz Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. Po porwaniu Stańczaka Geofizyka ewakuowała pracowników z Pakistanu.
W zasadzce na Polaka zginęli jego pakistański kierowca, pomocnik i ochroniarz. Talibowie twierdzą, że po porwaniu przewieźli Polaka łodzią przez rzekę Indus do regionu Kohat, a stamtąd dalej, na niepodlegające niczyjej władzy afgańsko-pakistańskie pogranicze zamieszkane przez wolne plemiona pasztuńskie.
Według gazety "Dawn" Polak znajduje się w rękach talibów z okolic Darra Adam Khel, miasteczka słynnego z rusznikarni i bazarów broni, na których można kupić praktycznie każdy pistolet, karabin czy bazookę podrobioną przez miejscowych majstrów.
W regionie Darra Adam Khel i Kohatu toczyły się w ostatnich miesiącach zaciekłe walki między talibami i wojskiem, które w końcu wzięło górę. Od sierpnia walki przeniosły się do pobliskiego Badżauru, do Dir i w dolinę Swat. Tylko w poniedziałek zginęło tam ponad 50 bojowników.
Zapatrzeni w afgańskich talibów pakistańscy talibowie zjednoczyli się w zeszłym roku w jedno ugrupowanie, na którego przywódcę wybrali Bajtullaha Mehsuda, przywódcę talibów z Północnego Waziristanu. W przeciwieństwie do zdyscyplinowanych i zjednoczonych rodaków z Afganistanu znani z kłótliwości, zdradzieckości i niezależności Pasztunowie z Pakistanu nie potrafią jednak stworzyć zgodnego przymierza.
Pakistańscy talibowie nie są więc scentralizowanym ugrupowaniem, lecz raczej konfederacją partyzanckich wojsk z poszczególnych dolin i plemion, a jedynym, co je łączy, jest gorliwa pobożność, nieufność wobec obcych oraz wrogość do rządu z Islamabadu.
Wieść, że polski inżynier został porwany przez talibów, ogłosił rzecznik talibów z doliny Swat. Talibowie ze Swatu przyznali się też do porwania w sierpniu i przetrzymywania do dziś dwóch geologów z Chin.