To z Gori w czwartek Gruzini wyruszyli do ataku na Południową Osetię. W przydrożnych wioskach pełno jest gruzińskich żołnierzy, którzy objuczeni karabinami i plecakami trzymają straż, by powstrzymać marsz rosyjskich wojsk.
Gruzińskie władze obawiają się, że Rosjanie mogą zechcieć wejść do Gori. Według Tbilisi, do Południowej Osetii Rosja przerzuciła już prawie 6 tys. żołnierzy, a w dodatku zaczyna ściągać wojska i czołgi nad granicę z Gruzją w rejonie miasteczka Kazbegi. To tamtędy przechodzi sławna Gruzińska Droga Wojenna, przez którą przed wiekami carskie wojska, podbijając Kaukaz, zmierzały do Tyflisu (dzisiejszego Tbilisi).
Rosyjskie lotnictwo trzeci dzień bombardowało obiekty wojskowe na terenie całej Gruzji. W niedzielę o świcie trzy bomby wybuchły na podstołecznym, niewielkim lotnisku wojskowym, należącym do produkującej samoloty fabryki Tbilawiastroj, gdzie w czasach ZSRR montowano radzieckie myśliwce Su-25.
W niedzielę zbombardowane zostały też okolice Zugdidi w zachodniej Gruzji, przy granicy z inną zbuntowaną prowincją, Abchazją oraz wąwóz Kodori, jedyną część Abchazji wciąż kontrolowaną wciąż przez gruzińskie wojska.
Kilkunastu obserwatorów ONZ, którzy przebywali tam nadzorując obowiązujące od połowy lat 90. zawieszenie broni, otrzymali rozkaz, by natychmiast wycofać się do Tbilisi. W niedzielę do abchaskiego portu Oczamczira wpłynęły też okręty rosyjskiej Floty Czarnomorskiej z Sewastopola.
Gruzja twierdzi, że Abchazi, którzy tak jak Osetyjczycy na początku lat 90., przy wsparciu Rosji powygrywali secesyjne wojny, zamierzają zaatakować wąwóz Kodori, by zająć resztę Abchazji. Przy okazji zmusiliby też niespełna 30-tysięczną gruzińską armię do skazanej na klęskę wojny na dwa fronty.
W sobotę rosyjskie samoloty bombardowały też urządzenia portowe w czarnomorskim Poti i poradziecką bazę wojskową Waziani pod Tbilisi. Bomby spadły też w rejonie rurociągu Baku-Tbilisi-Ceyhan, pompującego kaspijską ropę z Azerbejdżanu w świat z pominięciem terytorium Rosji. W niedzielę Azerowie zamknęli należące do nich terminale naftowe w gruzińskich Batumi i Kulewi.
W sobotę prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili ogłosił w kraju stan wojny, umożliwiający mobilizację do wojska i nakładający na najważniejsze urzędy obowiązek pracy przez 24 godziny na dobę. W Gruzji zablokowane zostały strony rosyjskich operatorów internetu, blokowana jest też rosyjska
telewizja. Ogłaszając stan wojny Saakaszwili ponowił ofertę przerwania walk i szerokiej autonomii dla Południowej Osetii.
Rosjanie nie zamierzają jednak, przynajmniej póki co, rozmawiać o pokoju. Prezydent Dmitrij Miedwiediew powtarza, że raczej wymusi na Gruzji pokój, a premier Władimir Putin oznajmił, że jego zdaniem wyjątkowo wątpliwym wydaje się, by Południowa Osetia kiedykolwiek chciała stać się częścią gruzińskiego państwa.
Gruzińskie władze apelują do świata, by powstrzymał Rosję, ale przyznają też, że rosyjska inwazja na Osetię Płd. kompletnie ich zaskoczyła. - Podejmują decyzję o wysłaniu wojsk do Południowej Osetii, nie spodziewaliśmy się, że rosyjskie wojska kiedykolwiek wtargną do Gruzji, a rosyjskie lotnictwo będzie bombardowało nasze miasta" - przyznał szef gruzińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Kachaber Łomaja.