http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

34 lata więzienia dla psa wojny

Wojciech Jagielski
2008-07-08, ostatnia aktualizacja 2008-07-07 21:31

Simon Mann, najsłynniejszy najemnik świata, został wczoraj skazany za próbę obalenia prezydenta Gwinei Równikowej. Ale wsypał wspólników i może szybko wyjść na wolność

Simon Mann ze swoim prawnikiem podczas procesu, 20 czerwca 2008 r.
Fot. REBECCA BLACKWELL AP
Simon Mann ze swoim prawnikiem podczas procesu, 20 czerwca 2008 r.
ZOBACZ TAKŻE
Przyjaciele i krewni najemnika, a także jego adwokaci oraz zagraniczni dyplomaci z Malabo są przekonani, że w zamian za wsypanie głównych organizatorów niedoszłego zamachu na prezydenta Teodoro Obianga Nguesso Mbasogo ułaskawi on Brytyjczyka i pozwoli wyjechać do Londynu. "Posiedzi w Malabo rok, najwyżej dwa i zostanie ułaskawiony" - powiedział londyńskiemu "Timesowi" jeden z prawników w Malabo, domagając, by nie podawać jego nazwiska. Z kolei anonimowy dyplomata zgadza się, że najemnik zostanie ułaskawiony, ale dopiero po trzech-czterech latach.

Pobyt w cieszącym się najgorszą sławą więzieniu Czarna Plaża na malarycznej wyspie nad Zatoką Gwinejską będzie dla Manna raczej przymusowym wypoczynkiem niż karą. Zgodziwszy się obciążyć na procesie londyńskich przedsiębiorców, którzy wynajęli go, by obalił prezydenta bogatej w ropę naftową Gwinei Równikowej, brytyjski "pies wojny" wytargował dla siebie luksusowe warunki więzienia.

Odkąd rok temu został deportowany do Malabo z Zimbabwe, gdzie odsiedział cztery lata więzienia, Simon Mann siedzi w pojedynczej celi, w nowym, czystym i porządnym skrzydle więzienia Czarna Plaża. O tym więzieniu jeszcze niedawno mówiło się w zachodniej Afryce, że żywym się z niego nie wychodzi. Tymczasem najemnik ma w celi urządzenia do gimnastyki, bibliotekę z książkami i gazetami. Raz na tydzień wolno mu zadzwonić do Wielkiej Brytanii do siostry Sary i żony Amandy, która, gdy w 2004 r. został aresztowany za próbę zamachu stanu, urodziła mu siódme dziecko. Mann jeszcze go nie widział.

Najemnik nie jest też skazany na więzienny wikt, lecz jada posiłki sprowadzane specjalnie dla niego z drogiego hotelu Paraiso, którego właścicielem jest minister bezpieczeństwa Gwinei i więzień Manuel Nguema Mba. Minister zresztą często zagląda do Manna, by wspólnie zjeść z nim w celi obiad. Kiedy wpada do niego minister, do obiadu dołączane jest zwykle czerwone wino. Według pracowników więzienia minister i najemnik bardzo sobie przypadli do gustu, a podczas posiłków rozmawiają o sporcie, brytyjskiej polityce i przygodach najemnego żołnierza w Afryce.

To ogromna zmiana w porównaniu z więzieniem Chikurubi w Harare, gdzie odsiadywał wyrok za zamach (został aresztowany w Zimbabwe, gdzie kupował broń na wyprawę wojenną do Malabo). Tam spał na betonowej podłodze w celi razem z sześcioma innymi więźniami, a od kajdan, którymi był skuty przez 18 godzin na dobę, nabawił się gangreny.

Podczas procesu w Malabo Mann przyznał, że już w Harare gotów był przystać na układ z prokuratorami z Gwinei i w zamian za łagodne potraktowanie wydać im organizatorów spisku. Odradzili mu to jednak adwokaci.

Władze Gwinei Równikowej twierdzą, że to mecenasi spisku, londyński przedsiębiorca naftowy Eli Calil i sir Mark Thatcher, syn byłej brytyjskiej premier, robili wszystko, by udaremnić najemnikowi ujawnienie prawdy i dowodów ich winy.

Mann przyznał, że Calil i Thatcher wynajęli go, by wiosną 2004 r. obalił prezydenta Gwinei Równikowej. Chcieli go zastąpić gwinejskim dysydentem z Hiszpanii Severo Moto, a ten, z wdzięczności, miał przyznać im koncesje na wydobycie ropy naftowej. Rząd Gwinei Równikowej rozesłał już listy gończe za obydwoma przedsiębiorcami i zapowiada, że doprowadzi do ich procesu. Śledztwo w sprawie niedoszłego zamachu w Malabo zapowiedział także Scotland Yard.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':