http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sąd nad słynnym psem wojny

Wojciech Jagielski
2008-06-20, ostatnia aktualizacja 2008-06-19 17:31

- To syn Margaret Thatcher i libański biznesmen zlecili mi zamach stanu w Gwinei Równikowej - zeznał przed sądem w Malabo Simon Mann, najgłośniejszy w ostatnich latach biały najemnik


Fot. STR AP Simon Mann (z lewej) w więzieniu w Harare, stolicy Zimbabwe
Fot. East News
Simon Mann (z lewej) w więzieniu w Harare, stolicy Zimbabwe
ZOBACZ TAKŻE
W stolicy Gwinei Równikowej dobiega końca proces Manna, który wpadł na pomysł, by obalić miejscowego tyrana i samemu przejąć państewko będące naftowym Eldorado. 55-letniemu Mannowi grozi długie więzienie.

Ale gwinejski tyran obiecuje mu też łaskę - pod warunkiem jednak, że najemnik obciąży londyńskich przedsiębiorców, którzy zlecili mu zamach.

I w środę Mann oskarżył Marka Thatchera, syna byłej premier Wielkiej Brytanii Margaret, i Ely'ego Calila, że zlecili mu dokonanie zamachu stanu. - Tak bardzo żałuję, że się tego podjąłem, i tak bardzo jestem szczęśliwy, że mi się to nie powiodło - mówił Mann w środę w sądzie. Ten zaś postanowił, że będzie domagał się wydania mu Thatchera i libańskiego bogacza z Londynu.

Sprzedany za ropę

Odczytując we wtorek akt oskarżenia, prokurator przyznał, że w innych okolicznościach domagałby się dla Manna stryczka. Ponieważ jednak ubiegając się o jego ekstradycję z Zimbabwe gwinejski prezydent Teodoro Nguema Obiang Mbasogo obiecał nie karać go śmiercią, zażądał dla Brytyjczyka jedynie 32 lat więzienia.

Wiosną w wywiadzie, którego udzielił w więzieniu jednej z brytyjskich stacji telewizyjnych, Mann przyznał, że w 2004 r. był dowódcą oddziału najemników, którzy mieli obalić panującego od 1979 r. Mbasogo, a na jego miejsce ustanowić prezydentem dysydenta Severo Moto Ntsa mieszkającego od lat w Hiszpanii.

W dowód wdzięczności nowy władca miał podarować dowódcom najemników, a także wynajmującym ich przedsiębiorcom z Londynu koncesje na wydobycie ropy naftowej. Za obalenie gwinejskiego tyrana Mann miał też obiecane 15 mln dol. w gotówce.

Spisek nie powiódł się - dowodzony przez Manna 64-osobowy oddział najemników został zatrzymany w stolicy Zimbabwe Harare, gdzie wylądował, by kupić broń. Chwilę potem wpadł mniejszy oddział najemników, którzy pod dowództwem innego weterana Nicka du Toit z RPA czekał na główną grupę już w Malabo.

Najemnicy aresztowani w Gwinei Równikowej błyskawicznie zostali skazani na długie więzienie, np. du Toit na 34 lata. Wyroki przyszło im w dodatku odsiadywać w cieszącym się najgorszą sławą nawet w Afryce więzieniu Czarna Plaża w Malabo. Jeden z więźniów, Niemiec, już umarł.

Najemnicy aresztowani w Zimbabwe mieli - z wyjątkiem Manna - więcej szczęścia. Sądzeni nie za zamach stanu, ale nielegalne przekroczenie granicy i próbę pokątnego kupna broni, zostali skazani na kilku- i kilkunastomiesięczne wyroki, szybko wychodząc na wolność.

Pecha miał tylko Mann. Z zasądzonych w Zimbabwe siedmiu lat więzienia odsiedział trzy i w maju zeszłego roku - za dobre sprawowanie - wyszedł na wolność. Śnił już o spotkaniu z żoną, która wiosną 2004 r., gdy trafił do więzienia, była w ósmym miesiącu ciąży. Śnił też o wyjeździe do Londynu, gdzie zamierzał dokończyć i wydać autobiografię, którą pisał w więzieniu. Wierzył, że będzie bestsellerem i zbije dzięki niej fortunę.

Wypuszczony z więzienia w Harare Mann został natychmiast aresztowany i odesłany do Gwinei Równikowej, której przywódca wciąż pałał żądzą zemsty na najemnikach. Prezydent Zimbabwe Robert Mugabe, który doprowadził swój kraj do bankructwa, chętnie przehandlował Gwinejczykowi białego najemnika w zamian za obietnicę dostaw benzyny.

Nie byłem architektem

Mann miał prawo spodziewać się najgorszego. Długi wyrok w Czarnej Plaży w Malabo oznaczał pewną śmierć. Okazało się jednak, że gwinejski władca miał wobec najemnika inne plany. Mając już go w swoich rękach, zażyczył sobie głów londyńskich przedsiębiorców, którzy zaplanowali spisek i opłacili najemnych żołnierzy.

Już w niezwykłym wywiadzie udzielonym brytyjskiej telewizji w więzieniu Mann przyznał, że "był wykonawcą zamachu, ale nie jego architektem". Powiedział też, że zleceniodawcami wyprawy był tuzin londyńskich przedsiębiorców. Wymienił nazwiska sir Marka Thatchera i Ely'ego Calila. Mann powiedział też, że ci zapewniali go, iż o planach zamachu wiedziały wywiady RPA, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i USA, a Hiszpanie i Południowoafrykańczycy mieli nawet po cichu wspierać wyprawę najemników. Okazało się to nieprawdą i to właśnie RPA ostrzegła władze Gwinei Równikowej o spisku.

- Gdyby ktoś chciał wyświadczyć mi przysługę, to powinien przysłać samolotem do Malabo zakutych w kajdanki Marka Thatchera i Eligo Calila - powiedział Mann w wywiadzie.

Tuż przed rozpoczęciem procesu gwinejski prezydent stwierdził, że jeśli najemnik będzie współpracował z sądem i prokuraturą, może liczyć na ich wyrozumiałość. Dodał, że możliwe jest, by przynajmniej część wyroku Mann mógł odsiadywać w Wielkiej Brytanii.

Przyjaciele najemnika twierdzili nawet, że w Malabo może on zostać skazany jedynie na sześć lat więzienia, a do wyroku zaliczy mu się trzy lata odsiedziane w Zimbabwe i rok w Gwinei. Po następnym roku odsiadki w Malabo zostałby po cichu zwolniony do domu.

Przed rozpoczęciem procesu prokuratorzy chwalili się, że Mann nie szczędzi im informacji. Dodawali jednak, że najemnik wydaje się "bardziej bać tych z Londynu niż nas".

Poza Thatcherem, za którym wiosną Gwinea Równikowa rozesłała listy gończe, władca z Malabo pragnie krwi 64-letniego Calila, urodzonego w Nigerii Libańczyka. Jego majątek, którego dorobił się na handlu ropą naftową i rozmaitych podejrzanych interesach w Afryce, na Bliskim Wschodzie i w Europie, wyceniany jest na 250 mln dol.

Według gwinejskich władz zaprzyjaźniony z wieloma politykami w Europie i Afryce oraz unikający jak ognia rozgłosu Calil (jego ostatnie gazetowe fotografie pochodzą sprzed 25 lat) był sponsorem wielu awantur i spisków, w których stawką były naftowe interesy.

Malabo miało go ustawić

Każdy wyrok w procesie Manna zakończy najpewniej jego burzliwą karierę najemnego żołnierza. Jako dziedzic rodzinnej fortuny mógł wieść spokojne i dostatnie życie. Uznał jednak, iż życie ma wartość tylko wtedy, gdy wystawia się je na szwank.

Nie wystarczyła mu służba w oddziałach brytyjskich komandosów ani wojny w Irlandii Płn., Kuwejcie i Iraku, misje na Cyprze, Niemczech, Norwegii, Kanadzie, Belize.

Rzucił regularne wojsko, by z podobnymi sobie niespokojnym duchami zakładać międzynarodowe korporacje najemnych żołnierzy. Najpierw Executive Outcomes w RPA, a gdy rząd tego kraju zakazał najemnictwa - Sandline International w Londynie.

Rozochoceni szefowie najemniczych firm przemyśliwali nawet, jak tu przekonać ONZ, by korzystała z ich usług jako wojsk pokojowych. Partner Manna, płk Tim Spicer, dowodzi armią prywatnych firm ochroniarskich wspierających Amerykanów w Iraku.

Mann wycofał się z interesu, osiadł w Kapsztadzie. To właśnie tam Mark Thatcher skusił go na wyprawę do Malabo, która miała go na resztę życia ustawić, a nie na pogrążyć.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':