http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czeczeni idą na odsiecz Gruzinom

Wojciech Jagielski
2008-05-28, ostatnia aktualizacja 2008-05-27 17:48

Kaukascy mudżahedini proponują Gruzinom sojusz i marzą o wybuchu rosyjsko-gruzińskiej wojny.

Jedno z nielicznych zdjęć dowódców czeczeńskich z oddziałów Dokku Umarowa pod koniec lat 90.
Fot. www.kavkazcenter.com
Jedno z nielicznych zdjęć dowódców czeczeńskich z oddziałów Dokku Umarowa pod...
Pod koniec kwietnia, gdy na abchaskim niebie zestrzeliwano w tajemniczych okolicznościach gruzińskie samoloty szpiegowskie, a politycy w Moskwie i Tbilisi straszyli świat wojną, emir kaukaskich powstańców Dokku Umarow zaoferował Gruzinom pomoc, gdyby przyszło im walczyć z Rosjanami. Występując w imieniu emira, jego minister propagandy Mowładi Udugow oznajmił, że mudżahedini gotowi są dostarczać Gruzinom zwiadowcze informacje o rosyjskich wojskach na gruzińsko-rosyjskim pograniczu. - Mamy też swoich ludzi w Abchazji i Południowej Osetii - oświadczył Udugow. Niedługo później Rosjanie ogłosili, że pojmali w Czeczenii gruzińskiego szpiega, który usiłował nawiązać kontakt z mudżahedinami, by obiecać im finansową i wojskową pomoc ze strony Tbilisi.

Szewardnadze gości Maschadowa

Rosja i Gruzja spierają się dziś o Abchazję i Południową Osetię - dwie gruzińskie prowincje, które za zachętą Kremla i przy jego wojskowym wsparciu na początku lat 90. podniosły bunt przeciw rządzącym w Tbilisi gruzińskim nacjonalistom. Rosja, domagając się prawa do niepodległości dla tych regionów, chce ukarać Gruzję za jej prozachodnią politykę zagraniczną i upomnieć Zachód za to, że uznał niepodległość Kosowa.

Eduard Szewardnadze, który rządził w Tbilisi jako prezydent w latach 1993-2003 (wcześniej panował w niej jako komunistyczny I sekretarz), wielokrotnie szantażował Rosję, że jeśli będzie wspierała Abchazję i Południową Osetię, Gruzja udzieli pomocy Czeczenom. Ale Gruzin nigdy nie posunął się dalej niż do groźby.

Szewardnadze gościł w Tbilisi czeczeńskiego przywódcę Asłana Maschadowa, ale nie przyjął jego oferty wojskowego sojuszu przeciwko Rosji. Nie spieszył się też z budową drogi przez Kaukaz prowadzącej do granicy z Czeczenią, by udostępnić jej gruzińskie porty. Szewardnadze przymykał jednak oko, gdy czeczeńscy partyzanci przyjeżdżali do Gruzji leczyć rany w zamieszkanym przez gruzińskich Czeczenów wąwozie Pankisi.

Szewardnadze nigdy nie zapomniał Czeczenom i innym kaukaskim góralom, że na początku lat 90. ramię w ramię z kozakami i rosyjskimi ochotnikami przybyli do Abchazji i pomogli buntownikom rozgromić gruzińskie wojsko. Na abchaskich frontach wojennego doświadczenia nabierali najważniejsi komendanci, którzy wkrótce w Czeczenii mieli podnieść zbrojne powstanie przeciwko Rosji - Chamzat Chankarow, Szamil Basajew, Rusłan Gełajew. Basajew przyznał potem, że Czeczeni dali się wtedy Rosji ogłupić i wykorzystać.

Gełajew, który często korzystał z gruzińskiej gościny, postanowił nawet potem odbić dla Gruzji Abchazję i w ten sposób wyrównać dawne krzywdy. Jesienią 2001 r., gdy świat zajęty był amerykańską inwazją na Afganistan, Gełajew wyruszył ze swoim 300-osobowym oddziałem z wąwozu Pankisi do Abchazji. Stamtąd zamierzał zaatakować rosyjskie Soczi, zająć lotnisko, wziąć zakładników i zażądać niepodległości dla Czeczenii i zwrotu Abchazji Gruzinom.

Operacja spaliła na panewce, bo już w abchaskim wąwozie Kodori Czeczeni wdali się w strzelaninę z pilnującymi granicy rosyjskimi żołnierzami i wybuchł skandal. Amerykanie zabiegający o wsparcie Rosji w afgańskiej wojnie wymusili na Szewardnadzem, by zatrzymał Czeczenów. W 2004 r. Gełajew zginął w zasadzce na rosyjsko-gruzińskiej granicy.

Tbilisi grozi Czeczenią

Micheil Saakaszwili, który jesieną 2003 r. obalił Szewardnadzego w wyniku ulicznej rewolucji róż, wykazywał się wobec Czeczenów jeszcze większym dystansem. Nie chciał drażnić Rosji i liczył, że Kreml to doceni. Pamiętał też, że Zachód, o którego względy zabiegał, po 11 września 2001 r. stracił współczucie dla Czeczenów i wszystkich muzułmańskich powstańców zaczął podejrzewać o terroryzm. Milczał więc, gdy Basajew prosił Gruzję o pomoc w zakupie wyrzutni rakiet przeciwlotniczych. Nie odpowiadał, gdy Maschadow, były artylerzysta w Armii Czerwonej, kusił: - Znam Rosję i wiem, jak z nią walczyć.

Dopiero latem 2004 r., gdy między Rosją i Gruzją na nowo wybuchł otwarty konflikt, a Kreml wprowadził przeciwko Tbilisi sankcje i otwarcie zaczął wspierać separatystyczne władze Abchazji i Południowej Osetii, gruzińscy posłowie zaczęli grozić, że Tbilisi może uznać niepodległość Czeczenii.

Kiedy w kwietniu i maju Rosja zapowiedziała otwarcie, że będzie współpracować z separatystycznymi władzami zbuntowanych gruzińskich prowincji, choć nie uzna ich niepodległości, Szewardnadze przypomniał w wywiadzie dla moskiewskiej gazety "Kommiersant", że i Rosja ma swój problem z separatystami. - Uznanie niepodległości Abchazji ożywi też Czeczenów, a władze Gruzji powinny to wykorzystać - mówił.

Ostrzeżenie rzucił także Saakaszwili: - Jeśli komuś chodzi po głowie aneksja części gruzińskiej ziemi, to musi pamiętać, że wywoła to skutki na całym Kaukazie. My tego nie chcemy.

Podarek dla mudżahedinów

Gruzja nie odpowiedziała na razie na ofertę kaukaskich partyzantów. Rosja zaś grozi Gruzinom, że jeśli spróbują najechać zbrojnie Abchazję lub Południową Osetię, Kreml jak przed laty pośle na wojnę pospolite ruszenie kaukaskich górali oraz dońskich i terskich kozaków. Pod koniec kwietnia zapowiedzieli to uczestnicy abchaskiej wojny secesyjnej z lat 1992-93, którzy zebrali się w Czerkiesku na zjeździe weteranów.

Od co najmniej zaś dwóch lat Rosja posyła do Abchazji i Południowej Osetii żołnierzy z prorosyjskich czeczeńskich wojsk. Oskarżani w Czeczenii o zabójstwa, porywanie ludzi dla okupu, rabunki, w zbuntowanych gruzińskich prowincjach pełnią rolę wojsk pokojowych. W 2005 r. Rosja wysłała ich nawet jako "błękitne hełmy" ONZ do Libanu.

Wybuch rosyjsko-gruzińskiej wojny byłby prawdziwym podarkiem dla kaukaskich mudżahedinów, którzy mimo przewagi wojskowej Kremla wciąż toczą z Rosjanami walki od Dagestanu po Kabardę. Po ostatnich miesiącach, gdy główną areną walk były Dagestan i Inguszetia, wiosną walki wybuchły znów w Czeczenii.

Otwarcie nowego kaukaskiego frontu nie tylko zmusiłoby Rosję do rozproszenia sił i uwagi oraz dało mudżahedinom wytchnienie, ale w ogóle zmieniło równowagę sił na Kaukazie. Zaś sąsiedztwo Soczi, gospodarza zimowych igrzysk w 2014 r., z Kaukazem i jego wojnami zagroziłoby bezpieczeństwu olimpiady i jednocześnie międzynarodowemu prestiżowi Rosji.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':