http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zimbabweńczycy zabijają się w sklepowych kolejkach

Wojciech Jagielski, Alexio Rashirai, Harare
2007-08-30, ostatnia aktualizacja 2007-08-29 16:41

Prezydent Mugabe odwołuje operację "Obniżamy ceny". Nie przyznał się do pomyłki, ale próbuje naprawić błąd, który niemal dobił rujnowaną przez niego od lat gospodarkę kraju.

Po decyzjach prezydenta o redukcji cen Zimbabweńczycy tłumnie szturmują sklepy i tratują się nawzajem
Fot. AP
Po decyzjach prezydenta o redukcji cen Zimbabweńczycy tłumnie szturmują sklepy...
ZOBACZ TAKŻE
Doroczna wystawa rolnicza w Harare odbywa się pod hasłem "Naszym zadaniem jest nakarmić naród - przyszedł czas na wynalazki". Wystawa potrwa do końca tygodnia, a mieszkańcy stolicy z sarkazmem mówią, że to dla nich jedyna okazja, by obejrzeć niewidziane od dawna towary - mięso, warzywa, mąkę, miód, bawełnę.

Organizatorzy wystawy obawiają się zwłaszcza czwartku, gdy ma dojść do tradycyjnej aukcji wystawianych okazów - krów, kóz, świń, królików i kur. Dla Zimbabweńczyków będzie to jedna z nielicznych szans, by zapełnić lodówkę albo przynajmniej przyrządzić wystawny, niedzielny obiad.

Odkąd pod koniec czerwca prezydent Mugabe kazał obniżyć o połowę ceny wszystkich towarów, sklepowe półki błyskawicznie bowiem opustoszały.

Śmierć w sklepie

Obniżka cen, która miała uratować Zimbabweńczyków przed najwyższą na świecie inflacją (7636 proc. w lipcu), doprowadziła do bankructwa sklepów i fabryk, którym przestało się opłacać cokolwiek wytwarzać. Wiele z nich zostało zamkniętych także dlatego, że właściciele odmawiali sprzedawania towarów za bezcen. Władze uznały to za sabotaż, a policja wtrąciła do więzienia ponad 12 tys. osób.

Wystarczyło kilka dni, by ze sklepów zupełnie zniknęły: mąka kukurydziana, mięso, pieczywo, nabiał, mleko, herbata. Nowe dostawy stały się taką rzadkością, że gdy tylko rozchodziła się o nich wieść lub plotka, przed sklepami na długo przed ich otwarciem ustawiały się kilometrowe kolejki, w których co rusz wybuchały kłótnie i bójki.

W lipcu, tłocząc się po niespodziewanie dostarczony cukier, kupujący zadeptali na śmierć dwie osoby. Na początku sierpnia niejaki Voice Tongotaya z Mutare zarąbał maczetą kolegę, który ukradł mu kupiony cudem dziesięciokilogramowy worek kukurydzianej mąki.

Zaczęło brakować wszystkiego - zapałek, świec, ryżu, a nawet piwa. Zdesperowani Zimbabweńczycy zaczęli topić smutki w alkoholu, a jego spożycie według dyrekcji największego w kraju browaru Delta wzrosło o połowę.

Na sklepowych półkach są już tylko puszki z fasolą, płyny do mycia naczyń i ziemniaczane chrupki, sprzedawane po dwie paczki na kupującego. Do pustek w sklepach przyczynili się sami Zimbabweńczycy, którzy nie mając pewności, czy kupią to, czego potrzebują, kupują wszystko, co akurat jest. Potem sprzedają zdobyte towary na czarnym rynku za kilkakrotnie wyższą cenę.

Z braku paliwa stanęła komunikacja miejska. Coraz częściej wyłączany jest prąd, co powoduje utrudnienia także w pracy wodociągów i kanalizacji. Zamykane są szkoły, a władze obawiają się, że z powodu braku wszystkiego - z profesorami włącznie - zamknięty może zostać także stołeczny uniwersytet. Na razie, z powodu niedziałającej kanalizacji w miasteczku akademickim ustawiono przenośne toalety.

Brakuje też pracy (bezrobocie sięga 70-80 proc.). Profesorowie i nauczyciele uciekają więc szukać zarobku za granicą. W ciągu ostatnich siedmiu lat za chlebem wyjechała jedna trzecia 12-milionowej ludności kraju (kryzys zaczął się w 2000 r., gdy wywłaszczając białych farmerów, Mugabe zrujnował rolnictwo, podstawę jednej z najsprawniejszych niegdyś gospodarek w Afryce).

W przeddzień otwarcia wystawy rolniczej w Harare (mieszkańcy miasta porównują ją do wystawiania nieboszczyka przed pochówkiem), z powodu braku prądu, paliwa i dewiz zamknięto kopalnię fosfatów Dorowa i dwie fabryki nawozów sztucznych.

Na domiar złego przegrywać zaczęła piłkarska reprezentacja kraju, trenowana od niedawna przez znanego z występów w polskiej lidze Normana Mapezę. W zeszłym tygodniu po raz pierwszy Zimbabwe wypadło z pierwszej setki drużyn na liście sporządzanej przez międzynarodową federację piłkarską.

Znakiem, że doświadczanym przez los Zimbabweńczykom kończy się cierpliwość, były niespotykane tu zamieszki, do jakich doszło w lipcu i sierpniu podczas dwóch meczów piłkarskich oraz na koncercie popularnego muzyka Aleka Macheso.

Kto da Zimbabwe 5 mld dol.?

Widząc nadciągającą burzę, prezydent Mugabe ogłosił pod koniec ubiegłego tygodnia odwrót od polityki niskich cen. Minister przemysłu i handlu zagranicznego Obert Mpofu, który kierował dotąd operacją "Obniżamy ceny", ogłosił, że "podejmując skoncentrowane wysiłki w celu poprawy zaopatrzenia rynku", władze pozwoliły operatorom telefonii komórkowych, właścicielom firm transportowych oraz producentom i sprzedawcom niektórych towarów, jak: wołowe mięso, drób, napoje chłodzące, cukier, herbata, kukurydza, mydło czy opony samochodowe, podwyższyć ceny o jedną piątą.

Ale tak jak obniżka cen nie zahamowała inflacji, tak ich podwyżki nie zapełniły sklepów. - Wszystko to za późno i za mało - twierdzi niezależny ekonomista w Bulawayo Eric Bloch. - Nie przyniesie to już żadnej ulgi.

Inny z zimbabweńskich ekonomistów John Robertson szacuje, że co najmniej 5 mld dol. jest konieczne, by ocalić przed upadkiem już nawet nie gospodarkę kraju, ale jego infrastrukturę - drogi, wodociągi, linie energetyczne. Państwo takich pieniędzy nie ma, a szansa, że pożyczy mu je regionalne ugrupowanie gospodarcze Południowoafrykańska Wspólnota Rozwoju (SADC), okazały się płonne.

Według ekspertów SADC do ratowania Zimbabwe potrzeba nie 5, lecz 15 mln dol. Minister finansów RPA Trevor Manuel zapowiedział już, że "nie będzie marnotrawił pieniędzy południowoafrykańskich podatników na wyciąganie Zimbabwe z kłopotów".

Tym bardziej że Mugabe nie przepuszcza okazji, by ignorować i upokarzać prezydenta RPA Thabo Mbekiego wyznaczonego przez wspólnotę międzynarodową, by przekonał 83-letniego prezydenta Zimbabwe do przejścia na emeryturę. Podczas ubiegłotygodniowej narady SADC w Lusace RPA, Zambia, Botswana i Tanzania namawiały Mugabego do reform, ale już Namibia i Angola wynosiły go pod niebiosa jako afrykańskiego herosa.

Pieniądze na ratunek Zimbabwe mógłby znaleźć jedynie Zachód, ale ten nie ruszy palcem, dopóki Mugabe nie odda władzy, i a w Zimbabwe nie zaczną być wprowadzane liberalne reformy polityczne i gospodarcze.

Słoń nie patrzy na kundelki

Mugabe zaś ani myśli ustępować i szykuje się do marcowych wyborów, podczas których chce przedłużyć swoje panowanie o kolejnych pięć lat. Zdominowany przez rządzącą partię ZANU-PF parlament zamierza właśnie zmienić konstytucję, tak by zwiększyć liczbę posłów i wykreślić na nowo granice okręgów wyborczych.

Przywódcy opozycyjnego Ruchu na rzecz Demokratycznej Zmiany skarżą się, że Mugabe chce tak wyznaczyć okręgi, by więcej posłów wybierano na wsi, będącej jego polityczną twierdzą, a mniej w miastach opanowanych przez opozycję. Opozycja twierdzi też, że władze ordynarnie sfałszowały zamknięte właśnie listy wyborców, nie wpisując na nie po prostu tysięcy tych, których głosów nie mogą być pewne.

W nowej konstytucji ma się także znaleźć zapis, że w wypadku śmierci lub dymisji prezydenta nowego wybiera parlament, a nie jak dotąd obywatele. Takie przepisy umożliwiłyby Mugabemu bezpieczne zrzeczenie się władzy na korzyść wybranego przez niego wcześniej następcy tronu.

Zabiegając o głosy w wyborach, Mugabe ani myśli zrezygnować z dalszych gospodarczych eksperymentów. W parlamencie czeka na głosowanie nad projektem ustawy nacjonalizującej fabryki, banki i kopalnie. Państwo miałoby w nich większościowe udziały.

Opozycja lamentuje, że Mugabe znów chce ordynarnie sfałszować wybory, a dla utrzymania się u władzy gotów jest poświęcić kraj. Przywódcy rządzącej partii wzruszają tylko ramionami. Joram Gumbo, jeden z dygnitarzy ZANU-PF, powiada: - Maszerujący przed siebie słoń nie zwraca uwagi na ujadające kundelki.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Co się stało z Madzią?

Matka półrocznej Madzi z Sosnowca wyznała, że córeczka wyślizgnęła się jej w domu z kocyka i uderzyła główką w wysoki próg