Jak wczoraj podano, Pakistańczycy aresztowali Ubajdullaha w poniedziałek w hotelu w Kwetcie, stolicy graniczącej z Afganistanem prowincji Beludżystan.
W tym samym czasie w Islamabadzie wiceprezydent Dick Cheney robił wymówki pakistańskiemu prezydentowi gen. Pervezowi Musharrafowi, że pozoruje tylko walkę z talibami. Ci, gdy rządzili Afganistanem w latach 1996-2001, należeli do najbliższych sojuszników i protegowanych Pakistanu.
Ubajdullah już wtedy, nawet wśród talibów, zaliczał się do pakistańskich faworytów. Zawsze wchodził do władz talibów, był m.in. wiceszefem wywiadu i ministrem obrony. Pełniąc te stanowiska, współpracował z pakistańskim wywiadem ISI i miał ponoć nawet tamtejszy paszport.
Kiedy jesienią 2001 r. Amerykanie najechali na Afganistan i obalili talibów, Ubajdullah, walczący na północy kraju, dostał się do niewoli. Wkrótce wraz z innymi ważnymi jeńcami został jednak uwolniony przez nowe afgańskie władze, ponoć na prośbę Pakistanu, i wyjechał z kraju.
W 2003 r. na niepodlegającym niczyjej władzy i kontroli afgańsko-pakistańskim pograniczu talibowie ogłosili, że przystępują do partyzanckiej wojny przeciwko Amerykanom. Ubajdullah znalazł się wtedy w dziesięcioosobowej Radzie, której szefował sam mułła Omar.
W ubiegłym roku na czele półtysięcznego oddziału bił się z wojskami NATO na południu Afganistanu. Przede wszystkim jednak dzięki znajomościom w Pakistanie miał ponoć załatwiać dla talibów dostawy przenośnych wyrzutni rakiet przeciwlotniczych. Kiedy jednak jesienią ubiegłego roku talibowie ogłosili skład nowej Rady, Ubajdullaha już w niej zabrakło.
Przywódcy afgańscy, a także coraz częściej Zachód, wytykają Pakistanowi, że przykładając się do walki z al Kaidą, pobłażają swoim dawnym przyjaciołom talibom. Prezydent Afganistanu Hamid Karzaj od lat twierdzi, że przywódcy talibów z mułłą Omarem na czele mieszkają bezpiecznie w Kwetcie, a tamtejszą dzielnicę Pasztunabad nazywa polityczną stolicą talibów.
Ubajdullah mieszkał w Kwetcie od lat, a w 2004 r. ożenił się z o połowę od siebie młodszą dziewczyną i wyprawił nawet wesele.
Pakistańczycy zabili i wyłapali u siebie wielu ważnych przywódców al Kaidy. Ale Ubajdullah, za którego głowę Amerykanie obiecywali milion dolarów nagrody, stał się pierwszym ważnym przywódcą talibów aresztowanym po 2001 r. w Pakistanie.
Pakistański dziennikarz i znawca Afganistanu Ahmad Raszid uważa, że Pakistańczycy poświęcili Ubajdullaha, by udobruchać Amerykanów. Przyszło to im tym łatwiej, że Ubajdullah zajmował się polityką i finansami, a nie wojną, i jego aresztowanie nie powinno zakłócić planowanych na ten rok operacji partyzanckich.
Zgadza się z nim polityczny analityk z Kabulu Wahid Mudżda. - Doskonale wiedzieli, gdzie się ukrywał, więc gdy trzeba było przypodobać się Amerykanom, wiedzieli, gdzie go szukać - mówi. Niemiecka gazeta "Die Welt", powołując się na swoje źródła twierdzi, że po kilkudniowym areszcie Pakistańczycy uwolnili Ubajdullaha.
Mudżda zauważa też, że choć Pakistan zaprzecza, by na jego terytorium ukrywali się talibowie, ilekroć Amerykanie mają do niego pretensje, jakiś przywódca talibów natychmiast ginie lub dostaje się do niewoli. W grudniu, gdy w USA oskarżano Pakistan o prowadzenie w Afganistanie podwójnej gry, pakistańscy zwiadowcy wystawili Amerykanom i pomogli zabić mułłę Achtara Mohammeda Usmaniego uważanego za następcę mułły Omara.
Źródło: Gazeta Wyborcza