http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zimna wojna Ameryki i Pakistanu

Wojciech Jagielski
2012-01-30, ostatnia aktualizacja 2012-01-29 21:34

Dymy unoszące się pakistańskim stanowiskiem zniszczonym przez pomyłkę przez amerykański samolot bezzałogowy 28 listopada 2011 r.
Dymy unoszące się pakistańskim stanowiskiem zniszczonym przez pomyłkę przez amerykański samolot bezzałogowy 28 listopada 2011 r.
Fot. Anonymous AP

Od dwóch miesięcy z Pakistanu do Afganistanu nie przejechała żadna ciężarówka z zaopatrzeniem dla NATO. To efekt zimnej wojny Ameryki i Pakistanu, kluczowych sojuszników w wojnie afgańskiej.

ZOBACZ TAKŻE
Amerykanie ścigając afgańskich partyzantów bezceremonialnie naruszali pakistańską przestrzeń powietrzną i granice lądowe oraz bombardowali przygraniczne wioski z samolotów bezzałogowych.

Gdy w listopadzie po raz kolejny przez pomyłkę zniszczyli dwa pakistańskie posterunki graniczne, zabijając ponad 20 żołnierzy Islamabad zamknął granicę z Afganistanem, kazał zatrzymać transporty z zaopatrzeniem dla zachodnich wojsk i zażądali od Amerykanów, by wynieśli się z bazy w Szamsi. To stamtąd do misji nad pograniczem startowały samoloty bezzałogowe.

Pakistańczycy odrzucili amerykańskie przeprosiny, a ich premier przyznał, że prawdziwą przyczyną nieporozumień jest coraz większa nieufność dzieląca sojuszników. Waszyngton podejrzewa Pakistańczyków o podwójną grę i potajemne wspieranie afgańskich partyzantów, by utworzyć z nich przyjazny sobie rząd w Kabulu po wyjściu Amerykanów.

W maju 2011 r. Amerykanie rozjuszyli pakistańskich generałów, gdy ich komandosi wylądowali w miasteczku Abbotabbad pod Islamabadem i zabili Osamę ben Ladena, który ukrywał się w domu blisko koszar.

Pakistan zarzuca Amerykanom, że wywołali wojnę w Afganistanie, która w postaci fali terroryzmu przelała się na pakistańską stronę. Zdaniem Islamabadu Amerykanie nie liczą się z jego interesami, nie uprzedzają o swych operacjach, nawet jeśli chodzi o terytorium Pakistanu, i chcą go wykluczyć z rozmów pokojowych z partyzantami.

Dlatego, twierdzi Islamabad, póki się to wszystko nie zmieni, nie otworzymy południowego szlaku dla zachodnich transportów.

Wiodące przez Pakistan drogi z Karaczi do Afganistanu przez Beludżystan lub Przełęcz Chajberską są najkrótszymi i najtańszymi szlakami zaopatrzeniowymi dla NATO. Do 2011 r. szła tędy ponad jedna trzecia wszystkich niewojskowych towarów dla stacjonujących w Afganistanie 150 tys. zachodnich żołnierzy. Pakistańskim szlakiem dostarczane jest przede wszystkim paliwo.

Z powodu nasilających się ataków partyzantów, przemytników i rabusiów Zachód coraz bardziej zmniejszał liczebność transportów przez Pakistan i stawiał na dostawy od północy przez Uzbekistan. Dziś idzie nim jedna trzecia całego zaopatrzenia, a kolejna jedna trzecia dostarczana jest samolotami.

Szlak północy jest jednak znacznie dłuższy i kosztowniejszy.

Kłopoty zacznie sprawiać wkrótce amerykański most powietrzny przez Kirgizję. Obejmując jesienią urząd, nowy prezydent Ałmazbek Atambajew zapowiedział, że w 2014 r. wyprosi Amerykanów z dzierżawionej przez nich bazy w Biszkeku, przez którą wędrują wojska i towary do Afganistanu. Atambajew uznał, że obecność wojsk USA w Biszkeku nie zwiększa bezpieczeństwa Kirgizji, ale stanowi dla niej zagrożenie.

Do zdania Kirgizów przychylają się inni sojusznicy Rosji - Uzbecy, Tadżycy, Kazachowie i Turkmeni, wtórują im Chińczycy oraz Iran. Nie godzą się też, by po wycofaniu w 2014 r. zachodnich wojsk w Afganistanie pozostały tam bazy USA.

Blokada szlaku pakistańskiego to symbol kryzysu między Waszyngtonem i Islamabadem. Bez Pakistanu USA nie uda się wygrać wojny, a ponadto Pakistańczycy są w stanie storpedować podejmowane za ich plecami próby dogadania się z talibami ukrywającymi się na terytorium pakistańskim.

Amerykanie są wściekli, że muszą liczyć się z Islamabadem - uważali, że ponad 20 mld dol., jakie Pakistańczycy otrzymali po 2001 r., wystarczy, by mieć w nich bezwarunkowego sojusznika.

Jedni pakistańscy wojskowi przebąkują, że blokada może być zniesiona, o ile Zachód zgodzi się na znacznie wyższe niż dotąd myto. Inni sugerują, że granica będzie zamknięta, aż Amerykanie nie zaczną się liczyć z pakistańskimi interesami w Afganistanie i zrezygnują z prób zaprowadzania tam swoich porządków. Póki co niedawni sojusznicy ze sobą nie rozmawiają, a Pakistan odmówił przyjęcia specjalnego wysłannika USA ds. afgańskich i pakistańskich Marka Grossmana.

*** Przedstawiciele USA i talibów rozpoczęli w Katarze wstępne rozmowy w sprawie rozpoczęcia negocjacji pokojowych - oświadczył w niedzielę negocjator talibów mułła Kalamuddin. Pierwszym krokiem była styczniowa zgoda talibów na otwarcie ich ambasady w Katarze. W zamian oczekują zwolnienia towarzyszy z Guantanamo. Negocjatorzy talibów chcą też, by do rozmów o pokoju włączony został Pakistan. Talibowie odmawiali dotąd wszelkich rozmów z rządem Hamida Karzaja i podkreślali, że układać mogą się jedynie z Amerykanami.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':