Bush wybrał się do Tanzanii, Zambii i Etiopii, by propagować walkę m.in. z AIDS, rakiem i malarią. AI uznała to za doskonałą okazję, by przypomnieć światu o rozsianych przez kilka lat po świecie tajnych więzieniach
USA i stosowanych w nich torturach wobec podejrzanych o działalność terrorystyczną.
"Międzynarodowe prawo tego zabrania, a przed prawem nie powinno być równych i równiejszych - ogłosiła organizacja w apelu do władz Tanzanii, Zambii i Etiopii. - Wszystkie kraje, w których pojawia się Bush, mają obowiązek aresztować go i postawić przed sądem".
W odpowiedzi
Tanzania powitała Busha chlebem i solą. Szef dyplomacji Zambii Chishimba Kambwili wyśmiał AI: - Niech spadają na drzewo! I niech sobie utworzą własny kraj, poczekają, aż Bush ich odwiedzi, to go sobie wtedy aresztują. Bo w Zambii się to nie zdarzy.
Także w Etiopii nikomu nie przyjdzie do głowy robić nieprzyjemności byłemu prezydentowi, bo rząd z Addis Abeby jest wiernym i ważnym sojusznikiem USA w Afryce.
Podobny apel AI wystosowała w zeszłym roku do Kanady, do której Bush wybrał się w październiku. Ottawa odmówiła, oskarżając Amnesty o "zwyrodnienie", "moralne bankructwo" i "upolitycznienie kwestii praw człowieka". Podkreśliła też, że organizacja nie żądała aresztowania kubańskiego dyktatora Fidela Castro, gdy w przeszłości odwiedzał Kanadę.
W zeszłym roku podobne wezwania do zatrzymania i osądzenia Busha doprowadziły do odwołania przez niego wizyty w Szwajcarii.
W ostatnich dniach Afryka wysłała do aresztu haskiego Międzynarodowego Trybunału Karnego byłego prezydenta Wybrzeża Kości Słoniowej Laurenata Gbagbo oskarżanego o zbrodnie wojenne.
Niespodziewane kłopoty spotkały też Omara al-Baszira, jedynego urzędującego prezydenta na świecie ściganego listami gończymi haskiego trybunału za czystki etniczne w Darfurze. W zeszłym tygodniu nakaz aresztowania Baszira wydał niespodziewanie kenijskiemu rządowi sąd w Nairobi. Dla podróżującego beztrosko po Afryce i Bliskim Wschodzie niemożność odwiedzania Nairobi byłaby sporą uciążliwością.
Oburzony i wściekły Baszir kazał natychmiast zerwać stosunki dyplomatyczne z Kenią, wyrzucił z Chartumu kenijskiego ambasadora, zamknął sudańskie niebo dla wszystkich samolotów lecących z Kenii i zapowiedział wprowadzenie jeszcze mnóstwa innych sankcji.
By załagodzić spór, do Chartumu pojechał minister dyplomacji Kenii, który obiecał solennie, że rząd z Nairobi odwoła się od decyzji sądu i że według jego przeświadczenia wygra rozprawę apelacyjną.