http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wysłanie czołgów do Gazy to było ogromne ryzyko

Mariusz Zawadzki
2009-01-03, ostatnia aktualizacja 2009-01-04 12:08

Czołgi wjechały do Strefy Gazy, bo Izrael nie miał innego wyjścia. Rząd w Jerozolimie zapowiadał przecież, że celem operacji Płynny Ołów jest przerwanie ataków rakietowych bojowników. Mimo tygodniowych nalotów, mimo zabicia kilku przywódców Hamasu, rakiety z Gazy codziennie lecą na Izrael. Naloty ich nie powstrzymały. Zakończenie operacji w takich warunkach oznaczałoby zwycięstwo Hamasu.

Izraelski czołg na granicy ze Strefą Gazy, 03.01.2009 r.
TSAFRIR ABAYOV AP
Izraelski czołg na granicy ze Strefą Gazy, 03.01.2009 r.

- Każdego, kto ukrywa w domu terrorystę lub broń, uznajemy za terrorystę - ogłosiła właśnie armia izraelska. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że większość mieszkańców palestyńskiej enklawy właśnie została zaklasyfikowana jako 'terroryści'.

Po tygodniu zmasowanych nalotów zjednoczyli się oni wokół Hamasu, choć wcześniej wielu z nich miało go dość. - U nas każdy bombardowany przez Izrael, nawet największy bandyta, zyskuje poparcie i sympatię - mówił mi kilka dni temu znajomy dziennikarz z Gazy (zresztą nieprzejednany krytyk Hamasu).

W obecnej sytuacji, kiedy napięcie i poczucie krzywdy jest w Gazie tak wielkie, nikt nie odmówi schronienia i pomocy bojownikom Hamasu. Im zresztą się nie odmawia, jeśli nie chce się zostać uznanym za kolaboranta i zlikiwdowanym. Wszystko to oznacza jedno: inwazja na Gazę może przynieść wielką liczbę cywilnych ofiar. Może stać się pułapką, taką samą, w jaką Izrael dał się dwa lata temu złapać innej arabskiej grupie zbrojnej - Hezbollahowi z Libanu.

W wojnie Izraela z Hezbollahem latem 2006 r. zginęło 1200 Libańczyków, w większości niewinnych, a Izrael nie osiągnął praktycznie nic. Większość komentatorów, nawet w Izraelu, uznała tamtą wojnę za przegraną. Dziś przywódca Hezbollahu szejk Nasrallah jest uważany za największego męża stanu na Bliskim Wschodzie, a jego bojownicy mają jeszcze więcej rakiet, niż przed wojną z Izraelem.

Czy czeka nas powtórka tego scenariusza? Jest to bardzo prawdopodobne (moim zdaniem - najbardziej prawdopodobne), choć jeszcze nie przesądzone.



Jak dotąd wojna w Gazie jest prowadzona przez Izrael lepiej niż wojna w Libanie dwa lata temu. Większość zabitych w nalotach stanowią policjanci i bojownicy Hamasu, a nie cywile.

Izrael może też liczyć na to, że Hamas jest znacznie słabszy militarnie i organizacyjnie niż Hezbollah. Do zablokowanej Strefy Gazy nie może swobodnie sprowadzać broni, nie miał też tylu lat na wyszkolenie swoich ludzi. Z drugiej strony, teren działań wojennych jest trudniejszy niż południowy Liban: Gaza jest chyba najgęściej zaludnionym miejscem na Ziemi. W warunkach miejskich przewaga jednej z najnowocześniejszych armii świata nad bojownikami nie jest tak wielka.

Pierwsze dni inwazji będą decydujące. Z każdym dniem jej trwania szanse Izraela na zwycięstwo będą topniały.

Coraz bardziej wątpliwe będzie też moralne uzasadnienie wojny. Przypomnijmy: Izrael karze Hamas za ciągłe odpalanie rakiet, które zabiły przez siedem lat 15 Izraelczyków. Rakiety te terroryzują południe Izraela, dlatego odwetowe kilka dni nalotów na budynki Hamasu można usprawiedliwić. Ale jeśli w Gazie zginie np. tysiąc niewinnych ludzi, kara okaże się rażąco niewspółmierna do winy.

  • 64 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':