Po pierwsze, zbojkotuj swój komputer, bo zapewne wykonano w Chinach. Po drugie, przejrzyj swoją szafę i oczyść ją z chińskich tiszertów, spodni, garsonek itp. Po trzecie, pozbądź się chińskich ozdób choinkowych czekających na kolejną Gwiazdkę i przyrzeknij, że w przyszłym roku nie kupisz już sztucznych ogni, które chińscy robotnicy wykonują dla ciebie z pogwałceniem unijnych, a nawet jakichkolwiek, norm BHP. Po czwarte: uważaj na truskawki i grejpfruty, który kupujesz poza sezonem, bo one też mogą być z Chin.
Jeśli jednak jesteś jednym z setek milionów oportunistów, zaludniających nasz glob, którzy nie są na to wszystko gotowi, odpuść sobie bojkot olimpiady w Pekinie. W końcu dlaczego tylko sportowcy, przygotowujący się całe życie do tych zawodów, mieliby ponosić wyrzeczenia, a ty nie? Dla takich oportunistów jak ty pozostaje jedynie głośne wyrażanie sprzeciwu wobec ucisku w Tybecie, w nadziei że twój głos będzie jedną z tych kropli, które drążą skałę. Do tego masz prawo, a nawet i moralny obowiązek.
A sportowcy na olimpiadzie? Oni tam powinni dać świadectwo, że nie godzą się na los Tybetu. Adam Kozieł z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka podpowiada: niech zbojkotują ceremonię otwarcia. Albo - niech podczas zawodów założą na ramię opaski "Solidarni z Tybetem". Wtedy przez całe igrzyska uciśniony Tybet będzie najważniejszą sprawą na świecie.
Źródło: Gazeta Wyborcza