Mariusz Zawadzki: W rezolucji z 1999 r. ONZ zapewniał, że szanuje integralność terytorialną Serbii (wtedy Jugosławii). Czy zatem oderwanie Kosowa od Serbii będzie zgodne z prawem międzynarodowym?
Prof. Adam Rotfeld, były szef MSZ: Może nie będzie w pełni legalne, ale inne rozwiązanie byłoby gorsze. Zgodnie z prawem międzynarodowym każdy naród ma prawo do samostanowienia, jednak jest ono obłożone pewnymi warunkami. Europejczyków obowiązuje Akt Końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie z 1975 r. stanowiący, że oderwanie musi nastąpić za porozumieniem stron. Ten warunek nie jest spełniony.
Może należało poszukać innego rozwiązania, dać Kosowu jakiś specjalny status, co pozwoliłoby Serbii zachować twarz i nie stwarzałoby niebezpiecznego precedensu. Podobnych regionów prących do niepodległości jest wiele, a społeczność międzynarodowa nie ma dość pieniędzy, żeby je wszystkie utrzymać.
Ale teraz jest już za późno - mleko się rozlało, a Serbowie już dawno stracili Kosowo, głównie za sprawą swojego przywódcy Slobodana Miloszevicia. Cały konflikt zaczął się od głupiego antyalbańskiego przemówienia Miloszevicia z 1989 r. (w 600. rocznicę bitwy pod Kosowym Polem). Potem Miloszević odebrał kosowskim Albańczykom część autonomii przyznanej im w Jugosławii. Powstał mur, który nie zniknie w jednym pokoleniu.
Jak powinien zachować się polski rząd?
- Trzeba zrobić wszystko, by nie zrazić Serbów obolałych i obitych przez historię, stworzyć im uprzywilejowaną ścieżkę do UE. Jeśli i oni, i kosowscy Albańczycy wejdą do Unii, problem zniknie. Nie słyszymy jakoś o sporach Węgrów z Rumunią czy ze Słowacją mającymi duże mniejszości węgierskie. A przecież jeszcze niedawno tego się obawiano.
Źródło: Gazeta Wyborcza